Steve Jobs miałby ubaw. OpenAI porywa się na Apple'a
Integracja chatbota z systemem iOS okazała się finansowym niewypałem dla twórców ChatGPT. Sprawdźcie, dlaczego firma Sama Altmana planuje kroki prawne przeciwko gigantowi z Cupertino

Współpraca między obiema firmami, zaprezentowana podczas konferencji WWDC w czerwcu 2024 r., w założeniach miała przynieść obopólne korzyści. ChatGPT miał zostać zintegrowany z systemami iOS, iPadOS oraz macOS, stając się centralnym elementem takich funkcji jak Siri, Image Playground czy Visual Intelligence (gdzie aparat analizuje otoczenie i wysyła zapytania bezpośrednio do AI).
Ambicje twórców ChatGPT były ogromne. Apple rzekomo przedstawiał tę umowę jako szansę na miarę wielomiliardowego kontraktu z Google na domyślną wyszukiwarkę w przeglądarce Safari. OpenAI liczyło, że dzięki tak potężnej ekspozycji w zamkniętym ekosystemie giganta z Cupertino, zyska miliony nowych subskrybentów, co ostatecznie przełoży się na miliardy dolarów rocznych przychodów.
Skok wiary i bolesne lądowanie
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna i niezwykle daleka od pierwotnych wizji. Zamiast płynnej, głębokiej integracji w systemie, na którą liczyło OpenAI, użytkownicy otrzymali rozwiązanie podstawowe i dość uciążliwe w codziennym użytkowaniu.
Aby uzyskać odpowiedź od chatbota, użytkownicy Siri muszą za każdym razem wyraźnie wypowiedzieć lub wpisać słowo „ChatGPT”. Co gorsza, wyniki wyświetlane w natywnym interfejsie Siri są mocno okrojone i ustępują jakością temu, co oferuje dedykowana aplikacja z App Store.
Choć dodano możliwość wykupienia subskrypcji OpenAI bezpośrednio z poziomu ustawień iPhone'a (od czego Apple oczywiście pobiera standardową prowizję), to ogólny kształt wdrożenia okazał się ogromnym rozczarowaniem, a funkcje zostały pogrzebane głęboko w oprogramowaniu.
Główną przyczyną tego rozdźwięku była legendarna kultura tajemnicy Apple. OpenAI do samego końca nie wiedziało, jak dokładnie będzie wyglądać ostateczna implementacja ich technologii. Jak przyznał jeden z dyrektorów OpenAI, Apple kazał im wykonać skok wiary i po prostu zaufać.
Wewnętrzne dane szybko pokazały, że ten skok zakończył się twardym lądowaniem: użytkownicy w przeważającej większości ignorowali natywne integracje, woląc korzystać z samodzielnej aplikacji. Zakładane zyski z subskrypcji nigdy się nie zmaterializowały, a wewnątrz startupu umowę określono mianem „finansowego niewypału”.
Punkty zapalne: od interfejsu po podbieranie
Związek OpenAI i Apple uległ takiemu pogorszeniu, że twórcy ChatGPT aktywnie przygotowują się do podjęcia stanowczych kroków prawnych. Frustracja osiągnęła punkt krytyczny, a konflikt obejmuje warstwy technologiczne, personalne i strategiczne.
Oto główne osie sporu między gigantami:
- Brak odpowiedniej ekspozycji: OpenAI zarzuca Apple, że nie wywiązał się z obietnicy promocji produktu. Przedstawiciele startupu twierdzą, że zrobili wszystko od strony technicznej, podczas gdy Apple „nie podjął nawet wysiłku”, aby odpowiednio zaprezentować funkcje użytkownikom, ukrywając je za niedogodnościami interfejsu. Próby renegocjacji warunków utknęły w martwym punkcie.
- Podbieranie pracowników: Apple od ponad roku jest wściekły na OpenAI za przejmowanie ich najlepszych inżynierów sprzętowych. Pracownicy ci trafiają do tajemniczego działu urządzeń AI w OpenAI, któremu przewodzi Jony Ive - legendarny twórca wyglądu iPhone'a. Budowanie konkurencyjnego sprzętu rękami byłych pracowników Apple miało ochłodzić relacje.
- Kwestia prywatności: Apple, budujący wizerunek wokół ochrony prywatności, od początku podchodziło do OpenAI z ogromną rezerwą. Brak pełnego zaufania do praktyk firmy Sama Altmana był jednym z powodów, dla których integracja ChatGPT została tak mocno obudowana ostrzeżeniami i wymogami ręcznych potwierdzeń, co zabiło płynność całego doświadczenia.
Widmo pozwu w napiętym kontekście rynkowym
OpenAI nie rzuca słów na wiatr i wynajęło zewnętrzną kancelarię prawną do zbadania swoich opcji. Według informatorów, pierwszym krokiem ma być wysłanie do Apple oficjalnego powiadomienia o naruszeniu warunków umowy.
Startup chce uderzyć w stół bez konieczności natychmiastowego wytaczania ciężkich dział w postaci pełnego pozwu sądowego. Ewentualne dalsze kroki prawne zostaną najprawdopodobniej wstrzymane do czasu, aż OpenAI zakończy wyczerpujący proces, który aktualnie toczy z Elonem Muskiem.
Co ciekawe, wprowadzenie konkurencji do ekosystemu nie jest przedmiotem sporu, gdyż umowa nigdy nie miała charakteru wyłączności. Spodziewana premiera iOS 27 ma przynieść wsparcie dla Google Gemini czy Anthropic Claude za sprawą nowej aplikacji Siri z funkcją Rozszerzeńdla różnych chatbotów.
Paradoksalnie, taka otwarta struktura mogłaby w przyszłości promować ChatGPT lepiej niż obecny model. Równocześnie Apple zabezpiecza swoje tyły, płacąc Google'owi około 3,5 miliardów złotych rocznie za współpracę infrastrukturalną w ramach Apple Intelligence.
Cała sytuacja ma miejsce w bardzo wrażliwym momencie dla firmy Sama Altmana. Boryka się ona z rosnącymi kosztami, tarciami z głównym inwestorem (Microsoftem) i dąży do niezależności w obliczu planowanego debiutu giełdowego. Każdy miliard - w tym ten utracony przez nieudaną umowę z Apple - jest na wagę złota.
Dwie strony medalu. Kto ma rację?
Obecny krajobraz można interpretować na dwa zupełnie różne sposoby.
Z jednej strony sytuacja wygląda dwuznacznie i może sprawiać wrażenie, że OpenAI chwyta się brzytwy. Mierząc się z ogromnymi wyzwaniami finansowymi i wizerunkowymi, atak na tak potężnego gracza jak Apple może być postrzegany jako desperacka próba wyciśnięcia pieniędzy z umowy, która po prostu rynkowo nie zadziałała. Zamiast przyznać, że użytkownicy zwyczajnie wolą ich własną aplikację, OpenAI zrzuca winę na partnera za brak zysków, które być może od początku były jedynie życzeniowym myśleniem i próbą nakręcenia medialnego szumu przed IPO.
Z drugiej jednak strony, wyłania się obraz twórców AI, którzy walczą o swoje prawa w starciu z monopolistą. Apple ma długą i dobrze udokumentowaną historię zamykania partnerów w złotej klatce własnego ekosystemu, obiecywania ogromnych zysków, a następnie marginalizowania usług, gdy przestają być one dla korporacji wygodne. Jeśli Apple faktycznie zataił techniczne szczegóły wdrożenia, narzuciło okrojony interfejs i mamiło startup wizją potężnych zysków, to roszczenia OpenAI są jakoś uzasadnione.
A dlaczego Steve Jobs miałby ubaw? 20 lat temu, gdy Adobe zaczęło podbierać pracowników z Apple, wizjoner wysłał prostą wiadomość do ówczesnego prezesa Adobe:
Adobe rekrutuje pracowników z Apple. Zatrudnili już jedną osobę i dzwonią do wielu kolejnych. Stosuję wobec naszych rekruterów stałą zasadę, że nie rekrutujemy ludzi z Adobe. Wygląda na to, że wy macie inną politykę. Jeden z nas musi zmienić swoje podejście. Daj mi znać, który.



















