Sprzęt  / Felieton

Ogrodnik January: Apple Watch - coraz bardziej bez sensu

340 interakcji
dołącz do dyskusji

W oczekiwaniu na premierę przełomowego zegarka Apple wszyscy z wypiekami na twarzy powtarzają sobie kolejne plotki na jego temat. Ja również obserwuję go z uwagą, odkrywając u siebie narastający syndrom Kubusia Puchatka - im dłużej mu się przyglądam, tym bardziej Apple Watch jest bez sensu. I to pod wieloma względami...

Mimo, iż od prezentacji Apple Watcha minęło już trochę czasu, wciąż nie potrafię przyzwyczaić się do jego brzydoty. Jeśli ten zegarek ma być ozdobą męskiego nadgarstka, to sorry, ale najwyraźniej pod względem poczucia estetyki jesteśmy z sir Jonathanem Ive w totalnej separacji umysłowej. Poza rzadko używanym zegarkiem nie noszę innej biżuterii, więc jeśli już mam coś założyć na rękę, to musi mieć choć odrobinę klasy, stylu i technicznego sexapilu. No i powinno z grubsza kojarzyć się z zegarkiem dla faceta. Pod tym względem Apple Watch jest równie wyrazisty, co pasztetówka wątrobiana w cielęcej kiszce. O sexapilu i technologii nawet nie wspomnę...

Wydaje się, że również w Cupertino mieli obawy się o pozytywne przyjęcie Apple Watcha przez posiadaczy śladowych ilości testosteronu, bowiem już na starcie zaproponowali damski rozmiar, który spodoba się maturzystkom, bikejkom i solarkom, a zapewne również przypadnie do gustu co bardziej cherlawym hipsterom. Coś w tym jest.

Mniejszy Apple Watch może uratować statystyki sprzedaży jako produkt modowy, obliczony na dotarcie do antytechnicznych szafiarek, które będą go używały wyłącznie jako biżuterii, lansując się z defaultową tarczą zegarka i wymieniając gumowy pasek na wieczorową bransoletkę. Potwierdzeniem tej tezy jest przebogaty system personalizacji Apple Watcha za pomocą przeróżnych dodatków. Tyle tylko, że ten optyczny tuning nic nie zmienia - można w aucie w nieskończoność montować coraz to inne spojlery, kołpaki, zapachy i końcówki wydechu - ale w środku jest wciąż ten sam paskudny Lanos na gaz.

Dużo by można jeszcze mówić o wątpliwej estetyce Apple Watcha, ale kompletną katastrofą dizajnerską jest asymetryczne umieszczenie pokrętła.

Apple-Watch-Edition-gold

Taki guru wzornictwa przemysłowego jak Ive nie zorientował się, że w klasycznym, ponadczasowym zegarku miejsce koronki jest na środku? A, zapomniałem - Apple Watch to przecież gadżet na rok, dwa. Tak czy siak, żaden inny smartwatch - czy to okrągły czy kwadratowy - nie otarł się nawet o taką patologię. Można zrozumieć coś takiego przy mikrofalówce czy wzmacniaczu, ale w zegarku?

Bez sensu jest również interfejs użytkownika. Mam na myśli najbardziej rozpasany, hybrydowy i eklektyczny sposób obsługi na świecie, na jaki inżynierowie konkurencji nie wpadliby nawet w najkoszmarniejszych snach. Jest to o tyle zagadkowe, że przez całe lata Apple nie mogło się zdobyć na zrobienie myszy z dwoma(!) przyciskami (o takiej ekstrawagancji jak kółko przewijania nawet nie wspominając), a tu nagle taki organoleptyczny przepych - dotyk, nacisk, podłużny przycisk, okrągłe pokrętło... W porównaniu z Apple Watchem zegarki konkurencji wyglądają klasycznie i elegancko jak facet w marynarce od Hugo Bossa na paradzie transwestytów.

Nie trzeba nawet mówić, jak zapowiada się nawigacja przy pomocy wszystkich tych ustrojstw.

Tu dotknąć, tu przytrzymać, tu miźnąć paluchem, tu wcisnąć guzik, a żeby coś powiększyć, trzeba oderwać palce od ekranu i brać się do kręcenia koronką z boku. Jednym słowem, kociokwik. Wynalazcy dotyku, geniusze ergonomii, piewcy minimalizmu i heroldowie ery Post-PC usiłują w biały dzień wylansować najbardziej bizantyński interfejs w branży...

Apple_-_Apple_Watch_-_Overview

I jeszcze są z tego dumni! Jonathan Ive może sobie ogłaszać wynalezienie "całkiem nowego interfejsu", ale prawda jest taka, że smartwatche konkurencji, którym wystarcza zaledwie jeden fizyczny przycisk, to przy Apple Watchu prawdziwi mistrzowie minimalizmu. Pod tym względem Apple dało ciała jak świnia w masarni.

Sam fakt istnienia pokrętła przy cyfrowym zegarku z dotykowym ekranem może mieć zgoła inne przyczyny niż myślicie. A może to wcale nie nowa, innowacyjna metoda manipulacji obrazem, lecz technologiczna wpadka, bo Apple najzwyczajniej w świecie nie poradziło sobie z implementacją multidotyku na szafirowym szkiełku? Wszak o wiele bardziej naturalne i odruchowe wydaje się "szczypanie" palcami po ekranie.

Tak banalna czynność jak przesuwanie i powiększenie zdjęcia lub miejsca na mapie, wykonywana zazwyczaj jednym płynnym ruchem, w przypadku Apple Watch wymaga najpierw precyzyjnego wycelowania miniaturką w samo centrum wyświetlacza, a potem oderwania palca od ekranu, aby kręcąc koronką powiększyć obraz. I tak do us... skutku, jeśli nie trafi się za pierwszym razem. Gdzie tu ergonomia?

Zagadką jest dodatkowy przycisk na kopercie.

Skoro koronka pełni już rolę guzika Home, ten przycisk jest potrzebny jak trzecia noga strachowi na wróble. No, chyba że jest niezbędny do tego, aby dumny posiadacz Apple Watcha mógł bawić się w wysyłanie emotikonek i rysuneczków swoim zdziecinniałym znajomym.

starbucks-applewatch

Wszystko to sprawia, że Apple Watch ma wszelkie zadatki na zaszczytny tytuł najbardziej nonsensownego smartzegarka w tym sezonie. Jest pełen absurdów i sprzeczności. Jest paskudny i niefunkcjonalny. Nie dość, że zadebiutował jako ostatni na rynku, to jeszcze nie wyciągnął żadnych wniosków z mniej lub bardziej udanych eksperymentów konkurencji. A może właśnie o to chodzi - aby być oryginalnym za wszelką cenę, nawet kosztem wygody użytkowników?

Apple może sobie pozwolić na wiele, ale tym razem zamiast wyczekiwanego produktu "apparel", powstał koszmarek wywołujący raczej potrzebę "disappear". I jak tu się teraz przyznać, że miały być ostrygi, a wyszła żaba? Nawet najzagorzalszym fanbojom trudno będzie to przełknąć - zwłaszcza, gdy będą musieli stanąć w rozkroku pomiędzy lojalnością wobec firmy a zdrowym rozsądkiem.

PS. Purystów językowych, zaniepokojonych odmienianiem nazwy Apple Watch przez przypadki, uprzejmie informuję, iż przyjąłem regułę pokrewieństwa wymowy - "watch" brzmi podobnie jak "mocz", a więc daje się odmieniać :)

Ogrodnik January – Z zawodu grafik, projektant i ogólnie tzw. artysta – absolwent krakowskiej ASP. Dyrektor kreatywny własnej pracowni graficznej Młyn Artystyczny. Z zamiłowania gadżeciarz, z powołania bloger. W sieci obecny od zeszłego wieku. Prześmiewca, samozwańczy tester technologii, poszukiwacz dziury w całym. Od 2010 roku autor bloga Applefobia, gdzie ośmiesza absurdy, demaskuje mitologię, kpi z fanbojstwa i zdrapuje pozłotkę z aluminium. W wolnym czasie czyta książki, gra na gitarze, jeździ na rolkach i fotografuje. Oczywiście nie wszystko na raz…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst