Tech

RIM ma problem

RIM, producent BlackBerry, należy do największych dostawców smartfonów na świecie. Mimo, że produkuje tylko nieco ponad 3% wszystkich telefonów, zgarnia aż 17% zysków całej branży. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda świetnie.

Gdy jednak przyjrzeć się BlackBerry bliżej, widać rysy na wizerunku ulubionej marki menadżerów wszystkich szczebli, Barracka Obamy i… Paris Hilton.

Po pierwsze, użytkownicy jeżynek nie są już z nich tak zadowoleni, jak kiedyś. Jeszcze dwa lata temu, ponad połowa posiadaczy BlackBerry deklarowała wysoki poziom satysfakcji. Dziś – tylko 30%. Jednocześnie, 58% amerykańskich użytkowników smartfonów RIM chce przesiąść się na któryś z modeli konkurencji. Te liczby wyglądają szczególnie kiepsko na tle wyników Androida i iPhone.

Po drugie, najnowszy model BlackBerry (Torch) spotkał się z chłodnym przyjęciem klientów. Sprzedaje się tak fatalnie, że jego cena została obniżona o połowę w ciągu mniej niż tygodnia od premiery. Ani szósta wersja systemu, ani połączenie ekranu dotykowego z klawiaturą QWERTY nie przekonały kupujących. Większość klientów wybierających Torch to dotychczasowi posiadacze smartfonów BlackBerry.

Unikalna przewaga, jaką jeszcze do niedawna miało RIM nad pozostałymi producentami smartfonów, a więc usługa push email, coraz bardziej traci na znaczeniu. Wszystkie popularne platformy smartfonowe obsługują już pocztę korporacyjną w standardzie Microsoft Exchange. Zarówno Android jak i iPhone mogą być w coraz większym stopniu zarządzane przez działy IT. BlackBerry traci monopol na dostarczanie smartfonów pasujących do korporacyjnej logiki działania. RIM musi przeciwstawiać się ogólnemu trendowi wykorzystywania rozwiązań konsumenckich w zastosowaniach profesjonalnych.

Drugi z filarów usługi BlackBerry – solidny ryczałt na transmisję danych – jest od niedawna dostępny również dla posiadaczy smartfonów innych marek (do czasów iPhone operatorzy niechętnie oferowali tę usługę na kartach SIM sprzedawanych razem z telefonami, BlackBerry było wyjątkiem).

Podczas gdy konkurencja coraz śmielej poczyna sobie na podwórku RIM, Kanadyjczycy mają problem z wyjściem poza korporacyjną niszę. Moda na BlackBerry wśród nastolatków to trochę zbyt mało, by podtrzymać stały wzrost. Zwłaszcza, że jest ona związana z łatwą do skopiowania przez innych producentów usługą komunikatora (BBM).

Na rynku kontrolowanym przez operatorów jest zapewne miejsce na 4 – 5 platform smartfonowych o podobnym udziale. Dostawcy usług, za pomocą swojej sieci sprzedaży i polityki promocyjnej, będą dbali o to, by żaden z systemów nie zdobył istotnej dominacji (to osłabiałoby ich pozycję w relacjach z producentami telefonów). Porażki Palma Pre i Nexusa One są dowodem na skuteczność takich działań.

BlackBerry ma duże szanse, by być jedną z tych, zwycięskich platform. RIM musi jednak rozwiązać wspomniane problemy – chętnych do podziału tortu jest sporo: nie tylko Apple i Google wraz z producentami androidowych smartfonów, ale i Nokia z Symbianem/MeeGo, Samsung z bada, Microsoft z Windows Phone 7 czy wreszcie HP z WebOS.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst