Tech

Irlandzkie pisma chciały pieniędzy za linkowanie do ich stron. Brzmi jak żart, ale to prawda

Czy linkowanie do czyjegoś serwisu może być płatne? Okazuje się, że tak twierdzą irlandzkie media papierowe, które wytoczyły wojnę przeciwko swojej cyfrowej konkurencji. Otóż zażądały one od serwisów i internetowych pieniędzy za każdy link prowadzący do ich stron.

Do porozumienia popierającego tę inicjatywę dołączyło kilkadziesiąt dzienników regionalnych oraz aż 15 ogólnokrajowych zrzeszonych w organizacji Newspaper Licensing Ireland. Według niej media dysponują wyłącznym prawem do stanowienia o przekierowań o swoich stron i mogą same wybierać, gdzie będą linkowane. A wybierać będą te miejsca, które im za to zapłacą wykupując korzystny abonament. Przykładowo, linkując jeden do pięciu razy, zapłacimy 300 euro, a 26 do 50 linków to 1350 euro. Powyżej tych kwot można negocjować. Pierwszą ofiarą tej hucpy jest organizacja charytatywna Women’s Aid, która zalinkowała do artykułu na jednym z serwisów. Co jak co, ale kazać płacić za linkowanie fundacji charytatywnej to gruba przesada.

Trudno jest akt ten nazwać rozsądnym ruchem takie rozwiązanie. Gdyby wydawcy faktycznie chcieli, by ich materiały były widoczne, tylko danej grupy użytkowników, wprowadziliby wymaganą rejestrację i linki od ich stron byłyby niewidoczne. Tak samo jak reklamy, z których Ci sami wydawcy żyją. W tym momencie okazuje się, że już płacimy za treści. Tylko nie robimy tego bezpośrednio, ale oglądając reklamy. W końcu ktoś za nie daje pieniądze tylko i wyłącznie dlatego, że my mamy je obejrzeć, czyż nie?

Idąc tym tropem myślenia, irlandzcy wydawcy powinni pozwać wszystkie wyszukiwarki, w tym największą Google. Wydaje się to absurdalne? Otóż nie, okazuje się, że już belgijscy wydawcy od 2006 roku toczyli z Google spór. Twierdzili oni, że gigant powinien im płacić za indeksowanie swoich wyników  w wyszukiwarkach. Spór szybko się skończył, gdy popularne gazety, jak „Le Soir” czy „La Libre Belgique”, po prostu zniknęły z wyników wyszukiwania Google’a. Gazety mówiły o bojkocie giganta, ale szybko się przekonały, jak bardzo zmniejszył się bez niego ruch na ich stronach i automatycznie – przychody z reklam. Belgijska izba prasy Copiepresse zrezygnowała z egzekwowania tego prawa.

Co jednak, gdy link pojawi się w komentarzu albo na swojej stronie udostępni go użytkownik. Według Irlandczyków link czytelników to coś innego niż linki mediów. W tym momencie link jest traktowany jak film czy muzyka - mogę z niego korzystać na własny użytek. Hej, ale przecież użycie linku to jego udostępnienie. Czy jeśli zapostuję coś na swojej ścianie na Facebooku, to będę musiał za to zapłacić?

Gazeta

Moim zdaniem wydawcy powinni się cieszyć, że Google nie zachowuje się jak oni i nie próbuje monetyzować zupełnie wszystkiego. Przecież Google gdyby chciał, mógłby wprowadzić drobne opłaty za umieszczanie strony w wyszukiwarce. Myślę, że dopiero wtedy dałoby się usłyszeć płacz i lament wszystkich mediów starej daty na temat Google’a. Logika ta nieco przypomina mi podejście Kalego do sprawiedliwości. Kalemu ukraść krowę - źle, Kali ukraść krowę - dobrze.

Na szczęście w Polsce nie ma sensu na powstawanie tak idiotycznych inicjatyw. Sądzę, że nad Wisłą wydawcy zdają sobie sprawę, że bez Google’a nie istnieją i zamiast ograniczać treści, wprowadzają dodatkowe treści, za które można płacić. Według mnie to dobre wyjście, bo umożliwia czytanie treści wysokiej jakości, z których słyną pisma. Mimo to internauci i tak nie lubią tego rozwiązania, bo chcą dostawać wszystko za darmo. Ale moim zdaniem to już niedługo się zmieni, bo ludzie zatęsknią za porządnymi artykułami. Nie oznacza to, że nie da się ich tworzyć w serwisach internetowych. Na swoim przykładzie widzę, że praca dziennikarza w serwisie internetowym oraz w piśmie niewiele się różni. Główna różnica to brak ogromnych działów reklamy i pobocznych stanowisk w serwisach internetowych. W Spider’sWeb pracuje kilku dziennikarzy, programistów i naszym zespołem kieruje Przemysław Pająk. Tak mała ekipa może utrzymywać się z reklam, duża redakcja już nie.

Sądzę też, że wydawcy widzą, co by za sobą poniósł zakaz linkowania. Nie dodatkowe wpływy, a mniejszy ruch przy najbardziej interesujących artykułach, co by miało wpływ na mniejszy ruch na stronie i proporcjonalnie mniejsze zarobki wydawnictwa. W końcu nikt, by nie linkował, tylko pisał “Gazeta Poranna donosi, że...”. Przynajmniej ja bym tak robił

Co zatem mogą zrobić pisma, by poprawić swoją sytuację? W gruncie rzeczy niewiele. Nie mogą ustawić wyższych cen reklamowych, ponieważ przeniosą się oni do tańszych mediów. Jak widać, abonamenty takie jak Piano póki co nie chcą się przejąć. Co to oznacza? Dla czytelników zupełnie nic. Jeśli nie przeczytają oni artykułu na stronie dużego portalu zależnego od pisma, to zrobią to na niezależnym portalu lub nawet blogu. Różnica w jakości treści jest coraz mniej widoczna, a niebawem całkowicie zatrze się. Tak samo niebawem Piano lub podobna do niego inicjatywa przyjmie się. Nie wiem jak wy, ja byłbym w stanie płacić 20-30 zł miesięcznie za dostęp do najlepszych materiałów w polskim Internecie. W końcu to cena niższa od kupowanego codziennie wydania jednej gazety, takiej jak “Gazeta Wyborcza”, “Rzeczpospolita” czy “Dziennik Gazeta Prawna”.

Źródło (Uwaga, linkuję!): Open Beta

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst