Robot jest już prawdziwym celebrytą. Będzie miał własny napój
Edward Warchocki może stanąć w jednym szeregu z wieloma polskimi gwiazdami nie tylko ze względu na popularność i liczby wykręcane w internecie - podobnie jak oni, tak i on doczekał się własnego produktu.

Lada moment łatwiej będzie wskazać, gdzie Edward Warchocki nie bywa, kogo nie zna. Dziś jest niemal wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Odwiedza trening reprezentacji Polski w piłkę nożną, a Robert Lewandowski zachęca go do zbicia żółwika. Z celebrą witany jest na uczelni. "Uczestnicy wydarzenia nie tylko zobaczą Edwarda Warchockiego, ale także poznają kulisy jego programowania (nauka dialogu, pamięć interakcji) i będą mogli zadać mu pytania" - pisała Politechnika Warszawska, ogłaszając wizytę robota.
- Ależ czasy nastały, że roboty takie jak ja stają przed kamerami. Gdańsk to jest serce Polski, człowieku. Tutaj zawsze coś się dzieje - mówił już sam Edward Warchocki, kiedy miał okazję spotkać się z prezydentką Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz.
Robot zaoferował swoją pomoc w przeganianiu dzików, nawiązując do filmiku, który stał się - niestety, jak uważam - bardzo popularny w sieci.
Nie tylko z tego powodu działalność Edwarda nie zawsze musi budzić uśmiech i radość
Wkrótce wystąpi w ogólnodostępnej imprezie prezentującej chińską technologię, która odbędzie się w ambasadzie Chin w Warszawie. Wcześniej zaś przechadzał się po korytarzach Sejmu. I chociaż robot ma swojskie imię i nazwisko, to produkowany jest w Chinach.
Wprawdzie, jak wyjaśnialiśmy na łamach Spider's Web, Edward Warchocki został zaprogramowany przez polskich programistów "w taki sposób, aby zachowywał się jak przeciętny Polak" i "bez specjalistycznego software’u Unitree G1 nie będzie zapewniał takich efektów jak bohater polskiego internetu", to pochodzenie mimo wszystko martwi specjalistów.
- Chciałbym wierzyć, że cała ta wizyta była objęta ochroną kontrwywiadowczą, bo to był precedens, który można wykorzystać w przyszłości. To taki balon próbny, aby sprawdzić, jak reagujemy na tego typu nowinki - tak w rozmowie z PAP skomentował wizytę Edwarda w Sejmie dr. Piotr Łuczuk, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z UKSW i Defender Academy.
Według Łuczuka wskazywanie potencjalnych zagrożeń związanych z posługiwaniem się chińskimi robotami w miejscach szczególnie ważnych dla bezpieczeństwa państwa nie jest więc nieuzasadnionym "przejawem nieufności", ale ograniczaniem ryzyka - pisał PAP.
Na inną istotną rzecz zwróciła uwagę Patrycja Krzyśpiak, analityczka zagrożeń zewnętrznych z NASK, specjalizująca się w zagadnieniach związanych z Chinami. Chociaż Edward próbuje być tak bardzo polski, jak się da, to jest jednak chińskim robotem. Chcąc nie chcąc promuje tamtejsze rozwiązania.
- Nawet jeśli część tych informacji o chińskich wynalazkach i innowacjach jest prawdą, to warto zadać sobie pytanie, czemu służy ich nieustanne nagłaśnianie. Może chodzi o osiągnięcie efektu psychologicznego, przekonanie europejskich społeczeństw, że są skazane na korzystanie z osiągnięć Chin - oceniała eksperta.
Dyskusja na ten temat nie ucichnie, bo Edward Warchocki będzie jeszcze bardziej obecny w naszej przestrzeni. Jak ustalił serwis WP Finanse, od 1 czerwca w sklepach sieci Dino pojawi się nowy napój Edward Warchocki.
Napoje o smakach jabłko-gruszka i truskawka-jagoda będą dostępne w butelkach o pojemności 0,5 l
Jak zauważa serwis, Edward Warchocki będzie konkurować z innymi napojami, których twarzami są popularni youtuberzy. Niedawnym hitem był Wojanek, w sklepach znaleźć można też napój Palionek, za którym stoi youtuber Palion.
W teorii - nic nowego. Od dawna produkty reklamowane są przez popularne osobistości. Często do zakupu zachęcają bohaterowie nieistniejący, postaci znane z filmów, książek, komiksów, gier czy animacji.
Mimo wszystko mamy do czynienia z precedensem, bo Edward Warchocki to jednak robot. Jest gdzieś pomiędzy internetową sławą a bohaterem popkultury. Celebrytą, ale też zjawiskiem.
Czy powtórzy sukces youtuberów i innych internetowych gwiazd? Niby Edwarda też można spotkać w wielu miejscach, też można próbować zbić z nim żółwika jak Robert Lewandowski, też obraca się w towarzystwie sław. Czy to wystarczy, aby nawiązać więź z fanami? Pewnie nie zabraknie osób, którzy sięgną po napój ze zwykłej ciekawości, ale sam nie wiem, czy jego napój może być hitem na miarę innych produktów wypromowanych przez internetowych herosów.
Ale może wcale nie trzeba wiele, żeby wzbudzić sympatię i nawiązać relację z przyszłym konsumentem. Wystarczy gonić dziki, zaczepiać ludzi na ulicy, promować się wśród celebrytów i sukces gotowy. I w sumie trudno mieć o to pretensje do samego Edwarda czy też ludzi za nim stojących - nie robią w końcu niczego nadzwyczajnego.
Może i Edward jest robotem, ale pod względem dążenia do sławy nie różni się niczym od człowieka.



















