Oprogramowanie  / News

Wiadomo, kto korzystał z Clearview. Wyciekła baza użytkowników apki, skanującej twarze na Facebooku i „milionach innych stron”

Clearview AI używała nie tylko policja i służby. Z kontrowersyjnej aplikacji do rozpoznawania twarzy korzystały także największe prywatne firmy.

Lista klientów Clearview AI została wykradziona przez hakerów. Znalazł się nie niej nie tylko Departament Sprawiedliwości czy Interpol, ale także NBA czy Walmart, mimo zapewnień CEO startupu, że Clearview jest narzędziem stworzonym przede wszystkim dla przedstawicieli prawa.

Clearview to rozpoznawanie twarzy napędzane naszą niefrasobliwością

Clearview to startup oferujący aplikację do rozpoznawania twarzy, z której chętnie korzystają amerykańskie organy ściągania. Jej produkt przeszukuje media społecznościowe, YouTube'a i „miliony innych stron” w poszukiwaniu zdjęć oraz filmów z naszymi twarzami. Gdy je znajdzie, zapisuje je wraz z odnośnikiem do miejsca, w którym dokonał swojego odkrycia. W ten sposób powstaje wielka baza twarzy, którą Hoan Ton-That, CEO firmy, dzięki dopisanemu do niej algorytmowi rozpoznawania twarzy z entuzjazmem monetyzuje. Aplikacja pozwala wgrywać własne zdjęcia, na przykład fotografię podejrzanego, aby odnaleźć ślady jego twarzy w Internecie. To, jak twierdzi policja, bardzo pomaga w identyfikacji sprawców i rozwiązywaniu spraw, które inaczej ciągnęłyby się w nieskończoność.

Jeden z problemów z Clearview polega jednak na tym, że firma, realizując misję stworzenia największej bazy twarzy, kompletnie ignoruje przepisy stron, z których korzysta. Te zabraniają wykorzystywania danych swoich użytkowników w taki sposób. Facebook, Google, LinkedIn i Twitter żądają od firmy usunięcia danych pozyskanych z ich platform i grożą pozwami. CEO Clearview AI z rozbrajającą szczerością wzrusza ramionami i twierdzi, że nie widzi w swoich działaniach nic zdrożnego. Jak argumentuje – każdy tak robi.

Apple już zablokował u siebie Clearview AI. Firma nie chciała grać zgodnie z regułami narzuconymi przez Tima Cooka i zamiast dystrybuować swoją aplikację przez App Store'a, robiła to za pomocą certyfikatów dla firm, które przeznaczone są tylko do użytku wewnętrznego w ramach przedsiębiorstwa.

Nie tylko policja, nie tylko służby

Clearview na stronie internetowej chwali się, że z jego aplikacji korzystają przede wszystkim organy ściągania, prywatne firmy wykorzystują ją „do celów bezpieczeństwa”. Jeśli wydaje wam się, że określenie to jest co najmniej mgliste, to nie jesteście sami. Wyciek dokumentów nieco jednak tę mgłę rozwiał, choć sama firma twierdzi, że ujawnione przez BuzzFeed papiery są pełne nieścisłości.

Wynika z nich jednak, że z Clearview korzystało około 2200 firm i instytucji. Jednymi z najaktywniejszych użytkowników aplikacji było FBI i US Secret Service, na liście firm znalazły się także między innymi kasyna z Las Vegas, Bank of America, T-Mobile i NBA. Część firm przyznaje, że korzystało z aplikacji, ale tylko podczas darmowego okresu próbnego, potem nie zdecydowało się na inwestycję w oferowane usługi. Nie do końca zgadza się to z twierdzeniami o kierowaniu swojej oferty głównie do służb.

Nie ma przepisów regulujących wykorzystanie technologii rozpoznawania twarzy, mimo że na ich ustanowienie nieustannie nalegają aktywiści i szefowie wielkich firm technologicznych. Na domiar złego nie tylko samo wykorzystanie technologii, ale także startup, który ją monetyzuje, budzi wątpliwości. Pojawiły się bowiem podejrzenia, że jego pracownicy monitorują zapytania płynące z policji, co umożliwiałoby im śledzenie śledztw.

Do tego dochodzi nieprzyjemny fakt, że klienci, w tym przedstawiciele prawa, korzystają z usług firmy, która swoje usługi oferuje dzięki - nawet jeśli nie nielegalnemu - to przynajmniej poważnie wątpliwemu etycznie sposobowi pozyskiwania danych. Cóż, pewnie ich obrońcy wzruszą ramionami, twierdząc, że każdy tak robi.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst