Sprzęt  / Recenzja

EliteBook x360 830 G6 ma sprostać wymaganiom VIP-ów. Sprawdziłem, czy mu się to udało – recenzja

To nie jest komputer, który ma ładnie wyglądać czy wykręcać 60 FPS w grach. To urządzenie, które ma zapewnić jak najwygodniejszą i jak najbezpieczniejszą pracę na wrażliwych danych. Do domu kupować go nie ma sensu. Ale czy warto wyposażyć w EliteBooka x360 830 G6 naszego pracownika?

EliteBooki od HP dzielą się na dwie rodziny. Seria 1000 przeznaczona jest dla prezesa – to biznesowe komputery klasy premium, w których wiele dopłacamy za elegancję, szyk i formę. Seria 800 jest przeznaczona dla tych, na których można nieco przyoszczędzić. A więc dla pracowników niższego szczebla, którym komputer ma służyć do pracy. Tyle że nie tylko takiej z księgowością w Excelu czy coś podobnego, ale również – a może i przede wszystkim – pracy nad wrażliwymi dla firmy informacjami i danymi, które szybko trzeba przetworzyć.

EliteBook x360 830 G6 – który wypożyczyłem od HP Polska – to właśnie taki sprzęt. Egzemplarz, który testowałem, wyposażono w układ Core i5-8365U z 8 GB RAM, ale zdecydowanie da się lepiej, jeśli ktoś ma na to fundusze. Komputer można kupić nawet z i7-8565U, 64 GB RAM i 1 TB PCIe NVMe – w zależności od potrzeb i stanu naszego firmowego konta. W testowanej konfiguracji obecny był matowy, 13,3-calowy wyświetlacz Full HD IPS LED SureView. Całość waży 1,46 kg.

Prosty nie oznacza kiepski. HP EliteBook x360 830 G6 nie jest zbyt elegancki, ale co z tego.

Na dodatek elegancja to rzecz gustu i nie wątpię, że przynajmniej części z was wzornictwo tego komputera odpowiada. Osobiście też lubię surową estetykę, ale jak dla mnie tu jest nieco aż za bardzo utylitarnie. To jednak wyłącznie moja opinia, z którą nie musicie się zgadzać. Sam komputer – jak człon x360 informuje w jego nazwie – ma też zawias potrafiący przekształcić laptopa w mało wygodny (ale zawsze!) tablet.

Srebrna obudowa sprawia wrażenie bardzo trwałej. Częściowo wykonana jest z aluminium (pokrywa, palmresty), częściowo zaś z magnezu (dolna część komputera). Jakość wykonania stoi na absolutnie najwyższym poziomie. Nie rzucałem tym laptopem po ścianach, nie jest też do tego przystosowany, ale jestem absolutnie pewien, że sprzęt ten wytrzyma niejedną przygodę w podróży. Nic nie trzeszczy, nic nie wystaje, nic się nie ugina – powierzchowne oględziny bez rozkręcania komputera wydają się sugerować, że pod względem jakości wykonania to urządzenie z bardzo wysokiej półki. Bardzo sprawnie działa też zawias pokrywy, nie stawiając oporu, ale i trzymając pewnie wyświetlacz w ustawionym kącie.

To maszyna do pracy, więc nikt z niej nie będzie usuwał portów po to, by komputer był ładniejszy i smuklejszy. Znajdziemy tu więc zarówno nowoczesne USB-C z Thunderboltem 3, ale też i HDMI czy klasyczne USB-A. Nie rozumiem tylko, dlaczego zabrakło slotu na karty pamięci – na aparatach wszak pracują nie tylko zawodowi fotografowie, często mniej artystyczne zdjęcia (skany jakiejś dokumentacji na przykład) chcemy szybko przełożyć na komputer. Szkoda. Doczepiłbym się też faktu, że w momencie, gdy odłożymy dołączony do komputera rysik, jego magnetyczny schowek powoduje, że piórko te porty zasłania. Przyznaję jednak że nie wiem jak bym to lepiej rozwiązał.

Z elementów klasycznie biznesowych brakuje portu Ethernet – będziemy musieli, jeżeli z jakiegoś względu jest nam on potrzebny, kupić sobie kartę sieciową na USB z tym złączem. Poza tym mamy jednak wszystko, czego trzeba: Wi-Fi 6 i LTE. Całość uzupełnia bardzo przeciętna kamera internetowa, którą można fizycznie zasłonić odpowiednią zaślepką. Do rozmów na Microsoft Teams wystarczy. Ale to tyle.

Wspominałem wyżej o funkcjach bezpieczeństwa. EliteBook traktuje je wyjątkowo poważnie, więc takie kwestie jak Kensington lock, czytnik smart card czy uwierzytelnianie biometryczne zgodne z Windows Hello to coś, co jest w tym komputerze obecne i oczywiste.

Klawiatura i gładzik? Jak niemal zawsze u HP.

W zdecydowanej większości swoich komputerów HP wykorzystuje bardzo dobre klawiatury – nie inaczej jest w tym przypadku. Na EliteBooku x360 830 G6 pisze się bardzo wygodnie, choć do dwóch rzeczy bym się doczepił. Po pierwsze, tam gdzie zazwyczaj znajdują się przyciski Home i End mamy te do odbierania połączeń głosowych z karty SIM. Bardzo mi się też nie spodobały przyciski strzałek kursora – te pionowe są niemal nieklikalne.

Tym niemniej na tym wady się kończą. To bardzo dobra klawiatura o w miarę głębokim skoku o odpowiedniej twardości. Przyciski są wykonane z bardzo przyjemnego materiału, odpornego na brud i pot z dłoni. Podświetlanej klawiaturze towarzyszy pokryty szkłem gładzik typu clickpad (a więc bez fizycznych przycisków) o wymiarach 11 x 6,5 cm. Jest dobry i przyjemny w dotyku – trudno go szczególnie chwalić, ale równie trudno mu cokolwiek zarzucić.

Całość interfejsów uzupełniają dość generyczny rysik (bardziej do notatek niż szkicowania) oraz ekran dotykowy. Reakcje na dotyk i piórko są niemal błyskawiczne, choć sam rysik ma nieco odczuwalnej latencji – choć jest bardzo precyzyjny i dobrze leży w dłoni.

Prywatność i ochrona ponad wszystko. Sure View to od długiego czasu tajna broń HP.

Siedzisz w knajpie, podróżujesz samolotem, pracujesz w przerwie na ławce. To miłe i wygodne, ale to również oznacza, że osoby postronne mogą zerkać na ekran twojego komputera. A ty akurat pracujesz nad ofertą firmy, której ta jeszcze nie ogłosiła – to bardzo poufne dane, nie powinny ich czytać postronne osoby.

Masz dwa wyjścia. Albo udasz się pracować w bardziej ustronne miejsce. Albo włączysz funkcję Sure View i przestaniesz się przejmować. Funkcja ta znacząco obniża kąty widzenia wyświetlacza – przez co jego treść widzi tylko osoba znajdująca się bezpośrednio przed komputerem. Krok w bok i już nic nie zobaczysz. Tak jak nic nie zobaczy siedzący obok ciebie w pociągu wścibski pasażer.

Sam wyświetlacz nie zachwyci grafików. Jest jasny i ostry, więc z tekstem pracuje się na nim bardzo przyjemnie. Jest też bardzo jasny, choć równomierność podświetlenia pozostawia bardzo dużo do życzenia. Reprodukcja kolorów (ok. 93 proc. palety sRGB) też pozostawia nieco do życzenia. Do amatorskiej pracy z Photoshopem czy do Netflixa wystarczy aż nadto – wyświetlacze jednak od długiego czasu są piętą achillesową HP, nowy EliteBook niestety nie wyróżnia się tu pozytywnie.

Głośniki… są. Nawet niezłe i przyzwoitej jakości. Zdecydowanie nie jest to laptopy high-end, ale też idzie na tym czegoś posłuchać czy obejrzeć film.

Bezpieczeństwo okazało się też ważniejsze od surowej wydajności.

W testowanej maszynie znalazł się Core i5 z generacji Whiskey Lake i z wymaganym przez wiele firm vPro. Na szczęście HP pozwala na samodzielną wymianę RAM-u (dostępne są dwa sloty), więc można w pewnym zakresie inwestować w wydajność sprzętu już po jego zakupie.

Niestety z jakiegoś względu Elitebook x360 830 G6 osiąga wyniki w benchmarkach nieco gorsze niż znajdujące się w ich bazach danych konkurencyjne maszyny z podobnymi podzespołami – mimo najnowszej wersji systemu i sterowników. Nie jestem pewien co jest tego przyczyną: aplikacje monitorujące wykazują, że napięcie procesora jest rzadko obniżane celem jego schłodzenia.

Teoretyzuję że chodzi o działające w tle autorskie i bardzo skuteczne mechanizmy chroniące przed szpiegowaniem i złośliwym oprogramowaniem. W każdym razie testowany HP w testach procesora osiągał średnio o 12 proc. gorszy wynik od ThinkPada X390 Yoga z bardzo podobnymi podzespołami. Dziwne. Choć jest to rekompensowane przez szybką pamięc masową (ok. 1600 MB/s odczytu, ok. 1800 MB/s zapisu, sekwencyjnie, według CrystalDiskMark 3).

Trzeba za to przyznać, że komputer ten jest cichy – nawet przy najwyższych obrotach wentylatory miękko szumią w tle, nie odwracając naszej uwagi od pracy. Za to czas pracy na akumulatorze mógłby być lepszy, choć jest też dość przyzwoicie. Przy wiecznie otwartej przeglądarce z kilkoma pełnymi skryptów kartami, Photoshopie, Wordzie i bardzo często odświeżającym się w tle Slacku, komputer po siedmiu godzinach woła o ładowarkę. Czyli że nieźle, ale konkurencja potrafi pracować jeszcze dłużej.

Koń, jaki jest, każdy widzi. A temu wiele nie brakuje, to bardzo solidna propozycja dla firm.

Mam tu oczywiście na myśli konia roboczego – wszak do takiej roli aspiruje EliteBook x360 830 G6. Najważniejszą cechą tego komputera jest jego bezpieczeństwo. Oprogramowanie układowe HP pilnuje sprzętu przed infekcjami, nie tylko na poziomie Windowsa, ale również na poziomie firmware’u i UEFI. A wyświetlacz Sure View to rozwiązanie absolutnie unikatowe – i które działa świetnie, jeżeli potrzebujemy czegoś takiego. Komputer też jest świetnie wykonany pod względem jakości, ma wiele portów, można też dokupić mu RAM-u na życzenie.

Szkoda jednak, że takie zorientowanie na bezpieczeństwo i prywatność prawdopodobnie wpłynęło na osiągi. Nowy EliteBook jest szybki, ale konkurencja jest jeszcze szybsza. Szkoda że zabrakło czytnika microSD. A mi subiektywnie najbardziej szkoda, że HP nie umie coś ostatnio w wyświetlacze – nie oceniam tu genialnego SureView, a jednorodność podświetlenia czy kolory.

To znakomity komputer do biura. Do pracy z Microsoft 365, Dynamics 365 czy hostowanymi przez firmową chmurę aplikacjami naszego przedsiębiorstwa nada się jak mało który. Jest trwały i stosownie wyposażony, cechuje się bardzo wysoką kulturą pracy i jeszcze wyższym bezpieczeństwem. Do domu czy dla agencji kreatywnej nie ma sensu. Ale jeśli chcemy pracownikowi kupić narzędzie pracy, na którym ten będzie mógł polegać – HP EliteBook x360 830 G6 z funkcją tabletu to, na bazie moich doświadczeń, jeden z lepszych wyborów. Najtańsza wersja tego komputera kosztuje 5,3 tys. zł.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst