Bezzębny krokodyl ze strusim ciałem. Przeszłość Ziemi była naprawdę dziwna
Bezzębny, dwunożny i podobny do strusia. Nowy krewny krokodyli z triasu udowadnia, że ewolucja lubiła eksperymenty. I to bardzo.

Gdy myślimy o krokodylach, to oczami wyobraźni widzimy niskie, opancerzone cielsko przyklejone do ziemi, paszczę pełną zębów i parę oczu wystających ponad powierzchnię wody. Taki kadr wdrukowała nam w głowy zarówno natura, jak i dziesięciolecia filmów przyrodniczych. Labrujasuchus expectatus z całą pewnością nie pasuje do tego obrazu.
Ten dawny krewny dzisiejszych krokodyli nie pełzał, tylko chodził na dwóch nogach. Jego przednie kończyny były małe, niemal szczątkowe, jakby ewolucja sama nie była pewna, po co mu one właściwie zostały. A zamiast paszczy pełnej ostrych zębów miał bezzębny dziób – coś, co upodabniało go bardziej do strusiopodobnego dinozaura, niż do zwierzęcia z linii prowadzącej do współczesnych aligatorów i kajmanów. Gdyby stanął dziś przed nami, nikt nie nazwałby go krokodylem. Raczej dziwacznym skrzyżowaniem ptaka i gada, które pomyliło epoki.
To był krokodyli krewniak, który wyglądał jak dinozaur
Labrujasuchus expectatus należał do shuvozaurydów, czyli grupy wymarłych archozaurów spokrewnionych z linią prowadzącą do krokodyli. Archozaury to wielka grupa gadów, do której należą krokodyle, ptaki, dinozaury i wiele wymarłych form z mezozoiku. W triasie ta grupa dopiero testowała swoje możliwości, a ewolucja nie zdążyła jeszcze ustawić wszystkiego w znajome, współczesne kategorie.
Właśnie dlatego Labrujasuchus wygląda tak bardzo zaskakująco. Nie był dinozaurem, choć jego sylwetka mogła przywodzić na myśl późniejsze ornitomimozaury, czyli dwunożne dinozaury o proporcjach kojarzących się ze strusiami. Miał smukłe ciało, poruszał się na tylnych kończynach, przednie kończyny były niewielkie, a zamiast uzębionej paszczy pojawiał się dziób.
To zestaw cech bardzo odległy od dzisiejszego skojarzenia z krokodylem. Współczesne krokodyle są czworonożne, półwodne, masywne i uzbrojone w zęby. Labrujasuchus pokazuje jednak, że ich dalecy krewni nie zawsze wyglądali jak próba generalna przed współczesnym aligatorem. Niektóre formy poszły w kierunku, który dziś nazwalibyśmy niemal ptasim albo dinozaurowym.
Nowy gatunek opisał zespół paleontologów kierowany przez Alana H. Turnera. Badacze przeanalizowali skamieniałości z Hayden Quarry w Ghost Ranch w Nowym Meksyku i na ich podstawie opisali Labrujasuchus expectatus jako nowego przedstawiciela shuvozaurydów.
Dziwna paszcza mówi nam więcej, niż się wydaje
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech nowego gatunku jest bezzębna paszcza zakończona dziobem. U zwierząt z linii krokodylowej spodziewalibyśmy się raczej zębów i typowo drapieżnego aparatu szczękowego. Bezzębność natomiast oznacza całkowicie inną strategię pobierania pokarmu albo przynajmniej inny sposób radzenia sobie z jedzeniem niż u klasycznego mięsożercy.
Nie oznacza to jednak, że Labrujasuchus był odpowiednikiem roślinożernego strusia. Na podstawie samych cech czaszki i pokrewieństwa można ostrożnie wnioskować o trybie życia, ale nie należy dopisywać zbyt wiele ponad to, co wynika ze skamieniałości. Bezzębny dziób mógł służyć do zrywania, chwytania lub obróbki pokarmu innego typu niż mięso rozrywane zębami. W połączeniu z dwunożnością daje to obraz zwierzęcia, które mogło poruszać się aktywnie po lądzie i korzystać z niszy bardziej podobnej do tej, którą później zajęły niektóre dinozaury.
Odkrycie wypełnia lukę w rodzinie shuvozaurydów
Labrujasuchus expectatus nie jest pierwszym shuwozaurydem, jakiego wykopano. Paleontolodzy mają już w szufladach kilku jego kuzynów. Jego prawdziwa wartość leży jednak w tym, że w tym samym regionie znano już gatunki z wcześniejszego triasu i z późniejszego. To dwa punkty na mapie czasu, między którymi ziała dziura. Wiadomo było, że coś musiało tam być, jakieś ogniwo, które połączy te dwie opowieści. Labrujasuchus to może nie jako rewolucja jako taka, ale mocny brakujący element, który po prostu porządkuje historię całej grupy.
Sam zapis kopalny przypomina książkę, z której ktoś po prostu bezlitośnie powyrywał większość stron – i to na chybił trafił, bez żadnego klucza. Paleontolodzy prawie nigdy nie dostają do ręki pełnej historii. Dostają strzępy: kość tu, kawałek czaszki tam, kilka elementów szkieletu rozrzuconych w skale i mnóstwo porównań z tym, co już znaleźli inni. Czasem jednak trafia się miejsce, gdzie w tych samych warstwach leżą formy z wcześniejszego okresu i późniejszego. Wtedy badacze mogą przewidywać, że między nimi powinno być jeszcze coś. Nie zgadują, tylko po prostu wiedzą, że natura rzadko robi skoki przez rozdziały.
Przeczytaj także:
Nazwa gatunkowa expectatus odnosi się właśnie do tej spodziewanej niespodzianki. Z jednej strony zwierzę jest dziwne i zaskakujące, bo wygląda jak bezzębny krokodyli kuzyn przebrany za strusiopodobnego dinozaura. Z drugiej strony jego istnienia można było się spodziewać, bo zapis kopalny sugerował obecność takiej formy pośredniej.
*Wizualizacja wprowadzająca wykonana z pomocą AI



















