Tech

Wszyscy chcą mieć swój własny portal społecznościowy, Merlin.pl też. Tylko po co?

Pamiętam te czasy, gdy na topie był MySpace. Nikt nie zachwycał się wtedy każdym nawet najmniejszym ruchem Facebooka. To były te same czasy gdy Napster i inne jemu podobne spółki uważane był za przyszłość internetu oraz gdy  portale były w rozkwicie, a masową wyobraźnię pobudzały serwisy społecznościowe dla kotów, fanów mp3 i inne. Był taki czas kiedy każdy chciał mieć swoją społecznościówkę. Nieważne czy dużą, czy małą. Ważne, by była. Ilość zapytań od klientów była zastraszająca. Nikt nie chciał forum, serwisu internetowego z rozbudowaną strukturą komentarzy. Każdy chciał mieć portal społecznościowy. Dziś wydaje się, że podobnie jak w modzie, historia zatacza koło.

Na początku listopada jeden z najpopularniejszych klubów sportowych świata Manchester United ogłosił, że chce stworzyć swój własny i unikalny serwis społecznościowy. Pomysł na pierwszy rzut oka szalony, ale jeżeli wziąć pod uwagę, że “Czerwone Diabły” mają ponad 600 milionów fanów na cały świecie, ich profil na Facebooku lubi ponad 20 milionów osób, stronę internetową odwiedza prawdopodobnie kilka milionów użytkowników dziennie, to trzeba przyznać, że w tym szaleństwie jest metoda.

Tym bardziej, że większą część kibiców Manchesteru United stanowią fani pochodzenia azjatyckiego, którzy niekoniecznie korzystają z Facebooka i Twittera. Np. w Chinach, gdzie zespół sir Alexa Fergusona jest bardzo popularny, największą siecią społecznościową wcale nie jest Facebook. Jest nią Qzone liczący w chwili obecnej około 500 milionów użytkowników. Z kolei w Hiszpanii, w której również wiele osób darzy sympatią angielski klub, niezwykle popularny jest portal Tuenti.com (należący do operatora komórkowego Telefónica), który może pochwalić się 12 milionową społecznością.

Jak w takim razie pogodzić działania w kilku portalach społecznościowych, zintegrować je z szeroko zakrojonymi działaniami marketingowymi i dodatkowo nie stracić użytkowników, którzy obecnie korzystają z usług oferowanych tylko przez oficjalną stronę internetową? Najlepiej zbudować własny portal i to w przypadku najbogatszego angielskiego klubu ma sens.

Zupełnie niezrozumiałe jest natomiast to, co zrobił Merlin.pl, uruchamiając swój serwis społecznościowy o nazwie Merlin Pełen Pomysłów. Po co? Nie wiem i nie rozumiem. Ok, pomysł ciekawy, tyle że nazywanie takiego projektu serwisem społecznościowym graniczy z absurdem. Dlaczego? Ponieważ to zwykły serwis typu zadaj pytanie, uzyskaj odpowiedź. Można powiedzieć, że jeden z największych polskich sklepów internetowych dał użytkownikom nowe, ciekawe narzędzie, dzięki któremu mogą zgłaszać swoje pomysły i uwagi. Ale żeby od razu tytułować go serwisem społecznościowym? Szanujmy się.

Co innego, gdyby klientom sklepu dano możliwość nawiązywania ze sobą relacji, wymiany opinii, udostępniono coś w stylu faceboowej ściany. Ale w tym wypadku, gdy mianem serwisu społecznościowego określenia się jedną usługę, która stanowi 1/100 wszystkich funkcji Facebooka, to chyba jakiś żart.

Dodatkowo po słabej aktywności użytkowników widać, że zapotrzebowanie na tego rodzaju funkcje w ramach marketu internetowego jest raczej niewielkie. Blisko 50 pomysłów zgłoszonych przez kilkanaście dni, niewielka liczba komentarzy, to bardzo słaby wynik jak na stronę giganta, którego codziennie odwiedza tysiące internautów. Może to wina braku promocji projektu na stronie głównej Merlina, a może kolejny niewypał w polskim internecie. Ja obstawiałbym to drugie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst