Sprzęt / Artykuł

Po dwóch latach w końcu stworzyłem smart dom moich marzeń - historia prawdziwa

125 interakcji
dołącz do dyskusji

A najtrudniejszy w tym wszystkim był... wybór. Potem wszystko już poszło z górki.

Dwa lata temu, przy okazji generalnego remontu starego poniemieckiego bliźniaka, wpadłem na pomysł: zrobię sobie smart dom. Problemów nie widziałem kompletnie żadnych. W końcu wszystkie instalacje będą robione kompletnie na nowo, wszystkie sprzęty będą wymieniane, nowe będzie też oświetlenie, a sam remont pochłonie takie pieniądze, że nie mam co się martwić o to, ile kosztuje taki smart dom. Zniknie gdzieś w morzu wydatków, a ja po zakończonym remoncie będę się cieszył, że zainwestowałem trochę ekstra i teraz mam bonusowo ekstra dom.

Tak łatwo jednak nie było.

Bo przed rozpoczęciem konstruowania smart domu, trzeba wybrać system, na którym będzie oparty. Moje wymagania były stosunkowo proste:

  • prosta rozbudowa, w tym proste rzeczy we własnym zakresie
  • łączność bezprzewodowa, bo nie zamierzałem po całym domu ciągnąć kabli tylko dla tego systemu;
  • spora liczba akcesoriów, różni producenci, różne półki cenowe;
  • obsługa przyzwoitej liczby rodzajów sprzętów, tj. przynajmniej światła, rolety, ogrzewanie, gniazdka;
  • sensowna aplikacja do zdalnego sterowania, ale...
  • ... przede wszystkim rozbudowane możliwości konfiguracji scen i zależności. Chciałem jak najmniej korzystać z aplikacji - jak najwięcej powinno się dziać samo;
  • uniwersalność narzędzi sterujących - smartfony, tablety, komputery, przyciski wyzwalające sceny, etc.;
  • nie miałem nieograniczonego budżetu, ale też nie wchodził w grę bezmarkowy sprzęt z Chin;
  • konfiguracja tego nie może być koszmarnie trudna, nie chcę spędzać przy niej całych dni i tygodni, ma działać (stąd i wszystkie Domoticze na Raspberry odpadały na start);
  • najlepiej gdyby integrował się ze sprzętami, które już mam (Hue, Sonos, etc.);
  • możliwość instalacji tego wszystkiego już na częściowo wyremontowanym domu - na pomysł smart domu wpadłem bowiem, delikatnie mówiąc, nie na samym początku remontu.

I to właściwie tyle. Miałem też kilka pomysłów na to, co chciałbym zrobić i jak, w związku z czym usiadłem, pomyślałem, policzyłem i... zapłakałem. Może nie dosłownie, ale byłem tego bardzo bliski.

Na początku wyglądało to bardzo źle.

Moim pierwszym wyborem był oczywiście HomeKit - w końcu mam iPhone'a, Maca i generalnie co tylko da się kupić z logo tego producenta. Testowałem też kilka urządzeń wspierających HomeKit i działało to dobrze, szczególnie jeśli chodzi o aplikację i zdalną obsługę.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie jednak, że nic z tego nie będzie. A problemów było zdecydowanie więcej, niż początkowo zakładałem:

  • żona nie zamierzała rezygnować ze swojego telefonu z Androidem. Można to było obejść kupując sprzęty, które mają też osobne aplikacje, ale to prowadziłoby do koszmarnego chaosu;
  • oferta sprzętów wspierających HomeKit jest dalej uboga. Przykładowo w momencie mojego startu planowania nie było chyba żadnego (!) sterownika do rolet zewnętrznych zgodnego z tym standardem. Teraz teoretycznie są, ale tylko jednego producenta. I koniec. Takich kategorii sprzętowych jest zresztą więcej;
  • jeśli chodzi o możliwość tworzenia scen i zależności, to aplikacja HomeKit spisuje się tak sobie. Albo inaczej - jest strasznie prymitywna i ograniczona. Przykładowo termostat przekazywał do HomeKita dane na temat wilgotności, ale już HomeKit nie pozwalał na wykorzystanie tego parametru jako aktywatora dla scen;
  • pozwalały na to z kolei zewnętrzne aplikacje, ale tutaj z kolei mocno bałem się o długoterminową odporność tego rozwiązania. To jednak aplikacje zewnętrznych producentów, w jakiś sposób robiące więcej, niż pozwala na to oficjalna aplikacja. Może to będzie działać już zawsze, może nie. Powstawał też dodatkowy problem z opanowaniem chaosu pt. gdzie i co ja właściwie skonfigurowałem (choć sceny z zewnętrznych aplikacji były widoczne w aplikacji Home);

I tak, nie mam wątpliwości, że HomeKit będzie żył długo i szczęśliwie, i w końcu doczekałbym się dostępności urządzeń, których potrzebuję. Ale w życiu nie zdecydowałbym się inwestować jakąkolwiek platformę, która obieca mi w przyszłości rzeczy, których potrzebuję albo które mógłbym mieć teraz.

Mógłbym też dokompletować brakujący osprzęt w formie niezgodnej z HomeKitem, postawić Homebridge'a na Raspberry Pi i jakoś zintegrować to wszystko, ale... to też zdecydowanie odpadało. Po pierwsze - boję się o przyszłoodporność takiego rozwiązania. Po drugie - nie spełnia to wymagań, które rozpisałem na początku.

I to był ten moment, kiedy stwierdziłem, że zdecydowanie muszę poszukać czegoś innego.

W tym czasie zrobiłem też listę potrzeb.

Która zresztą cały czas rosła, wraz z tym, jak wymyślałem coraz więcej scenariuszy smart domowych. Chciałem jednak przede wszystkim, jako absolutne minimum:

  • mieć kontrolę nad światłami w całym domu, przy czym niekoniecznie chodziło o sterowanie smartfonem (bez sensu), ale grupowanie, automatyczne zapalanie/gaszenie/przyciemnianie, gaszenie wszystkich świateł jednym przyciskiem, etc.
  • kontrolować temperaturę/ogrzewanie w poszczególnych pomieszczeniach/strefach (elektryczne ogrzewanie podłogowe i grzejniki);
  • sterować włączaniem i wyłączaniem prostych sprzętów domowych, takich jak np. oczyszczacz powietrza czy wentylator w łazience;
  • sterować roletami i grupami rolet - przyciskiem, smartfonem, harmonogramem, lokalizacją;
  • sterować (to akurat plan na kolejny rok) nawadnianiem ogrodu - według harmonogramu i warunków pogodowych;
  • monitorować stan drzwi i okien (otwarte/zamknięte);
  • sterować oświetleniem ogrodu
  • sterować stanem furtki i bramki, najlepiej w połączeniu z domofonem/domofonem wideo;
  • zadbać w jakiś sposób o jakość powietrza w domu i ewentualnie jego wentylację;
  • sterować tym wszystkim z jednej aplikacji i konfigurować we względnie prosty sposób.

Jak widać - nie jest to jakaś przesadnie długa lista. Fakt, jeśli rozpisać to na konkretne akcje, które chciałem z wykorzystaniem tego sterowania wykonać - robiło się już ciekawiej.

I to trwało. Aż przyszło mi wybierać... okna dachowe.

Jaki to ma związek ze smart domem? Głównie taki, że przeszukując ofertę producentów, zorientowałem się, że okno też może być przynajmniej trochę smart, a do tego w całości zintegrowane ze smart domem. Że może się otwierać, jeśli zaistnieją wcześniej określone warunki, a także zamykać przy osiągnięciu innych. Że mogę na przykład - o ile poranek będzie ciepły i powietrze będzie czyste - obudzić się, oddychając świeżym powietrzem prosto z dworu.

To było coś naprawdę kuszącego. Nie powiem, że spowodowało to ostateczną decyzję, ale był to jakiś element kierujący w odpowiednią stronę.

Tym bardziej, że w momencie, kiedy musiałem dokonać zakupu, w ofercie było zdalnie sterowane okno współpracujące (zgrabnie współpracujące!) tylko z jednym standardem łączności bezprzewodowej - Z-Wave.

A to prowadziło do jednego wniosku: czas dać szasnę Fibaro.

Dalsze drogi były dwie.

Nie ukrywam, miałem trochę łatwiej niż przeciętny zainteresowany smart home'em, bo mogłem przynajmniej część sprzętu wypożyczyć (ale tylko część - w końcu kto udostępni mi okna do testów?) na czas testów. Przy okazji dostałem też propozycję - mogę sprawdzić, jak wygląda cały proces przygotowania smart domu z pomocą profesjonalnego instalatora albo spróbować wersję lekką na własną rękę.

Wersja lekka obejmowała oczywiście te sprzęty, które mogłem podłączyć sam, czyli np. czujniki ruchu, smart wtyczki i podobne. Niestety nie spełniało to moich początkowych założeń, więc padło na współpracę z ekspertem.

I to było strzałem w dziesiątkę.

Bo już na pierwszym spotkaniu okazało się, że... nie do końca wiedziałem, czego chciałem, a niektóre moje pomysły były nie do końca trafione i warto było podejść do nich inaczej. Było też kilka spraw, o których w ogóle nie pomyślałem, a które były ciekawym usprawnieniem mojego smart domu.

W skrócie - doświadczenie przy projektowaniu smart domu ma wiele wspólnego z doświadczeniem przy budowie albo remoncie zwykłego domu. Na początku wydaje nam się, że doskonale wiemy, czego chcemy i wiemy, jak to zrobić, a potem przychodzi moment, kiedy jednak uświadamiamy sobie, jak wiele wiedzy musimy jeszcze przyswoić. I może się to stać już po fakcie albo przed - w moim przypadku, dzięki temu, że mogłem z instalatorem skonsultować wszystkie moje pomysły, błędów udało się uniknąć.

Udało się też zresztą uniknąć dwóch innych rzeczy. Po pierwsze - zamówienia zbyt dużej liczby produktów albo niewłaściwych produktów. Nie to, żebym był w stanie pomylić Switcha z Roller Shutterem, ale moje wstępne kalkulacje w tej kwestii dość wyraźnie rozjechały się z listą sporządzoną z pomocą profesjonalisty.

Drugą rzeczą, której udało się uniknąć, było... rozczarowanie. Tak, chciałem uzyskać dość określone rezultaty, a przy tym chciałem wykorzystać jak najwięcej ze sprzętu, który już miałem w domu. Czy i jak Fibaro zadziała z Hue? Czy da się ustawić termostat ścienny i te na grzejnikach tak, żeby ze sobą elegancko współpracowały? Czy Fibaro Intercom zmieści się na moich wątłych słupkach bramki? Czy tą pompą ciepła będę mógł sterować z poziomu Fibaro? Czy po instalacji sterowników w puszkach będę mógł normalnie korzystać z przełączników światła? Czy Sonos ładnie zintegruje się z całym systemem? A do czego służy to? A jak działa to? A czy jest coś podobnego do tego produktu firmy B?

I tak dalej, i tak dalej. Morze pytań. Oczywiście mógłbym to zrobić standardowym dziś sposobem, czyli napisać na forum albo poszukać w internecie. Ale znów - po pierwsze nie dostałbym aż tak kompletnych odpowiedzi, po drugie być może nie dostałbym ich odpowiednio szybko, a po trzecie nikt nie dałbym mi gwarancji, że odpowiedzi, które znalazłem w sieci, są aktualne.

Skorzystanie z pomocy instalatora miało też jeden ogromny plus.

Przyznaję się - jeśli chodzi o sprawy techniczno-montażowe, nie jestem przesadnie uzdolniony. Nie jestem też fanem pracy z instalacją elektryczną w sytuacji, kiedy nie mam z tym doświadczenia. Do tego wyznaję zasadę, że każdy zna się na tym... na czym się zna i za co mu płacą. Gdybym miał jednocześnie pracować, zajmować się domem i jeszcze myśleć, gdzie wpiąć który kabel i gdzie zmieścić dodatkową puszkę, pewnie nie miałbym czasu wolnego. A to najgorsze, co może się w życiu stać.

Nie opowiem wam więc o tym, jak dokładnie przebiegał cały proces instalacji, bo obserwowałem go z boku. Czasem. Ok, naprawdę się starałem!

Dobra, nie, nie będę udawał. Tu i ówdzie owszem, obserwowałem, zadawałem pytania, ale z każdą obserwacja coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że doskonale, że ktoś - kto wie, co robi - robi to wszystko za mnie. A ja mogę odebrać po prostu cały system gotowy i z gwarancją, że wszystko zostało wykonane prawidłowo. Może i mam trochę wiary w siebie, ale nie tyle, żebym spał spokojnie w smart domu fizycznie skonstruowanym przez siebie.

Co innego, jeśli chodzi o stronę oprogramowania. Tutaj akurat z radością zabrałem się za samodzielną zabawę, aczkolwiek... nie wszędzie. Niektóre moje pomysły wymagały napisania kodu w języku LUA. Niektóre moje pomysły wcale nie były proste w realizacji. Do innych z kolei podchodziłem tak źle, że ratowało mnie potem tylko udzielenie instalatorowi zdalnego dostępu, dzięki czemu był w stanie posprzątać mój bałagan.

I jaki z tego na razie wniosek?

Pełna recenzja systemu Fibaro - i to mocno rozbudowanego w moim przypadku - jeszcze się pisze, ale jestem pewien, że bardzo niedługo będę mógł się z wami podzielić nie tylko opinią na temat tego, jak ten system działa, ale też moimi pomysłami na jego wykorzystanie. W końcu często opowiadając znajomym o tym, że mój dom jest smart, w odpowiedzi słyszę a po co? Tak, ma to miejsce nawet w obrębie technologicznej części redakcji Grupy Spider's Web.

Jest więc co tłumaczyć i o czym odpowiadać, bo sam przez ostatnie miesiące dowiedziałem się o Fibaro dużo, dużo więcej, niż wiedziałem do tej pory. Ale na to wszystko będzie miejsce w kolejnych tekstach.

Na razie mogę powiedzieć dwie rzeczy: nie żałuję. Zdecydowanie nie żałuję, że zamówiłem wtedy zdalnie sterowane okna dachowe i że doprowadziło to do ukierunkowania poszukiwań i ostatecznie (choć nie był to jedyny czynnik) do tego, że ze wszystkich systemów na rynku padło właśnie na Fibaro.

Nie żałuję też, że nie robiłem tego wszystkiego (tj. montażu) sam i że nie musiałem potem bazować wyłącznie na pomocy internetowej innych użytkowników (choć pewnie tak też by się dało). To zdecydowanie nie jest coś, co sprawiłoby mi przyjemność, natomiast teraz mogę dalszą, prostszą rozbudowę (np. wtyczki, czujniki, przyciski, etc.) realizować już samodzielnie, wiedząc, że to, co wymagało odpowiedniej wiedzy i umiejętności, zostało już zrobione.

I jeszcze jedno mogę zdecydowanie powiedzieć na temat smart domu. Dobrze jest w takim właśnie domu żyć. I trochę potem szokujące jest przejście do zwykłego domu oraz przypominanie sobie, jak wiele czynności może za nas robić maszyna i cyfrowa inteligencja. I jak dobrze potrafi to robić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst