Nauka  / Artykuł

Czytamy etykiety: jak kupić jogurt grecki?

Opakowania produktów to nie tylko sposób na udostępnienie informacji oraz zapewnienie opakowania w transporcie i na sklepowych półkach. To również sposób na marketing. Odpowiednie opakowanie może zachęcić do zakupu oraz przekonać niezdecydowanego konsumenta.

Niestety informacje zawarte na opakowaniach obliczone są często na bardzo szybką interakcję - taką, jaką zazwyczaj odbywamy z produktem podczas zakupów. Spoglądamy pobieżnie na opakowanie, widzimy coś, co nas zadowala - najczęściej jest to słowo-klucz, np. sok - i wkładamy do koszyka. Dopiero w domu, po przyniesieniu zakupów, okazuje się, że napój jedynie zawiera sok, a po spojrzeniu na skład, że jest go zaledwie tyle, aby można było go wymienić na etykiecie - np. 5 proc.

Jogurt grecki czy jogurt typu greckiego?

Dziś przyjrzymy się produktom, które w sklepach najczęściej opisywane są jako „jogurt typu greckiego”. Już sama nazwa jest dość dziwna. Producenci próbują ten „typ” przesunąć na drugi plan i bagatelizować go przy pomocy mniejszej lub mniej wyraźnej czcionki, jednak fakt jest faktem. Jogurt z napisem „jogurt grecki” jest ewenementem. Dlaczego?

Początkowo myślałem, że wynika to z ochrony nazewnictwa geograficznego produktów, jaka powszechna jest w Europie. To właśnie dzięki niej nie możemy już nazywać win musujących „szampanami”, jeśli nie są wyprodukowane w Szampanii.

Jogurt grecki nie jest jednak objęty taką ochroną. Grecy starają się o nią na podstawie europejskiej regulacji PDO (protected with destination of origin - ochrona na podstawie miejsca pochodzenia) i prawdopodobnie to jest przyczyną ostrożności producentów, którzy używają określenia „jogurt typu greckiego”. Inną przyczyną może być niezgodność z recepturą jogurtu greckiego - w tym przypadków również sprawa nie jest do końca jasna, ponieważ w polskich normach brak definicji jogurtu greckiego. Nie ulega jednak wątpliwości, że jogurty typu greckiego od dwóch różnych producentów potrafią mieć zaskakująco różne składy.

Jak kupić jogurt?

Wydawałoby się to proste, a jednak nie jest. Producenci przygotowali na nas wiele pułapek. Oto największa, na jaką natrafiłem w trakcie przygotowania się do pisania niniejszego tekstu. Etykieta jest tak kuriozalna, że aż godna osobnego omówienia.

Produkt znajdował się w sklepie przeznaczonym dla restauracji i hurtowników. Wiele produktów oznaczonych jest tam np. jako „jogurt kuchmistrza” dla zaznaczenia docelowego użytkownika. Oto na przykład etykieta produktu od firmy Mlekovita. Zwróćmy uwagę na napis: Jogurt naturalny typ grecki kuchmistrza. Bez ściemniania.

Tuż obok stoi zaś prawdziwe kuriozum. Produkt firmy Jagr robi wszystko, by wyglądem opakowania upodobnić się do produktu firmy Mlekovita. Czerwone logo w tym samym miejscu nad napisem, grecki ornament w formie łuku z lewej strony, napis „smak mistrza” zamiast „kuchmistrza”. Podobnie są również wyróżnione słowa GRECKI oraz zawartość tłuszczu.

Przyjrzyjmy się jednak produktowi Jagra bliżej. Nigdzie nie pada słowo jogurt! „Smak mistrza grecki kremowy” zdaje się być jedynym opisem tego produktu, a słowo jogurt ma zapewne powstać w naszej głowie. Spójrzmy na skład, gdzie powinna być podana właściwa, a nie handlowa nazwa produktu.

Emulsja tłuszczowa typu greckiego. No ładnie, Smak Mistrza Grecki nie próbuje nawet udawać, że jest jogurtem. To znaczy, próbuje udawać na całej reszcie swojej etykiety. W składzie produktu znajdziemy 10 proc. tłuszczu palmowego i odtłuszczone mleko. Czyli te 10 proc. tłuszczu, którymi chwali się producent, nawet nie pochodzi z mleka!

Czytanie etykiet szybko wchodzi w krew i staje się drugą naturą. Zaczynamy odkrywać drugie dno składu produktów: 10 proc. tłuszczu w produkcie niby-mlecznym może jak widać pochodzić z tłuszczu roślinnego. Takich niespodzianek jest więcej. Kolejnym przyjrzymy się w następnym odcinku serii.

Dotychczasowe odcinki serii Czytamy Etykiety:

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst