Gry  / Recenzja

Mam już LEGO Super Mario. Plastikowy hydraulik jest sprytniejszy, niż sądziłem, a klocki dają frajdę na długo

Dzięki uprzejmości LEGO i Nintendo przetestowałem kilka zestawów LEGO Super Mario, na ponad miesiąc od ich rynkowej premiery. Po tygodniu zabawy w rodzinnym gronie muszę przyznać, że jest znacznie lepiej, niż sądziłem.

LEGO Super Mario to jedno z najciekawszych partnerstw we współczesnym sektorze zabawek. Miałem przyjemność porozmawiać z projektantami tej serii, którzy przyznali wprost: obie firmy były chętne aby stworzyć coś wspólnego już od kilku długich lat. Niestety, pierwsze prototypy klocków na licencji Nintendo zawsze pozostawiały nieco do życzenia. Musiało upłynąć wiele czasu, nim powstała seria produktów, z jakości której są zadowolone obie strony.

W centrum LEGO Super Mario jest kwadratowy hydraulik, bardzo inteligentny i świadomy.

Zestaw startowy zawiera figurkę Mario, początek toru w postaci charakterystycznej zielonej rury, koniec toru z zamkowym masztem, a także kilku przeciwników i kilka przeszkód terenowych. To właśnie Mario jest sercem i umysłem nowych klocków. Figurka działa na baterie, posiada własny moduł bluetooth, a do tego została nafaszerowana sensorami, czujnikami oraz ekranami LED.

Plastikowy Mario okazał się znacznie inteligentniejszy, niż śmiałbym przypuszczać. Figurka rozpoznaje aż trzy wysokości skoku. Rozróżnia także cztery rodzaje terenu: neutralny, lawę, trawę i wodę. Hydraulik wie, kiedy stoi i leży, a także kiedy się przewrócił lub spadł z toru. Mario liczy do tego zebrane monety, a także odlicza czas, w którym musimy pokonać tor i dotrzeć do mety.

Ikona gier wideo sygnalizuje znajomość zmiennych za pomocą dźwięków oraz ekranów LED. Gdy Mario wpadnie do lawy, syczy z bólu, podczas gdy jego oczy zamieniają się w charakterystyczne mangowe symbole X. Hydraulik cieszy się z zebranych monet, odgrywa dźwięk skoku i chodu dostosowany do prędkości i wysokości (niesamowity efekt), a także rzuca kultowymi zwrotami zaczerpniętymi bezpośrednio z gier wideo. Mamma mia czy It’s me, Mario budzą uśmiech nawet na twarzy dorosłego.

Mario kontaktuje się ze światem nie tylko za pomocą czujników, ale również płytek akcji.

Płytki akcji to wyczuwane przez sensor figurki klocki, które wplatają Mario w kontekstowe sytuacje. Swoje własne płytki mają przeciwnicy, pułapki, skarby czy przeszkody. Dzięki tym elementom hydraulik wie, czy skacze po głowie Goomby, czy znajduje się w wózku balansującym między wygłodniałymi roślinami lub czy zdobywa właśnie skarb z wielką porcją monet. Czujnik błyskawicznie rozpoznaje daną płytkę, dzięki technologii dostarczonej przez Nintendo. Czas reakcji kwadratowego Mario to zaledwie 0,1 sekundy.

Świetne jest to, że taka płytka akcji nie jest na zawsze przymocowana do większego elementu. Jak każdy inny klocek, można ją odczepić i osadzić w innym miejscu. Przykładowo, płytkę należącą do lewitującej chmurki przypiąłem do zdalnie sterowanego samochodu, dzięki czemu znajdujący się na jego dachu Mario zdobywał monety za każdym razem, gdy wykręcałem ósemki na panelach w salonie! Dlatego już nie mogę się doczekać, co z zestawami LEGO Super Mario zrobią naprawdę kreatywne osoby.

Ostatnim bardzo ciekawym interaktywnym elementem są tak zwane power-upy. Wzmocnienia to nowe spodnie i czapeczki dla Mario, po założeniu których hydraulik zyskuje nowe moce lub właściwości. Przykładowo, uwzględniony na moim torze koci strój pozwala figurce poruszać się po pionowych ścianach, za co Mario dostaje dodatkowe monety. Taki power-up otwiera przed projektantem poziomu zupełnie nowe możliwości. Twórcy świetnie to sobie przemyśleli.

W praktyce poziom pułapek i wyzwań w zestawach LEGO Super Mario jest bardzo zróżnicowany.

Niektóre zestawy są absolutnie rewelacyjne. Po prostu 10/10. Moim ulubionym jest Piranha Plant Power Slide. W pudełku znajduje się huśtawka, na obu końcach której rosną krwiożercze rośliny. Gracz musi tak balansować figurką Mario stojącą w wózeczku, aby nie wpaść na jedną lub drugą roślinę. Im dłużej będziemy lawirować między lewą i prawą krawędzią, tym więcej monet zdobędziemy. Wyzwania wcale nie jest łatwe, o ile używa się wyłącznie jednej ręki. Jest stres, są emocje i jest zabawa. Do tego Piranha Plant Power Slide posiada niezwykle cenną płytkę akcji, wydłużającą maksymalny czas na torze o 30 sekund. Kluczowy zakup.

Z drugiej strony większe, droższe i złożone w wielu elementów zestawy nie zrobiły na mnie wrażenia. Taki Toad’s Treasure Hunt urozmaica tor o piękne domki w kształcie kolorowych grzybów, ale sama mechanika stojąca za tym zestawem nie powala. Oto bowiem producenci oddają w ręce graczy trzy płytki akcji udające trzy skarby. Zbierz je w odpowiedniej kolejności, a otrzymasz pokaźną premię monet. Nuda, niski poziom wyzwania, niemal zerowa interaktywność.

Wielka szkoda, że w LEGO Super Mario tak łatwo można „oszukiwać”.

Rozgrywka przy użyciu własnego toru i figurki wygląda następująco: Mario rozpoczyna przygodę na dedykowanej płytce akcji z zestawu początkowego. Od tego czasu mamy 60 sekund, aby zebrać jak najwięcej monet i dotrzeć na płytkę mety, również zawartą w zestawie początkowym. Monety otrzymujemy za zbieranie skarbów, wykonywanie wyzwań czy skakanie po przeciwnikach. Na mecie Mario informuje jaki jest łączny wynik zebranych monet. Gotowe. Możesz przekazać figurkę drugiej osobie. Kto zbierze więcej monet, ten wygrywa.

Brzmi ciekawie, sensownie i sprawiedliwie. Niestety, w praktyce LEGO Super Mario pozostawia gigantyczne pole do oszustw. Przykładowo, wystarczy chwycić figurkę Mario, a następnie przez 58 sekund skakać nią po głowie Goomby, dostając za to nieskończenie wiele monet. Potem odkładamy hydraulika na płytkę mety i gotowe. Z jakiegoś powodu płyta Goomby nie posiada limitu ilościowego, chociaż inne już tak. Być może naprawi to aktualizacja oprogramowania w samym Mario, instalowana poprzez połączenie bluetooth ze smartfonem.

LEGO Super Mario w gigantycznej mierze opiera się na umownych regułach i zasadach, zawartych wcześniej między domownikami. Np. takich, że na każdego Goombę można wskoczyć tylko raz, figurka Mario nie może być w powietrzu dłużej niż 2 sekundy, a maksymalny sus wynosi około 10 klockowych wypustek. Bez tego typu limitów i obostrzeń gra rywalizacyjna na punkty przestaje mieć sens, przestaje być sprawiedliwa.

Brakuje mi trybu hardcore w LEGO Super Mario, wspieranego aplikacją na smartfon.

Podczas rozmów z projektantami przedstawiłem swój pomysł: dedykowany tryb PvP, gdzie każda porażka (np. upadek do gorącej lawy) kończy rozgrywkę. Dokładnie tak, jak w kultowej grze wideo na japońskiej konsoli NES. Aplikacja na smartfonie wykrywałaby skuchę i informowała, że czas na próbę kolejnego gracza wpisanego na listę. twórcy LEGO Super Mario przyznali, że sami myśleli nad tego typu rozwiązaniem. Ostatecznie okazało się ono zbyt wymagające dla młodszych graczy, a LEGO nigdy nie powinno wykluczać nikogo z zabawy.

Do pewnego stopnia rozumiem tę argumentację, ale i tak szkoda. LEGO Super Mario w aktualnej formie pozwala nie tylko oszukiwać, ale również trzymać figurkę Mario nieskończenie długo w powietrzu, wykonywać olbrzymie skoki czy swobodnie przenosić go po całym torze. Gdyby zaimplementować mechanizmy zmuszające do trzymania figurki przy ziemi czy wykonywania krótkich skoków, przygoda stałaby się trudniejsza, ale jednocześnie nabrałaby większego sensu i stała się bliższa temu, do czego przyzwyczaiły nas gry Nintendo.

Na ten moment jedyne kary przewidziane przez producentów LEGO Super Mario to chwilowe blokady w możliwości zbierania waluty. Gdy wpadniemy do lawy lub spadniemy z ruchomej platformy, przez trzy sekundy nie możemy podnosić monet z płytek akcji. To jednak tyle. Szkoda, bo tak inteligentna, nafaszerowana czujnikami figurka pozwala na wprowadzenie ciekawego systemu reguł i zasad, które mogłyby przecież być aktywowane wyłącznie w jednym z trybów gry, np. za pomocą przełącznika w oficjalnej aplikacji towarzyszącej.

Świetne jest za to to, że LEGO Super Mario nie nudzi się po dniu czy dwóch.

Wszyscy wiemy, jak to jest ze specjalistycznymi zestawami klocków. Zabawa trwa do momentu złożenia. Później model trafia na półkę, a po kilku kolejnych dniach zapominamy o jego istnieniu. Z LEGO Super Mario jest nieco inaczej. Dzięki interaktywnej, w oczach małych dzieci wręcz żywej figurce Mario zestawy klocków zyskują na atrakcyjności. Dzieciaki wracają do ulubionych wyzwań, śrubując rekordy zebranych monet. Układają tory na nowo, projektując własne poziomy. Z tej perspektywy LEGO Super Mario o wiele lepiej spisuje się jako zabawka.

Niestety, każdy medal ma dwie strony. Struktura toru sprawia, że LEGO Super Mario pożera wolną przestrzeń. Zaledwie trzy zestawy wypełniły mój ulubiony stół w salonie. Gdyby dodać do tego kolejne trzy, nie miałbym jak przejść z kuchni do sypialni. Z kolei każda próba złożenia plastikowego poziomu kończy się jękiem i płaczem, bo niszczymy trudną do odtworzenia, autorską i jedyną w swoim rodzaju konstrukcję, której nie znajdziemy później w żadnej instrukcji. No dzięki, Mario.

W ogólnym rozrachunku LEGO Super Mario spisuje się znacznie lepiej niż przypuszczałem. Wielka w tym zasługa figurki Mario, która bardzo pozytywnie zaskakuje możliwościami, czasem reakcji oraz paletą ruchów, reakcji i dźwięków. Co do jakości samych zestawów z torami rozszerzającymi, tutaj przebłyski geniuszu mieszają się z przewidywalnością i bylejakością. Dlatego jeśli szukacie dobrego pakietu na start, zdecydowanie polecam Starter Set wsparty pudełkiem Piranha Plant Power Slide. To pewniak gwarantujący dobrą zabawę.

Kolekcja LEGO Super Mario zadebiutuje w Polsce 1 sierpnia 2020 r.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst