Sprzęt  / Felieton

Czy bezramkowy smartfon to lepszy smartfon?

Z wielką łatwością przychodzi nam nazywanie jednej cechy smartfonu lepszą od drugiej. W 2017 r. lepszy znaczy tyle, co pokrywający ekranem większą powierzchnię przedniego panelu urządzenia.

Dziś mignęło mi na Facebooku zdjęcie porównujące dwa smartfony. Jednym z nich był iPhone 8 Plus, będący kolejnym wcieleniem modelu, którego formę znamy od 2014 r. Drugim był Huawei Mate 10 Pro.

W pierwszym przypadku ekran stanowi nieco ponad 67 proc. przedniego panelu urządzenia. W drugim jest to prawie 81 proc. Na powyższe liczby rzeczywiście trudno odpowiedzieć inaczej, niż prostym wartościowaniem. Mate wygrywa z iPhone’em 8 Plus, choć przegra zarazem z iPhone’em X (prawie 83 proc.)

Liczby liczbami, ale uczciwie też trzeba przyznać, że iPhone 8 wygląda już dość archaicznie, jeżeli zestawimy go na przykład z Samsungiem Galaxy S8 czy wspomnianym Huaweiem. To nieco podobne uczucie do tego, gdy patrzymy na samochody z lat 80. czy 90. W czasach debiutu nam się podobały. Dziś mamy poczucie nieświeżości (pomijając oczywiście klasyki, które będą podobać się zawsze).

W 2017 r. lepszy w kontekście smartfonów definiowany jest jako bezramkowy, czy raczej prawie bezramkowy. iPhone 8 jest zatem gorszy, bo posiada zbyt wiele niezagospodarowanej powierzchni lub jest ona wykorzystana w niewłaściwy sposób (czytajcie: nie pokrywa jej ekran).

Jeszcze kilka lat temu lepszy oznaczał większy.

Apple zawsze był krytykowany za konsekwencję czy też może upór. Ekrany o przekątnej 3,5-cala zaczynały być passé w okolicach premiery iPhone’a 4, ale firma wydała jeszcze jeden model, iPhone’a 4S, by później - do 2013 r. wypuszczać na rynek urządzenia z ekranem o pół cala większym, a potem dołożyć do tego jeszcze iPhone’a SE. Działo się to wbrew temu, co obserwowaliśmy w smartfonach z systemem Google.

4,3, 4,7, 5 cali - ekrany rosły. Pojawiły się dwa zasadnicze nurty. Różnice w sztandarowych smartfonach przez ładnych kilka lat może nie ograniczały się do zwiększenia wyświetlacza, ale ta zmiana była istotnym elementem marketingowym. Gdzieś równolegle funkcjonowały telefony, które ochrzczono mianem phabletów. Samsung swoim Note’em zapoczątkował w 2012 r. osobną kategorię, którą wielu klientów polubiło i lubi do dziś.

Duży wyświetlacz stał się fetyszem.

Logika była prosta: większy znaczyło tyle co lepszy. Pamiętam to uczucie, gdy włożyłem do kieszeni spodni pierwszego Note’a. Daleki byłem wówczas od zachwytu. Nie zmienia to faktu, że robił na mnie wrażenie ogromny wyświetlacz choć dziś rozdzielczość 800 x 1280 przy 5,3 cala może wywoływać uśmiech. Note prezentował się potężnie w porównaniu z moim malutkim iPhone’em.

Na większym ekranie widać więcej - to banalnie proste. Tyle że posiadanie takiego smartfonu wiąże się z pewnymi niedogodnościami. Wie to każdy, kto próbował obsłużyć takie urządzenie jedną ręką. W czasach, gdy phablety debiutowały wymagało to zmiany nawyków.

Producenci poszli po rozum do głowy, gdy zrozumieli, że smartfon nie może rosnąć w nieskończoność. Niektórzy pamiętają być może tablet Samsung Galaxy Tab, który pełnił też funkcję telefonu. Szybko okazało się, że wyświetlacz można zwiększać, nie powiększając przy tym znacznie bryły smartfonu. Tak dotarliśmy do smartfonów (prawie) bezramkowych.

Czy bezramkowy smartfon to rzeczywiście lepszy smartfon?

Sam używam na co dzień smartofonu stosunkowo niewielkiego. Przez lata jednak nie wyobrażałem sobie posiadania takiego z ekranem o przekątnej poniżej 5,5 cala. Gdy wróciłem do iPhone’a, na nowo odkryłem zalety obsługi jedną ręką. Kieszenie moich spodni przestały się przecierać.

Niedawno testowałem smartfon Sony Xperia XZ1 Compact. To mikrus w porównaniu z tegorocznym Note’em czy sztandarowymi modelami. I - umówmy się - mniejszy ekran jest odczuwalny. Po pierwsze, treści na nim wyświetlane nie prezentują się tak okazale.

Z drugiej strony mamy bardzo dobry przykład Essential Phone’a, ale także tańszych smartfonów (prawie) bezramkowych, które pokazują, że wyprodukowanie takiego urządzenia nie gwarantuje, że treści na nim wyświetlane nie zostaną ograniczone “cyfrowymi” ramkami. Widać to dobrze na recenzjach wideo takich urządzeń.

Nie, nie zamierzam wzorem niektórych naszych komentatorów udowadniać, że nowe jest złe, a tak naprawdę ideałem jest smartfon z ekranem o przekątnej 4,7 cala i z gigantycznymi ramkami. Nie postawię karkołomnej tezy, że lepiej mieć z przodu mniej ekranu niż więcej. Protestuję jedynie przed prostym definiowaniem “lepszości” na podstawie jednego czynnika, jakim jest ekran. W smartfonie to kluczowy czynnik, ale idąc tym tropem lepsze od iPhone’a czy choćby wspomnianej Xperii XZ1 Compact będą wyprodukowane naprędce chińskie urządzenia, które od biedy możemy nazwać bezramkowymi.

Innymi słowy trend, by dać użytkownikowi więcej ekranu jest oczywiście godny pochwały, ale musi iść za tym coś więcej niż ładnie wyglądające procenty w specyfikacji urządzenia.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst