Gry  / Artykuł

Jesteśmy świadkami najczarniejszego dnia w historii e-sportu

E-sport ma swoje ciemne strony. Jak każda profesjonalna rywalizacja z dużymi pieniędzmi w tle. Dziś jednak jesteśmy świadkami tragicznego ciągu zdarzeń, który historii tego środowiska zapisze się najczarniejszym zgłoskami.

Nie milkną echa strzelaniny na turnieju gier wideo w amerykańskim Jacksonville, gdzie napastnik otworzył ogień w kierunku graczy i zgromadzonej publiczności. Zginęły dwie osoby, kilka odniosło poważne obrażenia. Według niepotwierdzonych informacji agresor miał sam uczestniczyć w turnieju, ale został z niego wyeliminowany we wczesnej fazie.

„Tego typu turnieje gier wideo dość często są miejscem strzelanin"

W polskich mediach pojawiły się już próby tłumaczenia przyczyn strzelaniny. Dr Krzysztof Liedel z Collegium Civitas stwierdził na antenie TVN24, że

tego typu turnieje gier video dość często są miejscem strzelanin, ponieważ osoby, które okazują się sprawcami uczestniczą w grach.

Brzmi to bardzo poważnie. Jakby dr Liedel widział w grach przyczynę otwierania ognia przez osoby, które nie mogły poradzić sobie z ciężarem porażki. Jego wypowiedź sugeruje jakoby był to proceder nagminny.

Statystyki prezentowane przez The Washington Post nie popierają tej tezy. Dwie z największych strzelanin w ciągu ostatnich lat zdarzyły się na festiwalu muzyki country w Nevadzie i w klubie nocnym w Orlando. Śmierć poniosło – odpowiednio – 59 i 50 osób. Mniej krwawe strzelaniny miały miejsce w szkołach, kościołach czy biurach gazet. Na liście próżno szukać wydarzeń takich jak E3 czy Penny Arcade Expo.

Łączenie gier z przemocą ma niestety długą tradycję. Już w 1999 r. po strzelaninie w Columbine High School pojawiły się głosy, że agresorzy czerpali inspirację z Dooma i Wolfensteina. Bliscy ofiar oskarżali nawet developerów o zainspirowanie napastników bardzo wymownymi obrazami przemocy. Dzięki swojej interaktywności gry miały w szczególny sposób wpływać na rozwój młodych umysłów, które miały przesiąkać krwawą brutalnością.

Oskarżenia odżyły w ostatnich latach, kiedy Donald Trump stwierdził, że przemoc w grach wideo przyczynia się do kolejnych strzelanin w amerykańskich szkołach. Obecny prezydent Stanów Zjednoczonych ma już długą historię obwiniania gier o wzrost przemocy:

Nauka nie ma wątpliwości – gry nie tłumaczą strzelanin w Stanach Zjednoczonych.

Oto kilka przykładów prac naukowych:

Populiści zwykle nie przejmują się nauką. Ta sprzedaje się o wiele słabiej niż straszenie opinii publicznej.

Niestety, w samym środowisko e-sportowym zdarzają się przykłady zachowań, który nijak nie pomagają w edukacji otoczenia. Poniżej widzicie wiadomość, jaką na Twitterze wysłał profil ESL-a poświęcony Counter-Strike'owi.

Wysyłanie nagrań wystrzałów jest bardzo nie na miejscu.

Zarządzający profilem zdążyli już wytłumaczyć całe zajście zhakowaniem konta, ale - umówmy się - to najbardziej generyczna wymówka, na jaką mogli się zdobyć.

Radzenie sobie z takimi tragediami może być egzaminem dla całego środowiska, które w Polsce nadal traktowane jest z przymrużeniem oka. Polskie mass-media mają bowiem długą tradycję przedstawiania profesjonalnych graczy jako autystycznych dzieciaków, które całymi dniami siedzą w internecie i ślepną od monitora. Krzywdzi to szczególnie osoby, które jednej grze poświęcają długie godziny treningów, starając się podnosić własne umiejętności.

Skala wyzwań, z jakimi w środowisku e-sportowym zmagamy się w Polsce, jest jednak nieporównywalnie mniejsza do problemów, które będą dyskutowane za Oceanem. Oby moment, kiedy kilka czarnych owiec, postanowiło chwycić za broń zamiast za pada nie był w przyszłości traktowany jako punkt zwrotny w historii e-sportu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst