Foto  / Artykuł

Adobe zwariowało. Po pecetach, tabletach i smartfonach Lightroom trafia na... telewizory

O tym, że Adobe mocno inwestuje w rozwój aplikacji mobilnych, nie trzeba nikogo przekonywać. Z Lightrooma skorzystamy na komputerach stacjonarnych, przenośnych, na tabletach i na smartfonach. Od dziś do tej listy można dopisać także… telewizory.

Z zaciekawieniem obserwuję rozwój mobilnych aplikacji od Adobe. Portfolio mobilnych rozwiązań rośnie w naprawdę dużym tempie i obecnie obejmuje aż 25 aplikacji.

Wśród aplikacji Adobe znajdziemy takie, które działają samodzielnie (np. Photoshop Mix czy Premiere Clip), jak i aplikacje wspierające programy desktopowe. Ten drugi typ jest szczególnie ciekawy, bo pozwala wykonywać część pracy poza domem, np. w trasie. W ten sposób możemy np. tworzyć wektory, które wykorzystamy później w „dużym” Illustratorze.

Prawdziwym ewenementem jest Lightroom Mobile, który wyrasta na imponujące narzędzie do edycji zdjęć. Wokół Lightrooma zaczyna się tworzyć cały ekosystem, do którego należy wersja desktopowa, mobilna i webowa. Pomiędzy wszystkimi możemy synchronizowac swoje pliki.

Dziś producent Photoshopa przeszedł samego siebie

Adobe_Lr_Collections_1080x1920-768x432

Do dzisiejszej nowości Adobe podszedłem z dużym zaskoczeniem. Adobe pokazało Lightrooma, który działa… na telewizorze. A konkretnie, jest to aplikacja przeznaczona na Apple TV czwartej generacji.

Nową aplikację można pobrać za darmo, ale jest ona częścią planu Adobe Creative Cloud i do działania wymaga subskrypcji Lightrooma. Wobec tego osoby, które już płacą abonament dostają nową aplikację za darmo. Z kolei jeśli masz nowe Apple TV, nie masz abonamentu Creative Cloud, a z jakichś względów musisz mieć Lightrooma na telewizorze, niestety będziesz musiał wykupić abonament.

Co potrafi Lightroom na telewizorze? Jak można się spodziewać, niewiele.Adobe_Lr_Collections_1080x1920-768x432

Adobe_Lr_Filmstrip_1080x1920-768x432

Lightroom na Apple TV jest tak naprawdę przeglądarką zdjęć. Nie znajdziemy tu żadnych opcji edycji, czy selekcji fotografii. Chodzi wyłącznie o to, by pokazać gotowe zdjęcia na dużym ekranie. Opcja może się przydać w zaciszu domowym, ale i w biurach, gdzie fotografie można zaprezentować np. klientom.

No dobrze, ale dlaczego zwykła przeglądarka zdjęć nosi nazwę „Lightroom”? Chodzi o synchronizację ze wszystkimi dotychczasowymi wersjami Lightrooma, czyli z pecetem, urządzeniem mobilnym i wersją w przeglądarce. Aplikacja na Apple TV ma dostęp do kolekcji zdjęć z Lightrooma i zawsze widzi fotografie po ostatniej wprowadzonej obróbce.

W aplikacji widzimy kolekcje zdjęć, które możemy przeglądać np. jako pokaz slajdów. W każdej chwili możemy go zatrzymać i np. powiększyć wybrane zdjęcie do pełnego rozmiaru, pokazując tym samym konkretny detal.

Proste, wygodne i… niszowe. Kiedy obsługa Chromecasta?

Apple TV czwartej generacji jest produktem dość niszowym. Zwłaszcza w Polsce, gdzie kosztuje 779 zł (lub zawrotne 999 zł za wersję 64 GB), a przy tym nie oferuje wielu funkcji dostępnych na innych rynkach.

Znacznie popularniejszym rozwiązaniem jest chociażby Google Chromecast. Skoro Adobe chce, byśmy pokazywali zdjęcia na telewizorze, dlaczego mielibyśmy nie skorzystać z Chromecasta, który jest jedną z najtańszych i najwygodniejszych metod? Mamy już przecież Lightrooma w przeglądarce, więc od strony zaplecza takie rozwiązanie byłoby możliwe.

Mimo to nie do końca kupuję całą koncepcję przeglądania zdjęć z Lightrooma na telewizorze. Osobiście wolałbym pokazać znajomym gotowe, wyeksportowane zdjęcia, korzystając z dowolnej przeglądarki. Pokazywanie zsynchronizowanych, rozgrzebanych w Lightroomie fotek, nie zawsze jest dobrym pomysłem. W końcu w restauracji też nie próbujemy dania w trakcie gotowania, tylko dostajemy na talerzu gotowy posiłek.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst