W jakim świecie będą żyły nasze dzieci? Z czego będą żyły? Jak ich uczyć, aby w ogóle miały pracę? To tylko kilka z wielu pytań, które słyszę od rodziców, kiedy spotykamy się na spotkaniach autorskich wokół książki "Młócka", którą wydałem nieco ponad dwa miesiące temu.
To książka o pracy przyszłości. Tym, co być może nas czeka w świecie pracy. I pytania o przyszłość są nieuniknione. Sam je sobie zadaję. Też jestem rodzicem. Tatą dwóch chłopaków, z których starszy ma nieco ponad cztery lata. A to oznacza, że najdalej za dwie dekady zaczną pracować. Jak wtedy będzie wyglądał rynek pracy? Nikt tego nie wie. Ja też nie mam magicznej szklanej kuli. I tak zwykle odpowiadam rodzicom, ale wiem, że im to nie wystarcza. Widzę, jak są pełni niepokoju o przyszłość. Strachu, jaki świat przyniesie "postęp" już nie tylko im, lecz ich dzieciom.
A uwierzcie mi świat rodziców i tak jest pełen lęków.
Kiedy zostaje się mamą lub tatą, to zaczyna się zupełnie inaczej postrzegać świat. Nagle staje się miejscem pełnym zagrożeń. Miejsca takie jak przystanki autobusowe, chodniki połączone ze ścieżką rowerową czy nawet schody, przez które dawniej jako nie-rodzice bezrefleksyjne po prostu przechodziliśmy, dziś pokonujemy czujni niczym ważki. Gotowi na reakcję, bo czujemy, że otoczeniu są liczne pułapki i niebezpieczeństwa, które tylko czyhają na naszą chwilę nieuwagi, aby dopaść i zgładzić nasze maleńkie dzieci. Też ten strach czułem. No dobra, kłamię: ciągle czuję. Choć mniej niż dwa lata temu, kiedy Wam o tym pisałem, bo uświadomiłem sobie, że mój – wówczas – mój dwuipółletni synek słowo "uważaj" słyszy ode mnie prawdopodobnie równie często jak swoje imię. Nieco ten lęk oswoiłem widząc, że starszy synek naprawdę nieźle sobie radzi. Mój strach był wyolbrzymiony.
Oczywiście lęk świata rzeczywistego to jedno. Drugie to strachy czyhające na nasze dzieci w świecie cyfrowym. A uwierzcie mi rodzice mają wiele powodów do niepokoju. Tyle tylko, że dotąd panikę wywoływał smartfon i to, co można na jego ekranie wyświetlić. Od przemocy, pedofilii, pornografii po zwykłe i dobrze znane większości toksyczne media społecznościowe. Mam wrażenie, że wszystko to ostatnio zostaje przyćmione przez lęk przed tym, co przyniesie przyszłość zmieniana przez sztuczną inteligencję. Rodzice, którzy pytają mnie o prognozy mają obawy o to, co czeka ich dzieci.
I nie jest to nic nowego. Ba, wolimy przeszłość niż przyszłość, bo ta jest nam znana. W ciekawym badaniu Pew Research zapytało Amerykanów czy gdyby mieli wybór przeniosłoby się w przyszłość. Prawie połowa stwierdziła, że wolałaby żyć w przeszłości. Do przyszłości przeniosłoby się zaledwie 14 procent ankietowanych. Przyszłość zawsze wydaje nam się złowroga. Boimy się gospodarczych załamań, wojny, zmian klimatu czy końca demokracji. Teraz do tych lęków dołączyła sztuczna inteligencja. Rodzice, z którymi rozmawiam wręcz żonglują dystopijnymi ich wizjami.
Przyszłość zawsze wydaje się złowroga, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci Fot. Shutterstock / Ball Apirak
A to, że dzieci stracą zdolności poznawcze i nie będą umiały samodzielnie myśleć. Wraz z naukowcami powtarzają, że AI wpływa na nasze możliwości rozwoju, uczenia się i może upośledzać zdolność do krytycznego myślenia. W końcu uczenie się wymaga wysiłku i przeszkód, które trzeba pokonać. Tym „pożądanym utrudnieniem” może być proces szukania informacji, ich weryfikowania, popełnianie błędów i ich naprawianie. A nawet próbować od nowa, kiedy poniesiemy porażkę. Kiedy jednak AI wypluwa natychmiastową i podaną na tacy odpowiedź, to mózg dziecka nie wykona żadnej pracy. Nie napotka na uczących przeszkód. W efekcie nasze pociechy nie wyćwiczą pamięci ani głębokiego przetwarzania informacji. A brak analizy, wyciągania wniosków, to brak wysiłku intelektualnego i zanik krytycznego myślenia. Dziecko dostając narzędzie, które w kilka sekund odpowie na każde pytanie, przestaje uczyć się, jak myśleć, a uczy się jedynie, o co zapytać maszynę.
Mało tego, rodzice boją się, że mózg dziecka zgnije przez ciągły kontakt z niskiej jakości treściami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję, czyli tak zwanym AI Slopem. Co to takiego? Mówiąc krótko: produkowany na skalę przemysłową ściek. Od zdjęć przez grafiki po filmy, na które możemy natknąć się w internecie. Niektóre z nich zawierają tzw. halucynacje, wprowadzają w błąd czy uczą niewłaściwych zachowań. Nie dziwi więc, że specjaliści ostrzegają przed pokazywaniem tej brei AI dzieciom, szczególnie tym mniejszym.
"To bardzo ryzykowne dla rozwijającego się mózgu" – przekonuje dr Sana Suskind, badaczka z University of Chicago
Trudno przeczyć, że te zagrożenia są realne. W końcu wystawienie dziecka na bezmyślne używanie AI w nauce może skończyć się jedynie kopiowaniem i faktycznym upośledzeniem zdolności poznawczych. A kontakt ze ściekiem AI dzieci mają przede wszystkim w mediach społecznościowych, gdzie, jak uważają specjaliści, nie powinno być ich przed 15 rokiem życia. Dlatego ważnym zadaniem dla nauczycieli, rodziców jest pokazywanie dzieciom, jak z technologii korzystać. I czy w ogóle to robić. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że łatwiej to zdanie napisać niż wcielić je w życie. Szczególnie, że rodzice i tak są niezwykle mocno obciążeni życiowymi obowiązkami, a niektórzy wręcz rodzicielsko wypaleni. Potrzebują więc wsparcia, a nie nakręcania spirali strachu.
Z kolei rodzice starszych dzieci – znów całkiem słusznie – boją się, że ich pociechy nie będą potrafiły nawiązywać relacji i będą jeszcze bardziej samotne. W efekcie zaś będą uciekać do kontaktów z wirtualnymi towarzyszami. Ba, to już się dzieje. Chatboty AI pomagają im w lekcjach i nauce. Odpowiadają na pytania dotyczące trudów codziennego życia: od problemów z koleżankami i kolegami po kłótnie z rodzicami. Dzieci zwierzają im się z tego, co dawniej powiedzieliby przyjaciołom, mamie czy tacie. I nie są to wyjątkowe sytuacje. Badania ze Stanów Zjednoczonych pokazują, że już 42 proc. uczniów deklaruje, że rozmawia z towarzyszami AI lub znają kogoś, kto to robi w celach towarzyskich. A co piąty uczeń deklaruje, że on sam albo ktoś, kogo zna, miał romans ze sztuczną inteligencją.
Dlaczego dzieci wolą AI od ludzi? Bo chatbot jest pochlebcą, nigdy nie krytykuje, nie ocenia, ma nieskończoną cierpliwość i jest dostępny o 3:00 nad ranem. Cyfrowa relacja staje się więc bezpieczniejsza i łatwiejsza niż ta z żywym rówieśnikiem. Drugi człowiek ma swoje zdanie, uczucia, a to rodzi ryzyko odrzucenia.
Nie dziwią więc obawy, że wyrasta nam pokolenie analfabetów emocjonalnych tak samo jak pytania o to, czy dzieci będą potrafiły nawiązywać relacje z innymi ludźmi? A może my, rodzice skończymy jako teściowie chatbotów? – jak gorzko żartowała Emmy Rosenblum, publicystka Wall Street Journal.
Robota dla robota?
Na tym oczywiście katastroficzne wizje się nie kończą. W końcu główna groźba dotycząca sztucznej inteligencji dotyczy pracy. A praca ma wpływ na całe życie, także to pozazawodowe. Jeśli jest stabilna, dobrze płatna, dająca możliwości rozwoju i satysfakcję, są spore szanse, że i nasze życie ogółem takie będzie. Dlatego rodzice posyłają dzieci do dobrych szkół. Chcą, aby miały jak edukację, a więc i statystycznie większą szansę na świetną pracę. Często chcąc dobrze odbierają dzieciom beztroskie dzieciństwo.
Jaki świat czeka nasze dzieci? Fot. Shutterstock / Ball Apirak
Tyle tylko, że nawet najlepsza edukacja może nie być wystarczająca. Zapowiedzi twórców sztucznej inteligencji są dla rodziców są przerażające. Snują oni apokaliptyczne wizje przyszłości jakoby za chwilę co piąty z nas, a może nawet połowa straci pracę. I nie będzie żadnych pewnych zawodów. Nie powiemy dzieciom: studiuj to, a na pewno będziesz miał pracę.
Nic dziwnego, że ludzie są zaniepokojeni. A rodzice, szczególnie nastoletnich dzieci są zaniepokojeni podwójnie. Bo oto za chwilę wejdą oni na tak zwany rynek pracy, który akurat przechodzi być może ważną transformację. I na którym coraz mniej potrzeba praktykantów, stażystów, początkujących na juniorskich stanowiskach, więc młodym trudniej o zawodowy start.
Jedna z moich znajomych, matka tegorocznej maturzystki, przy każdej okazji powtarza mi, że jej córka to dopiero "ma przechlapane".
"Ty masz małe dzieci, zanim one wejdą na rynek pracy, wszystko jakoś się ułoży. Ale moja córka zbierze żniwo najgorszych czasów chaosu" – tak mniej więcej przekonuje.
Z kolei od rodziców młodszych dzieci słyszę, że nie wiadomo, jakie kompetencje w nich rozwijać. Dawniej słyszeliśmy, że trzeba się uczyć angielskiego, potem, że trzeba umieć programować. Dziś trudno powiedzieć, na jakie zajęcia dodatkowe posyłać dzieci czy jakie podpowiadać kierunki studiów. Ba, może w ogóle nie ma po co studiować? Skoro za dekadę czy dwie, kiedy najśmielsze wizje dotyczące sztucznej inteligencji się spełnią, być może wszyscy będziemy żyć ze skromnego dochodu podstawowego. Oczywiście zakładając, że miliarderzy pokroju Elona Muska, zechcą się podzielić z resztą ludzkości zyskami czerpanymi z pracy wykonywanej nie przez ludzi, lecz AI i roboty. Znając ich miłość do podatków to niezbyt realny scenariusz.
Może więc faktycznie za kilkanaście lub kilkadziesiąt obudzimy się w świecie podzielonym na wąska klasę wszechmocnych miliarderów i szerokie masy ludzi nie mających pracy ani innego zajęcia poza walką o szklankę wody z systemami chłodzącymi serwery?
Meh, nie sądzę. Tak dystopijna wizja to oczywiście przesada.
Dlaczego? Przede wszystkim, dlatego że prognozy twórców AI są tylko przewidywaniami. Kiedy słyszymy ludzi na takich stanowiskach mówiących o przyszłości zakładamy, że mają większą wiedzę od nas, a więc ich wizje mogą być prawdziwe. W rzeczywistości jednak wszelkie prognozy, także te dotyczące tego, jak AI zmieni pracę, są w znacznie większym stopniu nie poszukiwaniem wiedzy o tym, co nas czeka, lecz posunięciami władzy. W końcu najskuteczniejszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej kreowanie. Władcom technologicznego świata zależy na pokazaniu, jak wielkim gamechangerem jest ich produkt. Tworzą więc opis przyszłości, który jest dla nich marketingowo korzystny. Daje więcej pieniędzy i władzy. A wpływ na świat pracy daje obie te rzeczy.
Dlatego wróżą, że pracowników czeka apokalipsa. Tylko, że to, o czym mówią prawdopodobnie się nie wydarzy. Mało tego, bezrobocie wywołane przez sztuczną inteligencję byłoby wręcz precedensowe. Tak przynajmniej wynika z niedawnej analizy The Economist. Brytyjski dziennik przepytał ekonomistów, sprawdził dane i doszedł do wniosku, że rynek pracy z pewnością (jeszcze) nie pęka. Odsetek osób w wieku produkcyjnym w krajach OECD bije rekordy, bezrobocie w większości bogatych krajów wynosi zaledwie 5 procent. A w Stanach Zjednoczonych, które stoją na czele rewolucji AI, firmy zatrudniają coraz więcej osób i to w branżach „narażonych na wpływ sztucznej inteligencji”.
Oczywiście postęp w rozwoju AI może sprawić, że te wskaźniki szybko staną się nieaktualne.
"Jednak gdyby AI rzeczywiście pozbawiła miliony ludzi pracy, to byłoby wydarzenie bez precedensu w historii ludzkości. Ci, którzy ostrzegają przed masowym bezrobociem napędzanym przez sztuczną inteligencję, przewidują coś, co nigdy wcześniej się nie wydarzyła. Dane historyczne dotyczące wcześniejszych przełomów sugerują wręcz, że zmiana technologiczna postępuje dość powoli" – czytamy w The Economist.
Oczywiście to, co opisuje brytyjski dziennik to średnia statystyczna, która – jak to w kapitalizmie – ukrywa dramaty jednostek. W ogólnym jednak obrazie wiele wskazuje na to, że obawy dotyczące pracy są przesadzone. Tak uważa również David Solomon, szef Goldman Sachs. W artykule opublikowanym w "New York Times argumentował, że generatywną sztuczną inteligencję należy postrzegać jako część długiego historycznego wzorca zmian technologicznych, które ostatecznie zwiększają możliwości ekonomiczne, choć jednocześnie nie pozostając bez wpływu na obecne zawody. Solomon porównał obecną falę rozwoju AI do wcześniejszych innowacji takich jak wynalezienie elektryczności, internetu czy stworzenia arkuszy kalkulacyjnych.
Sztuczna inteligencja może zmienić rynek pracy, ale nie musi spowodować katastrofy dla pracowników Fot. Shutterstock / Ball Apirak
"Owszem zastąpiły one pewne zadania, ale także umożliwiły nowe kategorie prac o wyższej wartości" – przekonywał. Powołał się też na wewnętrzne analizy Goldman Sachs, z których wynika, że sztuczna inteligencja mogłaby zautomatyzować około 25 procent obecnych godzin pracy w ciągu najbliższej dekady.
"Nie oznacza to jednocześnie utraty miejsc pracy, a raczej relokację czasu w kierunku bardziej złożonych, zorientowanych na klienta i strategicznych obowiązków" – pisał uspokajająco Solomon.
Oczywiście trzeba brać poprawkę na to, że Solomon patrzy na świat z perspektywy szklanych wieżowców Manhattanu, czyli zarabiającej krocie klasy wyższej. Przedstawicielom elity dość łatwo mu mówić o „relokacji zadań”, bo z dużym prawdopodobieństwem nie ich, lecz ludzi na dole drabiny społecznej technologiczna miotła przesunie na bruk lub do śmieciowych warunków pracy platformowej.
Jednocześnie trudno się z nim nie zgodzić, że sztuczna inteligencja stworzy miejsca pracy. Pytanie tylko, czy w tych samych miejscach i dla tych samych ludzi, którzy swoje zajęcia stracili. O tym Solomon już milczy. A jeśli rynek pracy „pęknie”, to nie uderzy wszystkich po równo, lecz najbardziej najuboższych. I to o nich powinniśmy już teraz myśleć. Dbać o stabilność pracy rodziców, bo kompetencje przyszłości dzieci najłatwiej buduje się w stabilnych, bezpiecznych finansowo domach. W rodzinach żyjących od pierwszego do pierwszego to luksus, na który brakuje czasu i zasobów.
Potrzebujemy nadziei
Nie wiem czy tego uczą na kursach w stylu "Rodzicielstwo w erze sztucznej inteligencji", o których coraz częściej słyszę od rodziców. Obiecują one nauczyć nas jak przygotować dzieci i siebie do świata zmienionego przez AI, ale czy cokolwiek jest w stanie przygotować na coś, co tak szybko się zmienia, że nie wiadomo jakie będzie?
Rodzice powinni dać dzieciom wzór do naśladowania i optymizm co do przyszłości Fot. Shutterstock / Ball Apirak
Ostatecznie przecież rodzicielstwo w erze AI to nadal rodzicielstwo. Fundamenty pozostają niezmienne. Dziś tak samo ważne jest to, aby zbudować z dzieckiem więź. Zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i powtarzalne rytuały codzienności. Dać pewność, że zawsze może przyjść i powiedzieć wszystko. Podarować uwagę, czas, wsparcie psychiczne i przestrzeń do wyrażania emocji. I nadal w rodzicielstwie chodzi o to, by wychować dobrych ludzi: empatycznych, ciekawych świata, stabilnych emocjonalnie. Takich, którzy są zdolni do adaptacji i reagowania na zmiany. A przede wszystkim odpornych na to, że coś może im się nie udać i potrafiących zaczynać od zera, już bez naszej pomocy. W końcu uczynienie ich samodzielnymi, gotowymi do życia bez ciągłej naszej obecności jest ostatecznym zadaniem rodzica. Szczęśliwie wiele tych cech, które możemy w nich wykształcić, to atrybuty, które według wielu prognoz, mają być kluczowymi kompetencjami przyszłości.
To tyczy się też dorosłych. Dlatego na spotkaniach o książce „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości”, ale też w rozmowach z rodzicami odpowiadam, że nasze obawy są uzasadnione, bo są odzwierciedlają naszą instynktowną czujność. Jednak nie powinniśmy histeryzować, bo strach przejmie kontrolę nad naszym życiem. A co gorsza nie tylko naszym.
Jeśli panikujemy ze względu na sztuczną inteligencję, a dzieci wyczuwają nasz niepokój, stres i obawy o przyszłość, to przejmą nasze emocje i same zaczną się tak czuć. W końcu dzieci nie słuchają rodziców, ale świetnie ich naśladują.
Lepiej więc pielęgnować myśli o tym, że nieznane możliwości technologiczne mogą przynieść nam też dobrą przyszłość. Sprawić, że nasza praca będzie lżejsza albo krótsza. A może te dobre rzeczy. "Aby wyobrazić sobie dobrą przyszłość, musimy być pełni nadziei, utopii, nierozsądni" – pisze Joshua Rothman w New Yorkerze.
Warto więc dla naszych dzieci nierozsądnie marzyć. Mieć nadzieję, snuć dobre wizje, bo te potrafią się urzeczywistniać.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-01T10:09:45+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T09:32:13+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T09:04:11+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T08:04:05+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T08:00:11+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T06:30:46+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T06:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T06:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T06:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T06:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T09:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T09:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T09:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T08:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T08:32:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T08:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T08:01:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T07:46:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T07:31:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T07:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T16:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T16:40:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T16:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T09:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T09:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T09:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T09:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T08:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-30T08:15:00+02:00