Gry  / Felieton

Pierwszy raz w życiu odpaliłem World of Warcraft. Zagrałem miesiąc, mam 7 zaskakujących wniosków

Całe życie omijałem World of Warcraft. Wiedząc, jak uzależniające są gry Blizzarda, od najpopularniejszego MMORPG na świecie wolałem trzymać się z daleka. To zmieniło się dopiero z okazji premiery dodatku Legion.

Postanowiłem sprawdzić, czy World of Warcraft jest grywalny również dzisiaj, w 12 lat od pierwotnej premiery. Zainstalowałem grę na roboczym MacBooku Pro z 2015 roku, wyposażony w miesiąc abonamentu. Oczywiście nie była to moja pierwsza przygoda z gatunkiem MMO. Na swoim koncie mam The Old Republic, TES Online, Neverwinter Online, TERĘ, LotR Online oraz moją ulubioną serię - Guild Wars. Mimo tego, kontakt z World of Warcraft należał do wyjątkowych. W wielu miejscach zostałem bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczony. Oto 7 wniosków, po miesiącu w Azeroth, z perspektywy totalnego żółtodzioba:

Wniosek numer 1 - ta gra rewelacyjnie działa na Maku!

Posiadam MacBooka Pro z 2015 roku, wyposażonego w 8 GB pamięci RAM oraz kartę Intel Iris 6100. Bez dwóch zdań nie jest to sprzęt do gier wideo. Nie po to zresztą go kupowałem. Mimo tego, World of Warcraft działał na moim Maku aż miło. Z ustawieniami na poziomie „high” i maksymalnym zasięgiem widzenia World of Warcraft nie tylko był grywalny, ale również przyjemny dla oka.

zrzut-ekranu-2016-11-02-o-16-37-11

Jasne, uruchomienie gry wydanej w 2004 roku, na sprzęcie z 2015 roku za kilka tysięcy złotych, nie jest przesadnie wielkim osiągnięciem. Jeżeli jednak zastanawiacie się, czy zabawa z WoW-em jest możliwa na nowych Makach Pro, odpowiadam - jak najbardziej!

Wniosek numer 2 - wcale nie jest tak, że Przymierze jest dobre, a Horda zła.

Chociaż nigdy wcześniej nie grałem w World of Warcraft, o grze słyszałem naprawdę wiele. W tym o kluczowym podziale graczy na dwa obozy. Przymierze to sojusz ludzi, elfów i krasnoludów, z kolei do Hordy należą orkowie, trolle oraz nieumarli. Z takim rozdziałem gatunkowym, nie powinno być trudno zgadnąć, kto jest dobry, a kto zły. A jednak! To wcale nie jest tak, że Przymierze i Horda to dobra oraz zła strona mocy. Podział jest o wiele bardziej skomplikowany. Przykładowo, do Przymierza należą również istoty na podobieństwo wilkołaków, z kolei szeregi Hordy zasilają piękne wysokie elfy.

world-of-warcraft-horda-przymierze

Podział jest typowo polityczny. To jak wschodnia i zachodnia strona naszej planety podczas zimnej wojny. Dwa wielkie, ale różne w środku obozy, które walczą o to, aby jeden nie wszedł na głowę drugiemu. To wcale nie jest tak, że Horda chce zniszczyć świat, a Przymierze ten świat ratuje. Nic z tych rzeczy.

Wniosek numer 3 - prawdziwe zło znajduje się poza „podziałem”.

Jak wspomniałem wyżej, to nie jest tak, że Horda jest zła, a Przymierze dobre. Obie strony mają własne interesy. Rywalizują, walczą o wpływy i dominację. Jednak żadna nie postawiła sobie za cel zniszczenia świata i wyplenienia wszystkiego co żywe. Prawdziwe zło to wcale nie Horda. Wielkie zło pochodzi nie z tego świata. Jest nim Legion.

world-of-warcraft

To nieskończona gromada podbitych ras z innych planet, którą dowodzą demony. Gromada, która chce po sobie zostawiać jedynie spaloną ziemię, śmierć i pożogę, atakując kolejne światy za pomocą międzyplanetarnych portali. Jednym z takich światów jest właśnie Azeroth, na którym rozgrywa się akcja World of Warcraft. Legion jest zbyt silny, aby Przymierze lub Horda zaradzili mu w pojedynkę. Aby powstrzymać zniszczenie planety, obie frakcje muszą połączyć siły. No, a w najgorszym przypadku przynajmniej nie wchodzić sobie w drogę.

To trochę tak, jak gdyby w okresie drugiej wojny światowej nazistowska rzesza i wojska alianckie musiały połączyć siły, ale walczyć z najeźdźcami z kosmosu. Pozaziemskie zagrożenie dla całej planety sprawia, że nawet odwieczni wrogowie i zaciekli rywale potrafią na chwilę zakopać wojenny topór, walcząc ramię w ramię o przetrwanie. Niby banał, ale naprawdę świetnie podany.

Wniosek numer 4 - nieumarli są the best. Uwielbiam ich!

Moją pierwszą postacią w World of Warcraft był łowca nocnych elfów. Po wbiciu pierwszych poziomów doświadczenia postanowiłem spróbować jednak czegoś bardziej nieoczywistego. Oryginalnego. Niebanalnego. Postawiłem na nieumarłego warlocka, wyspecjalizowanego w przyzywaniu demonów. To był strzał w dziesiątkę! Ależ kapitalnie bawi się z perspektywy nacji, którą w każdej innej grze sieczemy, miażdżymy, palimy i rąbiemy. W większości produkcji walczymy przeciwko nieumarłym, a nie zasilamy ich szeregi. Całkowita zmiana perspektywy jest ciekawym doświadczeniem.

world-of-warcraft

To frajda sama w sobie, widzieć świat z perspektywy nieumarłego. Pochylać się nad zupełnie nowymi problemami. Takimi jak na przykład wzrost populacji w przypadku niepłodności. Albo zakaz stosowania środków przyczyniających się do plag, wydany przez samo kierownictwo Hordy. Wnioski o dostęp do ludzkich grobów, kwestia poszerzania granic - wszystko to w kapitalny sposób porusza World of Warcraft.

Wniosek numer 5 - zadania wcale nie są nudne i powtarzalne

Gdy obnosiłem się z zamiarem sprawdzenia World of Warcraft, znajomi próbowali mnie odstraszyć żmudnym wbijaniem poziomu na powtarzalnych zadaniach. Wiecie, takich na zasadzie „przynieś mi 10 skór wilka” albo „nazbieraj dla mnie 40 grzybów”. Jasne, tego typu misje zdarzają się w World of Warcraft, ale nie one zapadną mi w pamięci. Gra posiada rewelacyjne, unikalne zadania, które wspominam z uśmiechem od ucha do ucha. Część z misji to małe dzieła sztuki!

Przykładowo, w jednej z nich gracz zamienia się w postać NPC. Dostaje wielki wykrzyknik nad głową i sam rozdaje misje! Innym razem musiałem wykopywać z ziemi ludzi, których ktoś postanowił zasadzić jak rośliny. Póżniej przebrano mnie za orka, a jeszcze później byłem świadkiem zabawnej opowieści, snutej z trzech różnych perspektyw. Kończyła się obiciem wielkiego smoka gołymi pięściami, należącymi do jednego z bajkopisarzy. World of Warcraft ugina się od dobrze podanego humoru. Gra jest zaskakująco zabawna i lekka w odbiorze. Nawet w czasie zagłady całej planety twórcy znajdą miejsce lub dwa, aby wepchnąć swoje gagi.

Wniosek numer 6 - muzyka nie ma sobie równych.

Muzyka w World of Warcraft zasługuje na osobny akapit. Jak pisałem wyżej, grałem w wiele popularnych MMORPG. Jednak żadna inna gra nie posiadała tak wspaniałej, autorskiej ścieżki dźwiękowej. Nie liczę tutaj The Old Republic, które czerpie z gotowych rozwiązań Johna Williamsa. Kawałki z World of Warcraft są naprawdę niesamowite.

Magiczne motywy w królestwie nocnych elfów budzą ciarki. Klimatyczne, nieco mroczniejsze utwory na terenach wilkołaków tworzą niesamowity klimat. Muzyka jest świetnie dopasowana do regionu, podkreślając wyjątkowość i odrębność rozmaitych krain.

Wniosek numer 7 - społeczność World of Warcraft jest bardzo pomocna

Jako żółtodziób, bardzo często byłem jedynie przeszkodą dla reszty drużyny. Działo się tak zwłaszcza podczas pokonywania dungeonów, to jest zamkniętych lokacji stworzonych typowo pod kilkudziesięciominutową przygodę grupy uzupełniających się graczy. Początkowo gubiłem się w lokacjach. Nie nadążałem za pędzącymi przed siebie weteranami, znającymi na pamięć rozkład korytarzy. Nie znałem skrótów, jakimi posługiwali się na czacie. Nie wiedziałem, jaką mam pełnić rolę w drużynie. Podsumowując - byłem typowym balastem.

Mimo tego ludzie, z którymi połączyła mnie gra, byli bardzo pomocni. Tłumaczyli mi jak dziecku, co muszę robić. Czego unikać. Wracali po mnie, gdy zabłądziłem. Cofali się, aby mnie podnieść. Tłumaczyli różnice między klasami, między rolami, między typami obrażeń. Rozszyfrowywali skróty i dziwaczne nazwy. Prosząc o pomoc na czacie, rzadko kiedy nikt nie reagował. I to jest świetne. Od zawsze twierdziłem, że społeczności w abonamentowych MMO są lepsze. Zdrowsze. Bardziej zżyte i pomocne.

Przykład World of Warcraft tylko potwierdza moje tezy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst