Gry  / News

Zabraniasz dziecku grać w gry? Możesz je w ten sposób krzywdzić

Temat wpływu gier wideo na młodocianych był już wałkowany milion razy. Psychologowie sprzeczają się, czy brutalne obrazy w wybranych grach szkodzą dzieciom bardzo mocno, tylko trochę czy wcale. Tymczasem inna grupa naukowców postanowiła zmierzyć wpływ gier na młodocianych, analizując nieco inne czynniki.

Czasy, kiedy premiery gier Doom i Mortal Kombat wywoływały masowe protesty są już za nami. Tak samo jak obarczanie Slayera czy Marylina Mansona za każdy akt przemocy wśród młodzieży. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że pewne treści są przeznaczone wyłącznie dla dorosłych, a przeróżne formy przekazu, w tym zawierające groteskową wręcz przemoc, nie są dla nas zagrożeniem.

To jednak nie powstrzymało przeciwników gier wideo, zwłaszcza jeżeli chodzi o ich wpływ na młodocianych. Przeprowadzono już wiele badań na ten temat, a ich wyniki sugerowały… przeróżne wnioski. Panuje zgoda, że gry wideo pomagają młodym w wykształceniu refleksu i orientacji w przestrzeni. Raczej też nie zmieniają ich w mordujących wszystko co się rusza psychopatów (przede wszystkim dzięki systemowi PEGI, który chroni dzieci przed nieodpowiednimi treściami, ale nie tylko). Ale czy gry tak serio serio są niebezpieczną używką?

To jak z każdą używką: jest niebezpieczna tylko w nadmiarze

Jeżeli nałogowo obalasz ćwiartkę wódki dziennie, to można stwierdzić, że masz problem. Natomiast jeżeli od czasu do czasu napijesz się drinka, może wpłynąć to na ciebie wręcz pozytywnie. Nie inaczej jest z grami wideo wśród młodych. Naukowcy z uniwersytetu w Oxfordzie podeszli do swojego badania na ten temat nieco inaczej. Wzięli pod uwagę realia i „zawsze połączony” świat w którym żyjemy i sprawdzili, czy jaki wpływ mają na nasze dzieci w tym świecie gry.

Pierwszy wniosek z badania jest oczywisty bez czytania jego opracowania. Gry wideo w nadmiarze, tak jak każda inna forma rozrywki, mają destrukcyjny wpływ na młodego człowieka. Jeżeli młody człowiek spędza z grami więcej, niż trzy godziny dziennie, miewa problemy z nawiązywaniem wspólnego języka ze swoimi rówieśnikami i jest „społecznie wycofany”. Głównie dlatego, że gry w jego umyśle zapewniają mu wszystko to, co uważa, że potrzebuje. Nie ma więc motywacji do uczestnictwa w „realnej” społeczności.

granie-gry-gra-dzieci-playstation

A co z dzieciakami, które grają codziennie, ale średnio nie dłużej, niż godzinę dziennie? Tu sytuacja wygląda zupełnie inaczej. I nie chodzi tu już tylko o refleks, orientację w przestrzeni i tym podobne. Jak się okazuje, gry mają również pozytywny wpływ na „zdrowie psychiczne dziecka”. Te dzieci dużo chętniej nawiązują kontakty z innymi, mają wysokie zdolności społeczne i są najbardziej zadowolone ze swojego życia. Mają też mniej problemów związanych z przyjaciółmi, emocjami i nie mają problemów z hiperaktywnością.

Gry to terapia, ale nie zastąpią niańki

Nie zapominajmy jednak o pierwotnym wniosku z badania. Osobiście, w szkole podstawowej, grałem nałogowo, wyrywając kręgosłupy w Mortal Kombat i tnąc demony piłą mechaniczną w Doomie i wyszedłem na ludzi. Obawiam się jednak, że mogłem mieć fart. Na wszelki wypadek, nie zastępujmy niańki tabletem czy konsolą do gier i nadzorujmy to, co robi nasze dziecko. Mechanizmy kontroli rodzicielskiej są wbudowane we właściwie każdy nowoczesny system operacyjny, warto z nich korzystać.

Nie zabraniajmy więc młodocianym takich rozrywek, jak chociażby ta wskazana przez Szymona. Ale też zamiast zapłacić za kolejną nową grę wideo, by młody / młoda miała co robić, jak my musimy zająć się czymś innym, może jednak warto opłacić niańkę, która pójdzie z pociechą na dwór tudzież poczyta jej jakieś bajki? W różnorodności nowych wrażeń siła, a wszak nasze dzieci to najważniejsze osoby w całym naszym życiu.

---

Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst