Oprogramowanie  / Felieton

Zdaniem Microsoftu, jestem idiotą. Nowa kompilacja Windows 10 to spory krok wstecz

163 interakcji
dołącz do dyskusji

Windows 8.1 wprowadził unikalną formę integracji z chmurą, dzięki której zacząłem na poważnie z niej korzystać. Teraz te udogodnienia, za które tak polubiłem OneDrive’a, znikają. Powód? Bo, zdaniem Microsoftu, jestem idiotą.

OneDrive to zaskakująco udany produkt Microsoftu. To chmura, która nie ma się czego wstydzić stając w szranki z Dropboxem, Dyskiem Google czy iCloudem. Powiem więcej: wiele z jej funkcji jest na tyle przydatnych, że na dzień dzisiejszy przeprowadzka na inny e-dysk byłaby dla mnie nieznośna. Dodatkowo, jeżeli korzystasz z Windows 8.1, to OneDrive oferuje coś „ekstra”.

To coś to migawki plików (snapshots), dzięki którym OneDrive wspaniale integruje się z pamięcią lokalną komputera i / lub tabletu, a zarazem nie likwiduje dużej zalety chmury, jaką jest możliwość pozbycia się z pamięci lokalnej danych, które chcemy mieć pod ręką, ale na co dzień nie są nam szczególnie potrzebne. To szczególnie użyteczny mechanizm dla tabletów i urządzeń hybrydowych, które zazwyczaj mają względnie niewiele pamięci masowej.

Migawki, jak sama nazwa wskazuje, to coś w rodzaju atrap właściwych plików. Z punktu widzenia użytkownika, zachowują się one dokładnie tak samo, jak dane przechowywane lokalnie. Są widoczne w eksploratorze plików, są indeksowane przez wyszukiwarki wraz ze wszystkimi możliwymi metadanymi, pliki multimedialne mają swoje miniaturki, i tak dalej. Jednak same dane są przechowywane w chmurze i pobierane tylko w razie potrzeby. System przy tym dba o to, by często otwierane pliki były zawsze dostępne w trybie offline, a te rzadko pozostawały w formie migawek. Możemy też decydować, że dane zasoby (na przykład folder) mają być zawsze dostępne offline, jeżeli nie ufamy rozwiązaniu Microsoftu.

Moja czterogigabajtowa kolekcja muzyczna dzięki migawkom zajmuje na dysku raptem kilkanaście megabajtów, a "zachowuje się" tak, jakby była przechowywana lokalnie
Moja 3,5-gigabajtowa kolekcja muzyczna dzięki migawkom zajmuje na dysku raptem kilkanaście megabajtów, a "zachowuje się" tak, jakby była przechowywana lokalnie

Wygoda takiego automatycznego rozwiązania jest oczywista: na tablecie z 16 GB pamięci mam widoczne w eksploratorze plików wszystkie dane tak, jakbym je miał lokalnie, a zarazem nie mam zapchanej pamięci rzeczami, których nie potrzebuję. Niestety, Microsoft się częściowo, jeżeli nie całkowicie, wycofuje z tego pomysłu. Uzasadnienie?

Bo użytkownicy to idioci

Nie, nie żartuję. Dokładnie takie jest uzasadnienie Microsoftu. Oczywiście zostało ubrane w piękne słowa. Takie jak „mylące dla użytkownika” czy „niezbyt intuicyjne”. Sens jednak pozostaje ten sam: nasi użytkownicy to debile, więc wywalamy coś, co było dla wielu użytkowników OneDrive’a kluczową funkcją.

Microsoft tłumaczy, że użytkownicy nie byli w stanie rozpoznawać które dane są aktualnie dostępne w trybie offline, a które OneDrive w razie potrzeby będzie musiał sobie „dociągnąć”. Innymi słowy, użytkownicy nie byli w stanie zauważyć tego oznaczenia:

onedrive

No dobrze, jestem w stanie to zrozumieć. Ale zamiast w takim razie wywalać cały mechanizm można by… wprowadzić inny kolor ikon tych danych? Albo na przykład zrobić je przezroczyste? Lub może zastosować jeszcze inną formę komunikacji z użytkownikiem sugerującą, że pliki te wymagają połączenia z Internetem do ich otworzenia? A gdzieżby, po co. Na dodatek aplikacja OneDrive w wersji kafelkowej również znika – zapomnijcie o wygodnym zarządzaniu danymi z poziomu waszych tabletów. Microsoft tłumaczy to również tym, że wprowadza „nowy, stabilniejszy mechanizm synchronizacji, niezgodny z mechanizmem migawek plików”. Przepraszam, ale nie chcę nowego. Jest już gorszy od samego początku.

OneDrive jak reszta

To oznacza, że w Windows 10 e-dysk Microsoftu będzie bardzo przypominał rozwiązania proponowane przez Dropboxa czy Dysk Google. Użytkownik będzie musiał ręcznie decydować na temat tego, które foldery są synchronizowane z pamięcią urządzenia, a które mają pozostać wyłącznie w chmurze. Te drugie nie będą widoczne w eksploratorze plików.

"Dotykowy" OneDrive idzie pod nóż
"Dotykowy" OneDrive idzie pod nóż

Jedyna, dość marna pociecha, to fakt, że pliki na OneDrive dalej będą indeksowane przez systemową wyszukiwarkę Windows 10. Nie będzie więc można wygodnie przeglądać swoich danych w chmurze, ale przynajmniej w razie potrzeby w sposób szybki i wygodny odnajdziemy to, czego nam trzeba.

Szykowane są też „inne usprawnienia”, o których Microsoft nie chce na razie mówić. Część z nich wprowadzona zostanie jeszcze przed premierą końcowej wersji Windows 10, część zaś już po premierze. Lepiej, by to było coś dobrego…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst