Tech

Tablet, smartfon, hybryda... te szufladki stają się nieaktualne

Ewa dziś rano zwróciła uwagę na problem z kategoryzowaniem Surface’a. Sugeruje, że Surface RT to tablet, a Surface Pro to notebook. Zgadzam się z tym podziałem. Ale sama konieczność napisania tamtej notki ilustruje coś jeszcze innego: że ów podział staje się coraz bardziej sztuczny.

Nie wiem jak wy, ale my, dziennikarze, autorzy, blogerzy, entuzjaści, my lubimy szufladkować sprzęt. Lubimy znajdować wspólne mianowniki z bardzo praktycznego punktu widzenia: byśmy mogli następnie te sprzęty porównywać ze sobą. Mój tablet ma większego niż twój. A mój desktop miażdży twojego. A tak w ogóle, to zróbmy ranking. Ale nie porównamy przecież wydajności Alienware’a z Core i7 to małego komputerka z Atomem, bo ten znajdzie się na setnym miejscu, a wcale nie jest zły. Tworzymy więc szufladki.

Jak zapewne wiecie ze stopki, piszę nie tylko dla Spider’s Web, ale również dla CHIP.pl (mam nadzieję, że tam zaglądacie!). To zupełnie inna forma od obecnej tu. Tu mamy bardzo rozbudowanego bloga, tam portal. W związku z tym konieczny jest system zarządzania treścią, złożony CMS. Z bardzo prostej przyczyny. Treści pojawiających się na Chipie jest tak dużo, że mechanizmy muszą dbać o to, by jak najtrafniej serwować je Czytelnikowi. Strona główna to dość oczywista sprawa, ale w momencie, w którym użytkownik kliknie na konkretny wpis, co mu zaproponować oprócz tego? Jakie inne artykuły mogą mu się przydać? Które reklamy będą najbardziej przydatne?

Każdy CMS trzeba więc „nakarmić” informacjami o wpisie. I tu, jako osoba wypełniająca formularz opisujący tekst, od dawna dostrzegam problem szufladek. Pierwsze problemy pojawiły się kilka lat temu. Czym jest netbook? Czy to po prostu mały komputerek? Nie, bo są też wydajne ultraprzenośne i ultradrogie maszyny. Jak go więc skategoryzować? Przyjęto więc zasadę, że netbook to notebook z procesorem Intel Atom. A potem… przyszedł to testów pierwszy komputerek z procesorem ARM. Znowu drapaliśmy się długo po głowie aż wreszcie wykoncypowaliśmy kategorię smartbooków.

W świecie mobilnym również zaczęliśmy się zmagać z definicjami. Co to telefon? A co to smartfon? Tu, ponownie, definicja musi być ścisła. Ustaliliśmy więc (wiele lat temu) „w branży”, że telefon komórkowy to telefon z dedykowanym systemem operacyjnym, smartfon to telefon komórkowy z niededykowanym systemem operacyjnym, a palmofon to smartfon z dotykowym ekranem. Ufff. Po czym iPhone zrobił nam psikusa, popularyzując „dotykowce”, przez co smartfon pochłonął kategorię palmofonu.

Już posprzątane w kategoriach? A guzik! Pojawił się iPad. Urządzenie nazywane tabletem. No ale zaraz, tablety już były, nie pasuje. Gdzie wrzucić iPada? Tablet PC przecież to to nie jest. Tablet graficzny tym bardziej. Problem, rzecz jasna, został po czasie rozwiązany. Ale co rusz pojawiają się nowe.

Na przykład, czy Galaxy Note to smartfon, czy tablet? Czym on bowiem się różni od pierwszego Galaxy Taba? Calem przekątnej? Bo chyba tylko tym. Na pewno nie modułem GSM, na pewno nie systemem operacyjnym. Więc czym się różni Surface RT od Surface Pro? Grubością, rozdzielczością ekranu i systemem operacyjnym. W praktyce różnica jest wielka, kto się interesuje tematem, rozumie też różnicę i sens tekstu Ewy.

Surface to jednak dopiero początek. Nadciągają hybrydy, po „amerykańcku nazywane ultrabookami convertible (a że Ultrabook to znak towarowy Intela, to wersje z AMD pewno będą pod jeszcze inną kategorią). Rewolucyjne urządzenia, które realizują zarówno funkcje tabletu, jak i komputera. Taki Asus Transformer, tylko lepiej. Do której kategorii je wrzucić? Tablety? Notebooki? Stworzyć nową?

To jednak nasz problem, i my sobie z tym poradzimy. Gorzej z producentami i sprzedawcami. Powoli znikają tablety, smartfony, notebooki, a pojawiają się „diwajsy” (devices, urządzenia). To już nie jest tablet czy smartfon. To jest Galaxy Note. Trzeba będzie teraz wyjaśnić konsumentowi o co w nim chodzi. A takich urządzeń pojawia się coraz więcej. Te wszystkie Yogi, Surface’y, XPS-y i reszta, to nowy rodzaj urządzeń. Kowalski drapie się po głowie, i nie wie po co mu to i jakie będzie miał z tego korzyści. Nadzieja więc w handlowcu. A ci, jak w każdym zawodzie, dzielą się na fachowców i partaczy…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst