Ekologia  / News

Trump chciał bombardować huragany atomówkami. Kongresmeni na wszelki wypadek chcą tego zakazać

265 interakcji
dołącz do dyskusji

Do amerykańskiej Izby Reprezentantów wpłynął 1 czerwca projekt ustawy, która zabraniałaby prezydentowi Stanów Zjednoczonych oraz jakiejkolwiek agencji federalnej... bombardowania huraganów.

Projekt jest odpowiedzią na pytanie jakie rok temu Donald Trump zadał swoim doradcom podczas briefingu dotyczącego huraganów.

Dlaczego ich po prostu nie zbombardujemy - spytał.

Według Trumpa problem tropikalnych burz, które nawiedzają południowo-wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, można rozwiązać bombami jądrowymi.

Huragany zaczynają się tworzyć  przy wybrzeżach Afryki i można by było je atakować nad Atlantykiem, wrzucając bomby jądrowe w centrum huraganu, co mogłoby je zaburzyć. Nie da się tego zrobić? - pytał Trump.

Oczywiście na powyższe rewelacje Donald Trump zareagował swoim sztandarowym hasłem „fake news”. Mimo to, Sylvia Garcia, reprezentantka Partii Demokratycznej z Teksasu stwierdziła, że lepiej nie ryzykować, stąd i propozycja nowej ustawy. Garcia wnosi o ustanowienie zakazu wykorzystywania broni nuklearnej do prób zmian układów pogodowych czy walki ze zmianami klimatu.

W normalnej sytuacji nikt nie potrzebowałby takiej ustawy, ale zważając na pomysły naszego prezydenta, akurat teraz ewidentnie jej potrzebujemy. Użycie broni nuklearnej w ten sposób spowodowałoby opad radioaktywny i poważne szkody zarówno dla środowiska jak i zdrowia publicznego - napisała Sylvia Garcia w oświadczeniu.

Już w 2014 r. badacze huraganów z agencji NOAA pisali, że w przypadku zdetonowania bomby jądrowej nad Atlantykiem, opad radioaktywny dotarłby na Karaiby oraz kraje graniczące z Zatoką Meksykańską. Co więcej, nawet pomijając opad radioaktywny, obecnie żaden kraj nie dysponuje bronią jądrową wystarczającą silną do zaburzenia huraganu, ani możliwościami zbudowania wystarczającej ich liczby, aby zniwelować choć jeden huragan.

Skąd w ogóle ten pomysł?

Pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku meteorolog Jack Reed zasugerował wykorzystanie ładunków jądrowych do zaburzania procesów napędzających huragany. Problem jednak w tym, że huragany uwalniają potężne ilości energii. Niektóre huragany uwalniają w ciągu 20 minut tyle energii, co ładunek jądrowy o mocy 10 megaton, to 666 razy więcej niż bomba „Little Boy” zrzucona na Hiroszimę w 1945 r. Stąd, aby zrównać się z siłą huraganu, potrzebowalibyśmy prawie 2000 takich bomb na godzinę.

Jeżeli spojrzymy na rozmiary, huragan Katrina miał średnicę ponad 600 km czyli prawie 300 razy większą od średnicy promienia wybuchu bomby „Little Boy”. Choć eksplozja spowodowałaby powstanie obszaru wysokiego ciśnienia w oku cyklonu, to rozszerzając się na coraz większym obszarze, powodowałaby szybki powrót niskiego ciśnienia, które napędza huragany. Stąd, aby na stałe zatrzymać i „wygasić” huragan, trzeba by było stale wrzucać w centrum huraganu nowe pociski.

A gdyby zaatakować je zanim będą za duże?

To też nie działa. Huragany powstają w obszarach niskiego ciśnienia, wokół których pojawiają się burze i kołowe wiatry. Jednak niewiele z nich rozwija się w znaczący huragan, a nie ma żadnej możliwości wcześniejszego stwierdzenia, który z takich obszarów rozwinie się w duży układ burzowy, a który nie.

Na końcu zawsze liczą się pieniądze

Warto wspomnieć jeszcze tę kwestię, która zawsze na końcu okazuje się najważniejsza. Otóż koszt bomby zrzuconej na Hiroszimę w przeliczeniu na 2020 r. wyniósłby 8,18 mld dol. Cały budżet Departamentu Obrony USA w 2018 r. wynosił 576 mld dol.

Aby dorównać siłą huraganowi przez 20 minut potrzeba 666 bomb „Little Boy”, a więc koszt kształtowałby się na poziomie 5,4 bln dol.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst