RTV  / Artykuł

Bowers & Wilkins przejęte przez anonimowych, lecz bogatych inżynierów z Doliny Krzemowej? Smutne, ale prawdziwe

Jedno z największych zaskoczeń w branży tech w 2016? Zapewne. Ale tylko pozornie, bo branżę sprzętu audio czeka armagedon.

Bowers & Wilkins to nie tylko ot taka sobie marka. To niezwykle ceniona brytyjska marka premium o bardzo wysokim prestiżu w branży. Z półwiecznym dorobkiem, niesamowitymi kontraktami w portfolio (m.in. sprzęt audio dla Volvo XC90 nazywany najlepszym samochodowym audio w historii) oraz armią zakochanych w marce fanów.

02_1_Volvo_XC90

I taki oto podmiot sprzedawany jest anonimowemu startupowi EVA Automation z Doliny Krzemowej, który nie tylko nic jeszcze nie wyprodukował, lecz także nie świadczy przy okazji żadnych usług. Wiemy o nim tylko tyle, że jest tworzony przez byłego finansistę Facebooka i YouTube’a, przy okazji właściciela klubu futbolu amerykańskiego San Francisco 49ers.

Smutne, prawda?

Bowers & Wilkins - wydawałoby się, silna i bogata marka premium - pada łupem bogatych no-name’ów z Ameryki. 150 mln euro - tyle ponoć miało kosztować EVA Automation przejęcie Bowers & Wilkins. Niewiele. Nie wiemy nic o kondycji finansowej brytyjskiego producenta sprzętu audio, ale nawet gdyby była w nich katastrofa, to właściciele z łatwością mogliby dobić targu z innym wiodącym producentem sprzętu audio. Sama marka Bowers & Wilkins warta jest grube miliony, zapewne więcej niż owe 150 baniek.

Niemniej jednak ten deal to świetny prognostyk tego, co czeka branżę producentów audio w najbliższej przyszłości.

A czeka ich prawdziwy armagedon. Do niedawna branża sprzętu audio dzieliła się na trzy naturalne segmenty:

- tani, masowy sprzęt dla niezaawansowanego użytkownika;

- niezły sprzęt od marek horyzontalnych, typu Samsung, LG, Sony, itd.;

- markowy, niszowy sprzęt audio premium oraz dla audiofilów.

Teraz ten podział szybko zanika. O ile pierwsza, najniższa kategoria raczej na rynku pozostanie bez szwanku, tak ta trzecia, premium, coraz częściej pada łupem tej drugiej.

A to wszystko przez chmurę

Niesamowicie szybko zmienia się sposób konsumowania muzyki przez słuchaczy, nawet tych najbardziej zaawansowanych. Najdynamiczniej rozwijającym się dziś formatem i oczywiście tym docelowym na lata, jest streaming.

Z tego, co nieoficjalnie słyszymy w komentarzach przy sprzedaży Bowers & Wilkins - właściciele zdali sobie sprawę, że nie mają żadnych kompetencji w rozwijaniu chmury, czyli obsługi strumieniowanego przesyłu muzyki do głośników.

To symptomatyczne - aby to dobrze robić, należy rozwijać cały ekosystem usług w chmurze, inwestować w quasi-systemy operacyjne, które obsługiwałyby nie tylko głośniki, ale także inne urządzenia sterująco-streamingowe: komputery, smartfony, tablety, by wymienić tylko te pierwsze z brzegu.

W tym oczywiście dobrze sobie radzą marki horyzontalne, które obok coraz lepszego sprzętu audio rozwijają szereg innych urządzeń elektroniki użytkowej. Samsung od kilku lat nie kryje ambicji wejścia na rynek premium sprzętu audio, podobnie jak jego koreański brat LG. Dodajmy do tego z jednej strony Sony, a z drugiej gigantów tech: Google’a, czy Apple’a (via Beats) i mamy obraz postępującej zagłady marek premium.

Niedawno media donosiły o zwolnieniach w Sonosie - pionierze domowego streamingu audio. Od wielu miesięcy mówi się także o tym, że kłopoty mogą mieć Bose, czy Denon.

Wygląda więc na to, że sprzęt audio zostanie wkrótce wchłonięty przez dostawców komputerowych ekosystemów.

I tylko tak jak żal, gdy wielce szanowana gazeta „Washington Post” zostaje kupiona za resztówki przez właściciela Amazonu Jeffa Bezosa, tak żal również, gdy bogaci inżynierowie z Yahoo, czy Facebooka kupują sobie tak mocne marki, jak Bowers & Wilkins.

No, ale cóż - takie widać są koleje biznesowego losu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst