Gry  / Felieton

Nie mogę się już doczekać tego, co za chwilę spotka świat gier wideo

Patrzysz w górę. Przed tobą dobre kilkadziesiąt metrów. Nacierasz ręce magnezją, robisz głęboki wdech, następnie wydech i zaczynasz. Przesz do góry metr po metrze, niekiedy nawet centymetr po centymetrze. Nagle pojawia się problem - nie ma się czego chwycić. Rozglądasz się i widzisz oddaloną od siebie skalną półkę. Nie masz szansy jej dosięgnąć, ale mógłbyś do niej doskoczyć. Patrzysz w dół, przełykasz ślinę i po prostu to robisz. Niestety nie dosięgasz jej, lecisz w dół rozpaczliwie machając rękoma, a przed sobą widzisz… olbrzymi napis Game Over.

Już niebawem właśnie w ten sposób będzie wyglądać praktycznie każda gra wideo. Udowadniają to nowe demonstracje nadchodzących gier ujawnianie przez kolejnych deweloperów. Najnowszą z nich jest opowiadający o wspinaczce The Climb tworzony przez Crytek.

Zwiastun tej produkcji może wydawać się zupełnie zwykły, ale dla mnie jest dowodem na to, że wirtualna rzeczywistość zupełnie zmieni dzisiejszy rynek gier. Nie tylko rozwinie obecnie dostępne na rynku niemal wszystkie gatunki gier, ale też wprowadzi nowe rodzaje tytułów. Najważniejszymi z nich będą wszelkiej maści symulacje. Dowodem na to jest między innymi wyżej wymieniony The Climb.

Czy jeszcze kilka lat temu ktoś pomyślałby, żeby zrobić grę o wspinaczce?

Czy kogokolwiek by ta tematyka mogła zainteresować? Szczerze wątpię. A to tylko jeden z pozornie nudnych tematów, za które mogą się wziąć deweloperzy. Równie interesujący może okazać się symulator astronauty zwiedzającego odległe rejony kosmosu, nurka głębinowego lub… kuriera. Nie, nie mówię tu o człowieku w brązowym, UPS-owym uniformie, a raczej o Faith występującej w grze Mirror’s Edge.

Jest to jeden z obecnie istniejących tytułów, który idealnie nadawałby się do przeniesienia w wirtualną rzeczywistość.

Oczywiście gier takich jest więcej. Jako najbardziej banalne przykłady można wymienić serię Tomb Raider, Assassin’s Creed oraz… Black&White. Mimo że RTS-y nie wydają się gatunkiem stworzonym z myślą o wirtualnej rzeczywistości, to już gra z perspektywy Boga do współpracy z takim akcesorium nadaje się idealnie.

Co ważne, dzięki wirtualnej rzeczywistości pierwszy raz od dawna zauważymy postęp na rynku gier. Nie wiem jak na was, ale na mnie gry w rozdzielczości 4K nie robiły wrażenia. Jasne, obraz był bardziej szczegółowy i ostry niż w rozdzielczości FullHD, jednak różnica ta nie była warta czterokrotnego wzrostu mocy obliczeniowej niezbędnej do utrzymania płynności. W przypadku VR zapotrzebowanie na wydajność będzie jeszcze większe. Przykładowo, The Climb wymaga do działania karty graficznej AMD Radeon HD 290 lub GeForce GTX 970.

Nie jest to jednak straszne, bo już pierwszy rzut oka  widać, na co ta ogromna moc została spożytkowana.

Dzięki tym innowacjom producenci sprzętu będą mieć motywację do tworzenia coraz wydajniejszych kart graficznych i konsol do gier, a cała branża gier rozwija się. Jest to bardzo ważne, bo jeszcze jakiś czas temu mogło się wydawać, że pod względem graficznym nowe produkcje mają nam coraz mniej do zaoferowania, a cała branża stanęła w miejscu. Teraz wiemy, że tak nie jest.

Jestem absolutnie pewien, że wprowadzenie do sprzedaży pierwszych hełmów wirtualnej rzeczywistości będzie rewolucją na miarę pojawienia się grafiki trójwymiarowej i pierwszych akceleratorów grafiki. Rozwiązania te nie będą początkowo idealne, nie będą też należeć do najtańszych, ale i tak z miejsca je pokochamy. Zrobimy to, ponieważ gogle wirtualnej rzeczywistości udowodnią nam, jak ograniczona do tej pory była elektroniczna rozrywka i jak bardzo można ją poprawić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst