REKLAMA

Polskie jezioro znika z mapy. Spuszczają wodę, wszyscy patrzą na dno

Rozpoczęła się kulminacyjna faza spuszczania wody z dużego Jeziora Pilchowickiego. Po 50 latach jezioro zniknie z mapy na kilka lat. Co może kryć dno?

Polskie jezioro znika z mapy. Spuszczają wodę, wszyscy patrzą na dno
REKLAMA

Jezioro Pilchowickie to element zapory zbudowanej w latach 1902-1912 na rzece Bóbr. Pełni dwie funkcje - retencyjną oraz energetyczną, bo poniżej zapory znajduje się elektrownia wodna. Samo jezioro zajmuje obszar około 240 ha, ma pojemność blisko 50 mln m3 wody. Jest największą w Polsce kamienną konstrukcją hydrotechniczną.

Upływ czasu jest bezlitosny, więc zapadła decyzja o remoncie zbiornika, co wiąże się z trudną operacją techniczną. Z Jeziora Pilchowickiego zostanie całkowicie spuszczona woda, a prace potrwają co najmniej dwa lata. Zakładają uszczelnienie konstrukcji, przebudową upustów i modernizację przelewu kaskadowego. Celem jest zapewnienie bezpieczeństwa regionu, bo zbiornik jest ważnym elementem zarządzania kryzysowego na wypadek powodzi.

REKLAMA

Jezioro Pilchowicki znika z mapy. Widok dna przeraża

Stopniowe spuszczanie wody trwa od lutego tego roku, ale właśnie wchodzi w część kulminacyjną, która potrwa od czerwca do lipca, a jej efektem będzie całkowite opróżnienie zbiornika. Jezioro ma głębokość od 40 do 45 m. W pierwszej fazie spuszczania wody obniżono jego poziom do 20 m, ten stan miał umożliwić rybom odbycie tarła. Teraz przechodzimy do fazy końcowej. Poziom wody obniża się z tempem 1 metra na dobę, więc do około 28 czerwca zobaczymy całe dno.

Jezioro stopniowo odsłania kolejne połacie dna i widok jest przerażający. Nie ma tu skarbów, ukrytych map, złota czy srebra zrabowanego podczas wojny. Jest za to dzikie wysypisko śmieci. Dno jest zaśmiecone butelkami, odpadami, oponami, puszkami i wszystkim, co okoliczni mieszkańcy woleli wrzucić do wody, niż wywieźć do PSZOK.

Odsłonięte dno staje się atrakcją turystyczną, bo to jedyna okazja w życiu, żeby przejść się po dnie tego zbiornika wodnego. Spacerujący nic nie robią sobie z ostrzeżeń mówiących o tym, że taka wędrówka może być niebezpieczna, bo pod warstwą osadów mogą znajdować się kamienie, metalowe odpady czy elementy infrastruktury technicznej.

REKLAMA

Najbardziej przeraża mnie sposób traktowania zbiornika przez mieszkańców. Wielkie wysypisko, które pochłania wszystkie odpady. A to przecież dopiero początek, czuję w kościach, że w kolejnych dniach zobaczymy więcej takich obrazków.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-02T21:14:16+02:00
Aktualizacja: 2026-06-02T20:54:51+02:00
Aktualizacja: 2026-06-02T19:27:51+02:00
Aktualizacja: 2026-06-02T18:42:38+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA