Media  / Felieton

Politycy boją się Internetu. Fałszywe informacje mogą wpłynąć na wynik wyborów?

Angela Merkel obawia się manipulacji w Internecie. Kanclerz Niemiec stwierdziła, że nieprawdziwe informacje mogą wpłynąć na wynik przyszłorocznych wyborów.

Angela Merkel ogłosiła kilka dni temu, że zamierza ubiegać się po raz kolejny o stanowisko kanclerza. W środę Merkel wystąpiła w Bundestagu, gdzie wyraziła swoje obawy dotyczące wpływu Internetu na wynik wyborów. Szefowa niemieckiego rządu mówiła o fałszywych witrynach, trollach i botach, które mogą zmanipulować opinię publiczną.

Zdaniem Merkel w zachodnich demokracjach rośnie populizm i skrajności polityczne. Jakie remedium widzi kanclerz? “Musimy dotrzeć do ludzi i inspirować ich” - twierdzi. Dodaje jednak, że trzeba stawić czoła zjawisku dezinformacji, a jeżeli okaże się to konieczne, wprowadzić odpowiednie regulacje.

Po wyborach w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się kolejna debata o wpływie Internetu na wyborców

Wystąpienie Merkel nie jest przypadkowe. Po zwycięstwie Trumpa ożywiła się debata na temat oddziaływania na obywateli poprzez nieprawdziwe informacje. W tej kwestii dostało się np. Facebookowi. Mark Zuckerberg opowiedział na swoim profilu, jakie kroki podejmie serwis, by walczyć z dezinformacją. Wymienił m.in. konieczność wprowadzenia algorytmu, który byłby w stanie oceniać prawdziwość treści. Co jeszcze? Być może powstanie system, który ostrzegałby użytkowników przed manipulacją.

Jeszcze wcześniej wdrożenie mechanizmu weryfikacji ogłosił Google. Internauci korzystający z amerykańskiej i brytyjskiej odsłony Google News znajdą materiały oznaczone kategorią "Fact check", które pozwolą im poznać kontekst informacji. Tego typu artykuły mają być weryfikowane przez Google, by uniknąć sytuacji, gdy nieprawdziwe informacje oznaczone są tagiem wskazującym na ich zgodność z faktami.

Czego boją się politycy?

Podczas kampanii w Stanach Zjednoczonych w sieciach społecznościowych królowało wiele nieprawdziwych informacji. Użytkownicy sieci społecznościowych mogli się "dowiedzieć" na przykład, że Donalda Trumpa poparł papież Franciszek czy aktor Danzel Washington. W niewyjaśnionych okolicznościach miał też umrzeć lekarz zajmujący się Hillary Clinton czy agent FBI, który odpowiadać miał za wyciek maili. Z kolei w dniu wyborów sieć zalały fałszywe wyniki sondaży exit polls czy zmyślone doniesienia o fałszerstwach wyborczych.

Politycy widzą zjawisko zgoła inaczej niż szef największego serwisu społecznościowego świata. Mark Zuckerberg twierdzi, że 99 proc. treści pojawiających się w aktualnościach użytkowników to informacje prawdziwe. Gdy poczytamy wypowiedzi kanclerz Niemiec, łatwo wychwycimy alarmistyczny ton.

Sieci społecznościowe, jak i sam Internet mogą mieć rzecz jasna wpływ na decyzje wyborców. Są one bowiem dla ludzi źródłem wiedzy o świecie. Trudno oszacować jednak czy nieprawdziwe informacje mogą zmienić wyniki wyborów.

Wszyscy funkcjonujemy w informacyjnych bańkach. Dobór źródeł jest kluczowy dla kształtowania się naszych postaw politycznych. To od niego zależy, jakie informacje będziemy otrzymywać. Na rodzimym gruncie zwolennicy PiS będą karmić się wiadomościami, których ostrze wymierzone jest w opozycję. Przeciwna strona z kolei otrzyma całą litanię grzechów partii rządzącej. Dla własnej wygody psychicznej internauci często nie dywersyfikują źródeł. Informacji przeczytanych na "Niezależnej" nie konfrontują z "Wyborczą", a newsów z "Faktów" w TVN nie porównują z "Wiadomościami" w TVP. Wierzą, że "ich" media są rzetelne lub po prostu wybierają bliższy im przekaz.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst