Tech  / Felieton

Polska B kontra Pokemony

163 interakcji
dołącz do dyskusji

To jest model biznesowy! Na cholerę w Pokemon Go reklamy przyciągające niewielki odsetek ludzi do produktów i miejsc, skoro można ich do nich ściągnąć bezpośrednio? Pokemon Go pojawia się oficjalnie w Japonii, a miejscami do trenowania stworków - gymami - zostaną McDonaldsy. Tymczasem szaleństwo na te mutantki pokazało mi, że świat dzieli się faktycznie na Świat A i Świat B, może i nawet jeszcze Świat C.

W Stanach gymy znajdują się na terenie 462 sklepów GameStopu. Podobno od premiery gry sprzedaż w tych placówkach skoczyła o 100%, wzrosła też cena akcji korporacji. Gracze trenujący swoje stworki przychodzą do sklepów, by pograć i przy okazji coś kupują.

Nic dziwnego, że Niantic postanowił wykorzystać potencjał połączenia świata wirtualnego i realnego, aplikacji i tego co dookoła, do zarabiania. Nie wiadomo jak długo utrzyma się popularność hitowej na razie gry, jednak już widać, że twórcy mają plany wykorzystania jej i obejścia modelu zarabiania na reklamach.

Dzięki Pokemon Go reklamy stają się skuteczne tak, jak tylko mogą - przyciągają ludzi do sklepów czy restauracji. To marzenie każdej firmy z fizycznymi placówkami.

Tymczasem sama próbowałam pograć w Pokemon Go. Okazuje się jednak, że to gra miejska, gra przeznaczona dla tak zwanej Polski - tudzież Świata - A, dla ludzi mieszkających w dużych skupiskach. To tam znajdują się pokestopy i gymy, to tam łapie się Pokemony. Dla mnie, osoby z Polski/Świata B nie została nawet przyjemność łapania pokemonów, bo tych poza skupiskami ludzkimi nie ma. Po prostu nie ma.

Nawet pokestopy i gymy w pobliskich miasteczkach są puste. Błędne koło się zamyka - nie ma graczy którzy chcą grać, więc nie ma wirtualnej infrastruktury, nie ma wystarczającej infrastruktury, więc nie ma graczy a ci, którzy chcieliby grać, i tak nie mają po co i jak.

Ta głupia, niesamowicie, zatrważająco wręcz popularna gra bardzo mocno przypomniała mi o tym, czego doświadczam od dawna - o rozwarstwieniu nie tyle technologicznym per se, co rozwarstwieniu dotyczącym możliwości jakie dają smartfony.

Żyjąc na co dzień w Świecie B nie mam praktycznie żadnej możliwości użycia smartfona do ulepszenia codzienności czy dostania jakiegoś bonusa, oprócz oczywistych map i tak dalej. Dopiero gdy wyjeżdżam do Świata A smartfon ożywa i staje się centrum wszystkiego. Nagle mogę kupić bilety na pociągi - w Świecie B lokalne linie autobusowe nie słyszały nawet o czymś takim jak bilet na smartfonie, komunikację miejską, nagle mogę sprawdzać rozkłady jazdy i trasy, korzystać z przeróżnych okazji i zniżek (czasem nawet przypadkiem) z pomocą telefonu, sprawdzić wydarzenia kulturalne i koncerty czy nawet pograć w te cholerne Pokemony. Nawet karty Google Now ożywają dopiero po przybyciu do Świata A.

Ludzie w Świecie A i w Świecie B mają niemal takie same urządzenia, te same smartfony, zwykle od operatora w tanich ofertach.

Mają w kieszeniach takie same urządzenia z takim samym potencjałem, jednak nikt nie pamięta o Świecie B. Jest bardziej skomplikowany i sfragmentowany, trudno się w niego lokalnie wgryźć, zarobić pewnie też się nie zarobi tak łatwo.

Tymczasem to Świat B, odcięty od Świata A niewidzialnymi barierami geograficznymi czy socjoekonomicznymi, tak naprawdę bardziej potrzebuje innowacji technologicznych. Fajnie, że BlaBlaCar oferuje wspólne przejazdy z miast do miast. Szkoda, że użytkownicy nie korzystają z niego przy lokalnych, krótszych podróżach, szkoda że serwis nie zachęca do dzielenia się przejazdami z małych do trochę większych miasteczek. Szkoda, że Świat B przez lata był tak zapomniany, że nawet jeśli istnieje taka możliwość, to ludzie ze Świata B o niej nie wiedzą, bo nigdy nie widzieli wielkiej reklamy na stacji metra w Warszawie.

Istnieje jeszcze Świat C.

To ten świat, w którym ludzi nie stać na smartfony czy internet, to świat, w którym ludzie z wielu powodów nie mają kompetencji cyfrowych, który ciężko nam sobie wyobrazić. Różnica pomiędzy Światem A i B jest widoczna, różnica pomiędzy światem A i C jest kolosalna i przerażająca. Człowiek ze Świata C w Świecie A czuje się jak w obcym kraju, z obcym alfabetem, którego nie zna.

Czasem śmiejecie się z przedstawicieli Świata B i C - na przykład, gdy widzicie kogoś kto nie potrafi poradzić sobie z automatem biletowym, automatyczną baterią łazienkową czy zalogowaniem do WiFi.

Tymczasem to ludzie ze Świata A jak owieczki pójdą do Maca czy Empiku, żeby potrenować Pokemony na ekranie smartfona.

Wszystko to kwestia perspektywy, prawda?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst