Służby wzięły na celownik przeciwników AI. "Tropią antytechnologiczny ekstremizm"
Sprzeciw wobec AI przestaje być w USA postrzegany wyłącznie jako element społecznej debaty o technologii. Amerykańskie służby zaczęły traktować nastroje antytechnologiczne jako potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego.

Pomimo że USA to stolica wszelkiego rodzaju technologii, miejsce narodzin elektroniki i oprogramowania z którego korzystamy każdego dnia od kilku dekad, to Dolina Krzemowa przeżywa kryzys. Amerykanie protestują przeciwko budowie kolejnych centrów danych, a ci którzy nie protestują obawiają się, czy nie będą kolejni na liście zwolnień. Nastroje dobrze obrazuje choćby atak do jakiego w połowie kwietnia doszło na Sama Altmana. Jednak Biały Dom nie klasyfikuje tych zdarzeń w kategorii "negatywnych nastrojów społecznych” czy "niezadowolenia", a mówi wprost o "anty-technologicznym ekstremizmie”.
"Anty-technologiczny ekstremizm" na celowniku amerykańskich służb
Z dokumentów do których dotarł magazyn WIRED wynika, że amerykańskie służby federalne oraz lokalne organy ścigania coraz intensywniej analizują zjawisko określane właśnie jako "anty-technologiczny ekstremizm". Materiały pochodzą między innymi z Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS), FBI oraz regionalnych centrów wywiadowczych działających na terenie Stanów Zjednoczonych. Łącznie chodzi o ponad tysiąc stron raportów i analiz dotyczących zagrożeń związanych z rosnącą niechęcią wobec sztucznej inteligencji, infrastruktury cyfrowej oraz sektora technologicznego.
Według cytowanego przez WIRED raportu nowojorskiego Biura Wywiadu i Zwalczania Terroryzmu rozwój generatywnej AI może w ciągu najbliższych lat doprowadzić do nasilenia protestów społecznych. Autorzy dokumentu ostrzegają, że napięcia wokół nowych technologii mogą przerodzić się w zamieszki, a nawet akty przemocy wymierzone w firmy technologiczne. W raporcie pojawia się określenie "antytechnologiczny ekstremizm z użyciem przemocy", którego wcześniej nie stosowano w publicznie dostępnych materiałach DHS ani FBI.
Źródłem napięć pozostają zarówno obawy związane z automatyzacją pracy, jak i sprzeciw wobec rozbudowy centrów danych. W wielu stanach mieszkańcy protestują przeciwko nowym inwestycjom tego typu, wskazując na rosnące zużycie energii, obciążenie sieci wodociągowych oraz wpływ infrastruktury na lokalne społeczności. Dane przywoływane przez WIRED pokazują, że organizacje sprzeciwiające się budowie centrów danych działają już w 42 stanach USA.
Dokumenty pokazują również, że część służb monitoruje wydarzenia publiczne, podczas których pojawia się krytyka branży technologicznej. Wśród analizowanych zgromadzeń znalazły się protesty przeciwko działalności Elona Muska, posiedzenia komisji budżetowych na szczeblach regionalnych oraz demonstracje związane z inwestycjami infrastrukturalnymi. W raportach jako potencjalnie podejrzane wymieniane są między innymi obserwacja obiektów, fotografowanie czy próby dokumentowania zabezpieczeń wokół centrów danych.
Organy ścigania mogą nadinterpretować sygnały. I nie zawahają się użyć tego przywileju
W dokumentach opisanych przez WIRED pojawia się również kwestia monitorowania treści publikowanych w internecie. Zaangażowane w ten proces mają być nie tylko agencje federalne i lokalne centra wywiadowcze, ale także prywatne firmy zajmujące się analizą otwartych źródeł, które przeszukują media społecznościowe, fora i komunikatory pod kątem wypowiedzi uznawanych za antytechnologiczne. Raporty mają obejmować zarówno komentarze nawołujące do sabotażu infrastruktury, jak i wpisy wyrażające sprzeciw wobec rozwoju AI czy budowy kolejnych centrów danych.
Zdaniem ekspertów cytowanych przez WIRED, granica pomiędzy monitorowaniem przemocy a nadzorem nad legalnym sprzeciwem obywatelskim może być bardzo cienka. Spencer Reynolds z NAACP Legal Defense Fund, organizacji zajmującej się ochroną praw obywatelskich, ocenia, że tego typu raporty często opierają się na szerokich i niejednoznacznych kryteriach, przez co pod uwagę mogą trafiać również pokojowe protesty lub krytyczne wypowiedzi dotyczące AI i Big Techu.
W centrum zainteresowania służb znalazły się także internetowe społeczności określane jako neo-luddyczne, grupy krytykujące automatyzację oraz osoby ostrzegające przed społecznymi skutkami rozwoju sztucznej inteligencji. WIRED zaznacza przy tym, że część podnoszonych przez te środowiska argumentów - dotyczących utraty miejsc pracy, koncentracji kapitału czy bezpieczeństwa AI - pojawia się również w debacie prowadzonej przez badaczy i samą branżę technologiczną.
Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że amerykańskie prawo nie definiuje terroryzmu wewnętrznego jako odrębnego przestępstwa, lecz jako kategorię wykorzystywaną przez służby do prowadzenia działań operacyjnych i nadzoru. Krytycy wskazują, że taka konstrukcja pozostawia szerokie pole do interpretacji, przez co podejrzenia mogą obejmować nie tylko osoby planujące przemoc, ale także uczestników pokojowych protestów czy obywateli publicznie wyrażających sprzeciw wobec działań firm technologicznych lub polityki związanej z AI.
Zdjęcie główne: Loredana Sangiuliano / Shutterstock



















