Gry  / Artykuł

Kim są Jaszczury, co popsuły nam Święta?

Dostałeś konsolę Xbox One albo PlayStation 4 na Święta? To czytałeś już nasze poradniki zakupowe i kląłeś pod nosem, bo oba urządzenia uparcie odmawiały posłuszeństwa. To rzekomo wina drużyny Lizard Squad, którzy postanowili wykręcić brzydki numer korporacjom i graczom.

Konsola nie chce się aktywować czy pozwolić założyć konto użytkownika? Gry działają niestabilnie, a o trybie multiplayer można zapomnieć? Tak Święta wyglądały dla wielu z nas, ale zanim zaczniecie rzucać swoimi nowiutkimi konsolami za okno weźcie pod uwagę, że to niezupełnie ich wina. To nie z samymi urządzeniami jest problem, a z sieciami je obsługującymi, które padły ofiarą ataku hakerskiego, do którego przyznaje się grupa Lizard Squad.

Kim oni są i co o nich wiemy? Czy to kolejna legendarna grupa „haktywistyczna”, taka jak LulzSec czy jeszcze bardziej tajemniczy „Anoni”? O „Drużynie Jaszczurów” wiemy nadal bardzo niewiele. Dużo jednak wskazuje na to, że to zwykli dowcipnisie, którzy nie mają wielkich planów na cyberterroryzm.

Interesują ich głównie gry

Drużyny hakerskie możemy podzielić na trzy grupy. Do pierwszej należą zwykli bandyci, którzy włamują się do systemów cyfrowych by odnieść korzyść materialną lub polityczną. Druga to tak zwani „haktywiści”, którzy do swoich destrukcyjnych działań przypisują przeróżne ideologie. Trzecia to zwykli wandale, którzy mają wielką radochę z zagrania na nosie właścicielom potężnych systemów informatycznych. Lizard Squad możemy zaliczyć do ostatniej grupy.

hacker hacking

Aktywność drużyny zaczęła być dostrzegana dopiero w tym roku, za każdym razem była ona związana z sieciami przeznaczonymi da graczy. The Lizard Squad twierdzi, że to oni byli odpowiedzialni za awarię PlayStation Network w sierpniu, Xbox Live na początku grudnia. Przyznają się też do ataków na serwery gry League of Legends a także do sparaliżowania Batlle.net stworzonej do obsługi gier studia Blizzard.

Inne działania? Owszem, były. Ale nie miały nic wspólnego z łamaniem cyberzabezpieczeń. Chyba że nastraszenie za pomocą Twittera linii lotniczych American Airlines fałszywym donosem o bombie na pokładzie samolotu którym leciał szef działu Sony Online Entertainment. Lizard Squad twierdzi też, że przekazał informacje o lukach w zabezpieczeniach serwerów Sony grupom terrorystycznym powiązanym z Kalifatem, ale nawet FBI nie bierze tych pogróżek poważnie.

„For the lulz!”

Hakerzy terroryzujący wytwórnię Sony Pictures próbowali przez swoje przestępstwa coś osiągnąć. Demolowanie sieci i paralizowanie jej działania, a także inne powiązane aktywności, miały na celu wstrzymać premierę filmu „Wywiad ze Słońcem Narodu”. Czego domagają się Jaszczury? Absolutnie niczego. Możemy też z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że nie zostali wynajęci przez Nintendo czy inną konkurującą firmę, więc ze swoich ataków nie czerpią żadnych materialnych korzyści. O co im chodzi? Pisząc kolokwialnie: „o bekę”. O lulz. Czyli o upokorzenie Sony i Microsoftu tylko po to, by się z nich pośmiać.

O tym jak bardzo „poważne” są ich motywy niech świadczy ich odpowiedź na ofertę Kima Dotcoma. Właściciel serwisu Mega zirytował się brakiem możliwości pogrania na jego Xboksie, więc złożył im propozycję: każdy członek Lizard Squad otrzyma dożywotnie, 0,5-terabajtowe konto na Mega, jeżeli grupa zgodzi się zaprzestania dalszych agresywnych działań. Jaszczury… zgodziły się, a z rozmowy, jaką Dotcom opublikował, można wywnioskować, że była to dla nich nie lada gratka. To kolejne świadectwo „zaangażowania” i „profesjonalizmu” Jaszczurów.

Swój główny cel jednak osiągnęli: jeżeli to faktycznie posiadający dużą wiedzę o sieciach komputerowych nastolatkowie (domniemanie własne – przyp. autora) i faktycznie to wystarczy, by sparaliżować dwie największe sieci dla graczy w biznesie wartym miliardy dolarów, to co się stanie, gdy zamiast takich dzieciaków do akcji wkroczą prawdziwi terroryści? Miejmy nadzieję, że usługi Sony i Microsoftu dla korporacji są dużo lepiej zabezpieczone niż te dla graczy…

* Ilustracja tytułowa pochodzi z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst