Social media  / Felieton

Nie potrafię spokojnie patrzeć, jak nawołuje się do ponownego otwarcia Auschwitz

Trzy francuskie organizacje przeciwdziałające dyskryminacji, rasizmowi i homofobii planują pozwać Facebooka, Twittera i YouTube za nieusuwanie w sensownym czasie zgłoszonych postów i komentarzy, które naruszają francuskie prawo. Nie panikujcie. Wbrew temu, co krzyczą nagłówki, Francja nie pozywa tych serwisów, a całość nie będzie miała żadnych konsekwencji; no, może prócz rozgłosu dla tychże organizacji i zwrócenia odrobiny uwagi na problem nielegalnych treści w mediach społecznościowych.

Wszyscy znamy te komentarze zapraszające do gazu, do wieszania, gwałtów, kamienowania ze względu na pochodzenie, kolor skóry, religię czy orientację seksualną. Chociaż lubimy wmawiać sobie, że ekstremalna nienawiść w sieci to taka polska przypadłość, to faktycznie zdarza się na całym świecie.

Różne kraje mają różne prawa, wolność słowa nie zawsze oznacza tego samego w różnych krajach. W większości Europy ze względu na naszą historię zabronione jest nawoływanie do nienawiści czy przemocy na tle rasowym czy religijnym. W Stanach natomiast wolność słowa jest taką całkowitą wolnością słowa – możesz wyzywać i opluwać niemal jak chcesz każdego, bo nie słowa, a czyny są zabronione.

Serwisy społecznościowe to znowu państwa same w sobie. Mają własne zasady, własne regulaminy, zwykle ostrzejsze w tym, czego zabraniają. Niemal każdy ma zapisy o zakazie używania języka nienawiści i dyskryminacji. Tyle że takie zapisy trudno wyegzekwować.

A w artykule o pozywających Facebooka, Twittera i YouTube’a organizacjach podano informację, że zgłosiły one w miesiąc 586 postów, z czego Twitter usunął z nich tylko 4 proc., YouTube 7 proc., a Facebook 34 proc.

Nie wiem jak traktować te informacje, bo nie mam pojęcia co to były za posty, jakie miały treści i czy faktycznie były nieregulaminowe, lub nawet nielegalne. Według informacji z mediów ma to jednak świadczyć, że serwisy te są winne niereagowaniu na zgłoszenia.

Ustalmy jedno: Facebook, YouTube i Twitter to każde z osobna jedyne w swoim rodzaju piekiełko, z ogromnym wyzwaniem w postaci moderacji postów i komentarzy.

Większość ze zgłaszanych treści albo nie trafia nawet to żywych moderatorów i oceniana jest przez algorytmy, albo jest oceniania przez sekundę, przez zmęczonego pracownika z translatorem. Dlatego często pomijany jest kontekst, dlatego serwisy czasem usuwają niewinne rzeczy, a pozostawiają posty jawnie łamiące prawo.

Dopóki nie ma wielkiego protestu ze strony użytkowników, dopóty serwisy nie przeznaczą większych środków na lepszą moderację treści. W tym kontekście pozew organizacji z Francji może przynieść pozytywny skutek.

Jednak mam dużo wątpliwości względem samego pozwu, bo nie wiem, czy dotyczy on postów pisanych z Francji, po francusku? Czy – tak jak postuluje się w pozwie – Facebook mając obowiązek usuwać posty niezgodne z francuskim prawem musi je usunąć z całego Facebooka, bo Francuzi mogą potencjalnie mieć do nich dostęp?

Czy jeśli polskie organizacje religijne pozwą Facebooka za niekasowanie postów obrażających uczucia religijne (a przecież w naszym prawie istnieje taki denny zapis, o karaniu za obrazę uczuć religijnych) z Facebooka, to na zawołanie polskich, wrażliwych osób wierzących będą musiały zniknąć wszystkie satyryczne strony przedrzeźniające katolicyzm, i to strony z całego świata?
Mam spory dylemat. Jestem tym, co pewnie wielu z was nazywa lewakiem; nie lubię języka rynsztoku używanego w rasistowski, homofobiczny, dyskryminujący sposób, nie potrafię spokojnie patrzeć na nawoływanie do ponownego otwarcia Auschwitz.

Jednak w lakonicznej, przerysowanej informacji z Business Insidera o tym, że “Francja pozywa Facebooka, YouTube’a i Twittera” widzę wiele nieścisłości i problemów. Internetowa globalizacja sprawiła, że międzynarodowi giganci próbują wymykać się prawu poszczególnych krajów, tworzą własne prawo w postaci swoich zasad i wprowadzają własne służby porządkowe, zwykle działające kiepsko.

Nie wiem, czy chcę, by wolność słowa, w którą wierzę – ta wolność kompletna, pozwalająca każdemu pokazać, jakim jest idiotą – była ograniczana w sieci jeszcze bardziej, niż teraz. A wyżej wspomniany pozew mógłby stanowić precedens niosący za sobą potężne konsekwencje.

Nie wiem, co gorsze.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst