Social media  / Artykuł

YouTube nie ma się czym martwić. Zagrożenie ze strony Facebooka po prostu nie istnieje

Wyniki finansowe Facebooka, o których pisał dziś Przemek Pająk są zdumiewające. Aż trudno uwierzyć, że serwis nadal rośnie. Mnie najbardziej zainteresowały wyniki wideo, bowiem Mark Zuckerberg po raz pierwszy przestał kręcić i wyłożył kawę na ławę. Statystyki są piorunujące, ale prawda jest taka, że wszystkie starania są skazane na porażkę.

Facebook od dłuższego czasu chwali się wynikami oglądalności materiałów wideo umieszczonych bezpośrednio w tym serwisie. Z każdym kolejnym kwartałem liczby rosły, a użytkownicy oglądali coraz więcej filmów. W październiku użytkownicy Facebooka oglądali łącznie 8 miliardów filmów dziennie. Tyle tylko, że dane przedstawione w takiej formie o niczym nie mówią.

Jeszcze w ubiegłym kwartale Facebook podawał liczbę wyświetleń filmów. Takie podejście do sprawy było szeroko krytykowane z uwagi na fakt, że domyślnie filmy są automatycznie odtwarzane i wystarczą tylko 3 sekundy, by film został uznany za obejrzany. Wobec tego przy przewijaniu tablicy w ciągu dnia można było odtworzyć dziesiątki filmów, nie oglądając w praktyce żadnego.

Zuckerberg mówi, jak jest

Facebook rośnie w siłę jeśli chodzi o wideo

Nowa strategia Facebooka jest znacznie bardziej transparentna. Szef Facebooka nareszcie podał liczbę obejrzanych godzin, a nie liczbę „wyświetleń”. Użytkownicy Facebooka oglądają 100 milionów godzin wideo dziennie.

Daje to realny wgląd w kondycję Facebooka, bowiem Google stosuje dokładnie ten sam przelicznik dla swojego YouTube’a. Bezpośrednie porównanie wypada na korzyść tego drugiego. Według Business Insidera, YouTube w lipcu mógł pochwalić się wynikiem przekraczającym 500 milionów godzin wideo obejrzanych dziennie! Według najnowszych szacunków dziś ta liczba wynosi już 650 mln. godzin każdego dnia. To ponad sześciokrotnie więcej, niż w przypadku Facebooka.

Póki co dla twórców treści Facebook nie ma większego znaczenia

W obecnej formie żaden twórca treści nie przesiądzie się z YouTube'a na Facebooka. Abstrahując od rozmiaru widowni, powodem jest archiwum filmów. Kiedy twórca kanału na YouTube wrzuca kolejne filmy, wszystkie poprzednie są łatwo dostępne. Zasada działania YouTube’a jest pod tym względem całkowicie przejrzysta, a więc każdy widz poradzi sobie z odszukaniem materiału umieszczonego trzy miesiące temu. Co więcej, mechanizmy rekomendacji nadal będą podpowiadać archiwalne filmy.

Tymczasem timeline na Facebooku jest jedną wielką zagadką. Archiwalne filmy znikają gdzieś w czeluściach serwisu i naprawdę trudno jest je odkopać. Aby się o tym przekonać, wystarczy przewinąć timeline o kilka miesięcy w dół. Widać wówczas tylko najciekawszą aktywność, a dostanie się do konkretnego, bardziej niszowego filmu jest trudne, zniechęcające, a może nawet niemożliwe.

Gwóźdź do trumny: wyszukiwarka Google

Czytelnicy Spider’s Weba, jako fani technologii dobrze odnajdują się w meandrach serwisów internetowych. Spójrzmy jednak jak wygląda sytuacja z perspektywy osoby mniej obeznanej. Taka osoba wpisuje w wyszukiwarce Google hasło „iPhone 6s recenzja” i pierwsze co widzi w wynikach, to film na YouTube.

Algorytmy Google’a są pod tym względem bezlitosne dla facebookowego wideo i trudno się temu dziwić. Facebook drastycznie tnie zasięgi postów z odnośnikami do YouTube’a, a Google wycina posty z Facebooka ze swojej wyszukiwarki.

Póki co zwycięzcą w tej wojnie jest Google i na razie nie zapowiada się na to, żeby twórcy treści wideo zaczęli przechodzić do Facebooka.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst