Wyłączą miasteczko, by nakarmić centrum danych. Dali im rok
Lake Tahoe kontra Dolina Krzemowa. 49 tys. mieszkańców dowiaduje się, że ich prąd jest mniej ważny niż AI.

W amerykańskim Lake Tahoe - miejscu, które większości kojarzy się raczej z pocztówkowymi widokami, nartami i domkami z kominkiem - 49 tys. mieszkańców właśnie dowiedziało się, że ich dotychczasowy dostawca energii - NV Energy z Nevady - przestanie ich zasilać do maja 2027 r. Powód? Firma potrzebuje mocy… dla centrów danych. Tak, dobrze czytasz. W Stanach Zjednoczonych doszliśmy do momentu, w którym zwykła społeczność przegrywa w walce o prąd z serwerowniami.
Lokalny dostawca energii w Lake Tahoe, Liberty Utilities, od lat kupował około 75 proc. prądu od NV Energy. To była relacja tymczasowa, ale przedłużana raz po raz - aż do teraz. NV Energy ogłosiło, że nie zamierza już dłużej zasilać kalifornijskiego regionu, bo potrzebuje mocy na własnym podwórku.
Czytaj też:
A tam dzieje się dużo
W północnej Nevadzie powstaje dwanaście nowych centrów danych, które według dokumentów planistycznych NV Energy mają wygenerować zapotrzebowanie na 5900 megawatów do 2033 r. To nie literówka. To moc porównywalna z kilkoma dużymi elektrowniami. Do tego Amazon podpisał z NV Energy kontrakt na 700 megawatów „niskoemisyjnej energii”, w tym 100 MW z geotermii, by zasilić swoje operacje w Reno. W skrócie: serwerownie rosną szybciej niż zdolność produkcji energii, a ktoś musi za to zapłacić. W tym przypadku - mieszkańcy Lake Tahoe.
NV Energy oficjalnie twierdzi, że decyzja nie ma związku z boomem na AI, a jest jedynie „naturalnym końcem” wieloletniego okresu przejściowego. Problem w tym, że dokumenty, które trafiły do regulatorów, wskazują jasno: centra danych są jednym z kluczowych czynników.
Co teraz? Wyścig z czasem i z kablami. Liberty Utilities ma niecały rok, by znaleźć nowego dostawcę energii
Nie będzie to łatwe. Sieć przesyłowa, z której korzysta Lake Tahoe, należy do… NV Energy. Teoretycznie ratunkiem ma być nowa linia przesyłowa Greenlink West - inwestycja za 4,2 mld dol. Problem w tym, że ma być gotowa dopiero w maju 2027 r., czyli dokładnie wtedy, kiedy NV Energy odcina Lake Tahoe od prądu.

Według sondażu Gallupa z marca aż 70 proc. Amerykanów sprzeciwia się budowie centrów danych w swojej okolicy. To rzadki przypadek, w którym zgadzają się wyborcy obu partii - jak ujął to cytowany przez New York Times komik z Milwaukee: „najbardziej ponadpartyjna sprawa od czasu piwa”.
Prawie połowa projektów centrów danych w Stanach Zjednoczonych jest obecnie opóźniona lub zablokowana. Powody są zawsze te same: brak mocy, brak pracowników, brak miejsca, brak cierpliwości mieszkańców.
Branża próbuje uciekać w kosmos, ocean i… do twojego salonu
Boom na AI nie zatrzyma się na granicy Stanów Zjednoczonych. Europa już teraz mierzy się z rosnącym zapotrzebowaniem na energię ze strony centrów danych, a Polska - z dynamicznym rozwojem infrastruktury chmurowej. Jeśli w Kalifornii 49 tys. ludzi może zostać postawionych pod ścianą, bo serwerownie potrzebują prądu, to trudno nie zadać sobie pytania: jak podobne konflikty będą wyglądać u nas? Zwłaszcza że polska energetyka już dziś działa na granicy wydolności, a inwestycje w nowe moce wytwórcze idą wolniej niż rozwój usług cyfrowych.
Boom na AI nie jest darmowy. Modele językowe, systemy rekomendacji, generatory obrazów - wszystko to wymaga gigantycznych ilości energii. A jeśli infrastruktura nie nadąża, to zaczynają się trudne decyzje. W Lake Tahoe podjęto ją za mieszkańców.



















