Oprogramowanie  / Felieton

Windows 10, czyli 14 milionów sukcesów i kłopotów Microsoftu

470 interakcji
dołącz do dyskusji

Aktualizacja do Windows 10, udostępniona przedwczoraj, nie jest jeszcze dostępna dla wszystkich. Nie zmienia to jednak faktu, że Microsoft musiał zarezerwować sobie na ten dzień olbrzymią przepustowość łącz u globalnych dostawców, by Internet dał sobie radę z milionami wysyłanych danych. Nie wszystko jednak poszło jak po maśle.

14 milionów. Tyle osób, według danych Microsoftu, zdecydowało się zaktualizować swoje komputery i tablety do najnowszej wersji systemu Windows w przeciągu pierwszej doby od premiery. To i tak wynik nieco sztucznie zaniżony: usługa Windows Update nie traktuje wszystkich chętnych po równo. Aktualizacja wydawana jest użytkownikom partiami: najpierw była oferowana członkom programu Windows Insider, następne miejsce w kolejce to osoby które „zarezerwowały” swoją kopię, potem użytkownicy, których sprzęt jest stuprocentowo zgodny z systemem (w teorii) i wreszcie „cała reszta”.

To jedna z największych premier związanych z elektroniką użytkową w historii i najprawdopodobniej będzie jeszcze większa od premiery Windows 7. Choć są przesłanki, by wierzyć, że nie wszystko pójdzie wedle myśli Microsoftu. Tak właściwie, to wiemy już na pewno, że pod wieloma względami przedwczorajsza premiera była… klapą.

„Windows to jednak nadal Windows”

System operacyjny Microsoftu zawdzięcza swoja dzisiejszą popularność nie jakości swojego kodu i rozwiązań, choć ostatnim Windows niewiele można zarzucić. Bill Gates zbudował potęgę swojej firmy dzięki prostej strategii: wciskać ten system gdzie tylko się da. Markowy komputer dobrej firmy? Jest! Tania podróbka z Chin? Jest! Składak zbudowany przez entuzjastę? Jest! Zezwolenie na instalację sterownika lub oprogramowania, które w oczywisty sposób są pisane wbrew wytycznym? Oczywiście, bo jeszcze jakiś użytkownik lub klient ucieknie!

To była bardzo skuteczna taktyka. Nawet Apple, ze swoim workiem pieniędzy, mocną marką i olbrzymią sympatią ze strony konsumentów bardzo powoli zdobywa kolejne udziały na rynku PC. Microsoft jednak płaci wysoką cenę za swoją strategię. A wraz z nim jego użytkownicy.

Windows 10 pojawił się jako dostępny dla dziesiątek milionów komputerów i tabletów. Bardzo od siebie odmiennych. Procesory, pamięci, czy układy graficzne, to tylko część tej niesłychanie skomplikowanej układanki. Jeden użytkownik nie aktualizował sterowników, inny owszem. Jeden odpuszczał sobie aktualizacje Windows, inny był zawsze na bieżąco. Tych paru bawiło się ustawieniami w Rejestrze, o czym nawet nie pamięta. Tamci z kolei zainstalowali program „upiększający” Pulpit Windows, który podmienia pliki systemowe na własne. A ci używają antywirusa, który… no, działa jak chce.

Przewidzenie tego wszystkiego nie jest możliwe

Dlatego mimo zakrojonego na szeroką skalę programu testów Windows Insider, premiera Windows 10 i 14 milionów użytkowników to umiarkowany sukces Microsoftu. Wiele rzeczy poszło bardzo nie tak. Znaczna część osób zgłasza problemy z działaniem Sklepu, na co pomagają różne poradniki Microsoftu, „czary mary” i lektura wpisów na blogach, która sugeruje niedoświadczonym użytkownikom komputera zastosowanie skryptów w konsoli PowerShell uruchomionej w trybie administratora (czy tylko ja widzę tu kolejną potencjalną katastrofę?). Inni mają problem z rozmytymi czcionkami na niektórych kartach graficznych. Jeszcze innym system uparcie nie chce się aktywować.

Ktoś mógłby stwierdzić, że przecież sam wytłumaczyłem Microsoft nieco wyżej w tej notce, i że i tak, biorąc pod uwagę realia, Microsoft wykonał wspaniałą robotę. Sęk w tym, że to już nie te czasy i nie ten świat. Tak, to najmniej problemowa aktualizacja w historii Windows poprzedzona największą operacją testów i konsultacji o jakiej słyszałem.

Problem w tym, że Windows 10 to nadal Windows. Jego twórcy bohatersko i zwycięsko pokonują trudności niespotykane na innych platformach operacyjnych.

Zajrzyjmy do drugiej najpopularniejszej platformy PC na rynku, jaką jest Mac. Jak wiele różnorodnych problemów wystąpiło przy ostatniej aktualizacji OS X do Yosemite? Było ich trochę, wystarczy zajrzeć do wyszukiwarki internetowej. Porównując jednak relatywną liczbę „poszkodowanych” przez Yosemite i Windows 10, sytuacja zaczyna być jasna. A że rodzajów Maków i kombinacji oprogramowania jest nieporównywalnie mniej niż w przypadku Windowsu? A co mnie to obchodzi, jako użytkownika? Ma działać. U „nich” działa”. U „was” nie.

To już nie te czasy, kiedy znosiliśmy te trudności, pytaliśmy się na forach o rozwiązania problemu i jakoś sobie radziliśmy. Mamy alternatywę. Z tego pająkowego towarzystwa jestem pierwszym, który wskaże Windows jako najlepszy system na rynku. Ale jak ktoś mi mówi „no dobra, a u mnie sklep nie działa i wszystkie czcionki są rozmyte, to co mam zrobić?”, to nie wiem co mam tej osobie powiedzieć.

Lepsze dopiero nadejdzie. Być może.

Już w przyszłym tygodniu ma się pojawić pierwsza duża aktualizacja serwisowa. Tak jak pisałem już wczoraj, zespół pracujący nad Windowsem będzie ten system dożywotnio łatał, usprawniał i dodawał nowe funkcje. Co więcej, będzie to wręcz na nas wymuszał, by światowa aktualizacja Windows do nowej wersji nie kojarzyła się już z Globalnym Problemem. Wszystko u wszystkich ma być równe, stabilne i takie samo. I ta taktyka, w końcu, może ten problem ostatecznie rozwiązać.

Szkoda mi tylko jednego. Windows 10 to naprawdę świetny, rewolucyjny wręcz system. Zasługuje na uznanie i wysokie noty. Jest na tyle interesujący, że słyszałem już kilka głosów od znajomych o treści mniej więcej następującej: „kurczę, miałem kupić nowego MacBooka, ale ten nowy Windows namieszał mi w głowie i nie wiem co robić”. Powiedzmy, że ta osoba da Microsoftowi tę ostatnią szansę i akurat trafi do grona osób z problemami. To ją tylko utwierdzi w przekonaniu, że wybór Maka był jedyną słuszną opcją i by więcej w stronę Microsoftu nie spoglądać.

I choć w mojej ocenie Windows 10 to majstersztyk, który wywołuje u mnie totalny brak zainteresowania MacBookiem czy jakąkolwiek inną alternatywą, choć rozumiem skalę problemu z jaką musiał zmierzyć się Microsoft, to doskonale też rozumiem takową, straconą praktycznie na zawsze dla Microsoftu osobę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst