RTV  / Recenzja

Kiedy telewizor jest ciekawy nawet gdy nic na nim nie oglądasz. Samsung QLED Q7FN – recenzja

112 interakcji
dołącz do dyskusji

W tym roku Samsung postawił nie tylko na tak oczywiste rzeczy, jak jakość obrazu i wygoda obsługi. Tegoroczne modele QLED, w tym recenzowany Q7FN, mają tyle unikatowych cech i funkcji, że samo ich wymienienie zajmie sporo czasu. Co więcej, to w większości bardzo dobre pomysły.

Już na samym wstępie to napiszę: Samsung Q7FNA jest absolutnie niepowtarzalnym telewizorem. A właściwie to cała linia tegorocznych QLED-ów taka jest. Producent tego sprzętu wykazał się bowiem w tym roku bezprecedensową pomysłowością, jeśli chodzi o jego projektowanie. Ktoś w Samsungu doszedł do całkiem słusznego wniosku, że jakość obrazu i dźwięku oraz platformy Smart TV to nie jedyne istotne cechy nowoczesnego, stojącego w naszym salonie wyświetlacza.

Co więcej, większość pomysłów Samsunga jest nie tylko unikalnych, ale i bardzo dobrych. Nie po raz pierwszy testuję sprzęt z różnymi bajerami, których większość z nas nigdy nie wykorzysta. Q7FN z pewnością nie jest też najlepszym telewizorem na rynku – nawet w ofercie tego producenta są lepiej wyposażone modele. Należy jednak do grupy najwygodniejszych i najbardziej praktycznych. I choć nie udało mi się jeszcze przetestować tegorocznych sztandarowych modeli telewizorów od wszystkich producentów, tak już teraz zaryzykuję opinię, że pod tym względem jest absolutnie bezkonkurencyjny. No, ale po kolei.

Samsung QLED Q7FN to telewizor, który został wręcz stworzony do powieszenia go na ścianie.

Nie żeby było coś nie tak z jego stojakiem. Ten jest elegancki i estetyczny, stanowiąc ładne uzupełnienie tegoż urządzenia. Co jednak jest największym problemem przy wieszaniu dowolnego telewizora na ścianie? Odpowiedź zna każdy, kto korzystał z wieszaka VESA: są to przewody. Musimy je ukrywać w rynienkach, co jest pracochłonne, kłopotliwe i nie do końca estetyczne (choć i tak przyjemniejsze dla oka od wiszących na ścianie kabli). W tegorocznych telewizorach QLED ten problem znika.

samsung qled q7fn recenzja

Samsung już od długiego czasu stosuje bardzo ciekawy patent, jakim jest skrzyneczka One Connect. To zewnętrzny moduł, który możemy schować gdzieś w szafce RTV, by nie rzucał się w oczy. I to właśnie do niego podłączamy wszystkie przewody, a więc HDMI, optyczny, pamięć USB, czy co tam kto potrzebuje. One Connect połączony jest z samym telewizorem jednym, cieniutkim, przeźroczystym kablem. Tyle że do tej pory nie zastępował jednego przewodu: tego zasilającego. Musieliśmy więc podłączać zasilanie zarówno do One Connect, jak i samego telewizora. W tym roku to się zmienia.

samsung qled q7fn recenzja

Na powyższym zdjęciu widzicie ów przewód na zbliżeniu. W tle widać rynienkę, którą wykorzystuję do własnego telewizora i tych wypożyczanych do testów. Mógłbym schować i wspomniany przewód do niej, ale wolałem pozostawić go na wierzchu i zrobić mu zdjęcie na maksymalnym zbliżeniu. Drogi Samsungu, brawo. A to dopiero pierwszy drobny patencik, który potrafi urzec. Bardzo dobre wrażenie sprawiają również ramki o minimalnej grubości.

samsung qled q7fn recenzja

Sygnał z One Connect trafia do Q7FN – co dalej? Co z jakością obrazu?

Jeśli chodzi o obraz, jest bardzo dobrze, choć też zdecydowanie nie idealnie. Q7FN oferuje doskonały kontrast, wręcz niespotykany w telewizorach LCD i prawdopodobnie najlepszy na rynku w tej kategorii sprzętu. QLED to może nie OLED, jednak zdolność do reprodukcji koloru prawdziwie czarnego stoi tu na imponującym poziomie. Niestety, piętą achillesową tego konkretnego modelu jest mechanizm Local Dimming, a więc strefowe wygaszanie podświetlenia pozwalające na zmniejszenie jasności w ciemnych obszarach obrazu bez osłabienia intensywności tych jasnych. Działa on bardzo agresywnie, przez co w scenach o zróżnicowanej jasności przyciemnianie działa w sposób zauważalny i sztuczny, niwelując nieco zaletę znakomitego kontrastu. Telewizory QLED z wyższej półki oferują bardziej precyzyjny mechanizm, jednak w tym przypadku… niestety, rzuca się to w oczy. Narzekać też można w kwestii kątów patrzenia – w Q7FN zastosowano matrycę VA, a to oznacza, że osoby siedzące na krawędzi szerokiej kanapy odnotują zauważalne pogorszenie postrzeganej jakości obrazu.

samsung qled q7fn recenzja

To jednak jedyne dwa zastrzeżenia, jakie możemy mieć względem Q7FN. Do wspomnianego bardzo wysokiego kontrastu dopiszmy sobie niesamowitą jasność tych telewizorów – co staje się powoli znakiem rozpoznawczym Samsunga. Nawet w jasny dzień obraz wygląda znakomicie, a efekt HDR – telewizor obsługuje standardy HDR10 i HDR10+ - realizowany jest tu w sposób olśniewający.

Dorzućmy do tego doskonałą reprodukcję kolorów, płynne przejścia tonalne, szerokie możliwości konfiguracji i kalibracji. Nie zapominajmy też o smużeniu… a właściwie, to o nim zapomnijmy. Nawet najbardziej dynamiczne sceny nie będą się rozmazywać, co ucieszyć powinno fanów sportu i filmów akcji. No i jest jeszcze mechanizm MotionPlus, o którym aż muszę napisać osobny akapit.

Samsung QLED Q7FN to pierwszy telewizor, w którym nie wyłączyłem upłynniania obrazu.

Każdy nowoczesny telewizor oferuje mechanizm zwiększający płynność obrazu. Wiele osób nie wyobraża już sobie oglądania filmów w inny sposób. Niestety, w każdym przypadku – czy to telewizorów Sony, Samsunga, LG, Panasonica czy innych – byłem zmuszony go szybko wyłączyć. I to nie z uwagi na subiektywne preferencje. Mechanizmy zwiększające płynność obrazu wykorzystują algorytmy predykcyjne, by uzupełniać brakujące klatki obrazu. I nawet te najlepiej zaprojektowane czasem się mylą. U niektórych producentów rzadziej, u innych częściej. Dla mnie nawet rzadkie pomyłki, objawiające się zmienną dynamiką ruchu, rujnują przyjemność z oglądania filmu czy innej treści.

Tym razem, podczas kilkunastu dni testów z telewizją linearną, płytami Blu-ray, usługami VoD czy grami wideo nie miałem powodów, by go wyłączać.

I nie, nie pomyliłem się z tymi grami wideo. Tegoroczna linia QLED-ów to pierwsza linia telewizorów, która oferuje mechanizm MotionPlus (lub jego konkurencyjny odpowiednik) w Trybie Gry. Ten jest zazwyczaj w owym trybie wyłączany, by zredukować opóźnienia w sterowaniu grą (input lag). Q7FN ma tak mocny procesor, że nie musi tego robić. Na dodatek MotionPlus możemy regulować względem naszych preferencji.

Efekt jest wycinający z kapci. Dorzućmy do tego i tak rekordowo niski input lag, a okaże się, że Q7FN, jak i pozostałe QLED-y, to wyjątkowo kusząca propozycja dla graczy. Testowany telewizor nie jest liderem w jakości obrazu, będąc w tym tylko bardzo dobrym. Większość graczy stawia jednak przede wszystkim płynną grafikę i niski czas reakcji. A tu mamy model w zasadzie pod tym względem niezrównany.

Nie tylko One Connect czyni z QLED-a Q7FN telewizor inteligentny.

samsung qled q7fn recenzja

Telewizor ten wykorzystuje platformę Tizen w najnowszej wersji. Jest to jedna z dwóch najwygodniejszych i najprzyjemniejszych w obsłudze platform telewizyjnych (jako drugą wskazałbym webOS-a). Interfejs Tizena jest śliczny, czytelny i logiczny. Nie brakuje też na niego aplikacji – właściwie każda popularna usługa VoD czy muzyczna jest dostępna w sklepie z aplikacjami na platformę Samsunga.

Dodatkowo, tegoroczne QLED-y są zintegrowane z samsungową platformą SmartThings dla Internetu rzeczy. To oznacza, że z poziomu telewizora możemy łączyć się ze zgodnymi z tym standardem sprzętami smart home. Pralka powiadomi nas na ekranie o zakończeniu prania, lodówka pokaże swoje wnętrze, włączymy też zdalnie oświetlenie czy podejrzymy kto dzwoni przez wideodomofon. Niestety, nie dysponuję takim sprzętem – moja pralka Samsunga, choć tegoroczna, nie jest pod żadnym względem inteligentna, więc mogę o tym tylko opowiedzieć teoretycznie. Podobała mi się jednak integracja z moim telefonem Galaxy S7, zamieniając go w funkcjonalnego pilota.

samsung qled q7fn recenzja

A skoro już o pilocie mowa, bardzo mi się podoba ten dołączony do telewizora. Idealnie leży w dłoni, jest świetnie wyważony, a jego minimalistyczna forma zaskakująco dobrze się sprawdza. Niektórym zapewne będzie brakowało przycisków numerycznych, jednak dzięki funkcji wskaźnika świetnie współpracującej z Tizenem nie odczułem z tego tytułu żadnych niedogodności.

samsung qled q7fn recenzja

Tegoroczne QLED-y wyposażone są też w ciekawą funkcję Ambient Mode. Możemy ją wykorzystać, by nieco ozdobić wystrój naszego salonu. W tym trybie telewizor zużywa znacznie mniej energii, wyświetlając animowaną lub statyczną tapetę, wiadomości z kraju i świata, prognozę pogody lub fakturę ściany, którą telewizor zasłania. Funkcja ta jest w pełni konfigurowalna.

samsung qled q7fn recenzja

Za te poniekąd świetne udogodnienia przyjdzie nam słono zapłacić. Co osłodzi nam nieco Samsung Smart Pack.

Jeżeli zdecydujemy się na Q7FN o przekątnej 65 cali lub wyższej, otrzymamy w prezencie wielomiesięczny dostęp do aż 4 aplikacji VoD. Których? Możemy sami sobie wybrać, a do wyboru jest HBO GO, FilmBox Live, Showmax, VoD.pl, player+, IPLA Sport oraz ELEVEN SPORTS. To bardzo zacny prezent. I mile widziany, bowiem 65-calowa wersja Q7FN kosztuje 11 tys. zł. Testowana przeze mnie 55-calowa - 8 tys. zł. Czy warto?

Q7FN oferuje bardzo dobrą jakość obrazu, choć do doskonałej mu jednak brakuje. I nic dziwnego, skoro nawet w linii QLED dostępne są lepsze modele, choć i Q7FN nie ma zbyt wielu powodów do wstydu – no może poza tym Local Dimming. Znakomity kontrast i genialna reprodukcja kolorów oraz niezrównana jasność to bezsprzeczne atuty tego modelu. W tej cenie jednak nie powinienem mieć powodów do marudzenia, a… mam.

Nie zapominajmy jednak, że w tym przypadku dopłacamy do pomysłowego i praktycznego One Connect, bardzo niskiego input laga przy zachowaniu Motion Plus, trybu Ambient Mode i platformy Tizen ze SmartThings. Czy warto ponieść dodatkowe koszty z tym związane? Na to pytanie musicie sami sobie odpowiedzieć, bo każdy ma inne potrzeby. Jedno jednak trzeba przyznać: próżno szukać tych rozwiązań u konkurencji, w dowolnej półce cenowej. Jeżeli potrzebujecie telewizora oferującego tylko bardzo dobrą jakość obrazu, ale za to szczególnie wygodnego i wyjątkowo umiejętnie komponującego się z wystrojem salonu – to właśnie go znaleźliście.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst