REKLAMA

Dziś otrzymaliśmy płatność ostatniej niezapłaconej faktury z 2023 r. Czy ten rak polskiego biznesu kiedyś się skończy?

Ten tekst mógłbym pisać co roku. Z jednym małym zastrzeżeniem - każdego kolejnego roku musiałbym go pisać coraz później. Dekadę temu w marcu, w 2018 r. w kwietniu, a w tym roku dopiero prawie w czerwcu. Czy ten rak toczący polski biznes kiedykolwiek się skończy?

23.05.2024 15.24
Dziś otrzymaliśmy płatność ostatniej niezapłaconej faktury z 2023 r. Czy ten rak polskiego biznesu kiedyś się skończy?
REKLAMA

Odpowiem sam sobie - mam coraz mniejsze nadzieje.

REKLAMA

Dziś jest 23 maja 2024 r. i właśnie dziś udało nam się - po miesiącach ponagleń, próśb i gróźb uzyskać płatność ostatniej niezapłaconej za wykonanie naszych usług faktury wystawionej w grudniu 2023 r. Nie była to zresztą jedyna faktura z 2023 r., o której zapłatę walczyliśmy w maju br. Były to 3 faktury na łączną kwotę powyżej 50 tys. zł. Netto.

Zarobiłem, czyli straciłem

Przyjmijmy na poczet łatwości tego wyliczenia, iż ta ostatnia faktura - wystawiona w grudniu 2023 r., której zdobycie płatności odtrąbiliśmy dziś triumfem - była wystawiona na kwotę 10 tys. zł netto. Jako przedsiębiorca przez 5 długich miesięcy praktycznie kredytowałem tę fakturę na kwotę 4,2 tys. zł.

Skąd taka suma? Otóż do 20 stycznia br. musieliśmy od niej zapłacić 19-proc. podatek dochodowy, czyli 1,9 tys. zł oraz do 25 stycznia 23 proc. podatek VAT, czyli 2,3 tys. zł. Nie dość więc, że nie zarobiliśmy 10 tys. zł, to jeszcze sami musieliśmy wyłożyć 4,2 tys., by księgowo obsłużyć ten wirtualny przychód.

Mówiąc więc wprost - zamiast zarobić 8,1 tys. zł, przez 5 miesięcy byliśmy stratni (dosłownie stratni, bo musieliśmy na obsługę tej faktury wyłożyć pieniądze z własnej kieszeni) 4,2 tys. zł.

Mówimy tu o zaledwie jednej zaległej fakturze. Prawda jest jednak taka, że grubo ponad połowa faktur wystawiana w danym miesiącu w naszym przypadku nie jest płacona w terminie, a 1/3 z nich to zaległości ponad 3-miesięczne. Kwota kredytowania swoich własnych przychodów w wielu miesiącach robi się więc naprawdę niebagatelna, w naszym przypadku idąca w grube setki tysięcy złotych.

Czy to normalne? Nie, to prawdziwy rak polskiego biznesu, który potrafi zabić nawet najlepiej prowadzone przedsiębiorstwa.

Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której w grę wchodzą milionowe faktury przychodowe. Tak jest na przykład w przemyśle ciężkim, który zazwyczaj operuje na gigantycznych kwotach, ale niskich marżach, więc obsługa kilkumilionowych podatków VAT i dochodowych z niezapłaconych faktur przychodowych może być zabójcza dla płynności organizacji. Bo spółka może nie mieć wolnych środków na zabezpieczenie podatków od przychodów.

Urzędy skarbowe bezwzględnie oczekują płatności podatków na czas

Spóźnisz się o dzień z przelewem podatku dochodowego - masz problem. Nie odprowadzisz należnego VAT-u przez miesiąc czy dwa - masz problem gigantyczny. Wpadasz w spiralę odsetek, upomnień, kar. Niszczysz sobie reputację, w przyszłości będziesz miał wielki problem, by uzyskać jakiekolwiek finansowanie pomocnicze, na przykład w postaci kredytu. Urząd nie pyta, czy otrzymałeś płatność za swoją fakturę przychodową. Urząd wymaga przelewu. Natychmiast.

Skąd bierze się problem?

W większości przypadków - ale nie we wszystkich, o czym za moment - tworzy się spirala zaległości.

Weźmy przykład z medialnego podwórka, na którym działa Spider's Web. Naszymi klientami są w dużej mierze domy mediowe i agencje reklamowe, które obsługują lokalne oddziały globalnych firm (oczywiście to dość daleko idące uogólnieniem, ale dobre na poczet niniejszego wywodu). Dom mediowy może podpisywać z nami umowy w dobrej wierze, obiecując na piśmie, że zapłaci 30 dni po terminie wystawienia faktury (nikt już dziś nie marzy o 14-dniowych terminach płatności, jak było z 10 lat temu).

Jednak potem okazuje się, że dom mediowy nie dostał przelewu transzy zadeklarowanego budżetu od lokalnego przedstawiciela globalnej firmy. Z kolei ten polski oddział twierdzi, że nie dostał na czas funduszy od swojej lokalnej europejskiej centrali, a ta europejska centrala nie dostała od spółki-matki, powiedzmy z USA.

Nie ma wtedy znaczenia, że naszym klientem jest de facto dom mediowy i nie powinno nas obchodzić, jakie problemy ma z wyegzekwowaniem przelewu zadeklarowanego budżetu od producenta. To samo może bowiem powiedzieć dom mediowy o europejskiej centrali danego producenta… Jeden tryb w spirali nie zadziała i cały łańcuch pokarmowy się wysypuje.

Niestety zdarzają się też sytuacje patologiczne innego typu

Są bowiem takie podmioty na rynku medialnym, które nie płacą swoim kontrahentom na czas specjalnie. Pomyślmy - wygrywając budżety reklamowe danego producenta, agencje często dysponują dziesiątkami milionów złotych. Zamiast przelewać je wydawcom - oczywiście po odtrąceniu swojej marży - wolą obracać dużą kwotą na rynku finansowym, by na niej zarabiać. Każdy miesiąc opóźnienia w przelewach do podmiotów końcowych może oznaczać grube setki tysięcy złotych dodatkowego zysku.

A wydawcy, czyli podmioty na samym dole łańcucha pokarmowego, nie powiedzą takiej agencji: gdzie jest moja kasa, bo boją się, że utracą ewentualne kontrakty w przyszłości. Godzą się więc po cichu na to, że będą kredytować swoje przychody przez długie miesiące, modląc się, żeby w końcu wszystkie zaległe płatności zostały opłacone.

Od lat słyszymy o tym, że kolejne rządy próbują jakoś rozwiązać problem zatorów płatniczych

Że zmieni się moment konieczności zapłaty podatku VAT z daty wystawienia faktury na datę otrzymania przelewu. Że urzędy skarbowe łagodniej będą traktować przedsiębiorców, którzy nie otrzymują płatności na czas. Tymczasem nic się nie dzieje i problem jest coraz poważniejszy. I to taki, który dotyka wszystkie firmy, niezależnie od wielkości.

Niby w grudniu 2023. informowaliśmy, że Komisja Europejska planuje wdrożyć poprawki do ustawy z 2011 r. o opóźnionych płatnościach. Nowe rozporządzenie miało spowodować, że firmy będą na fakturach podawać termin ich płatności - nie dłuższy niż 30 dni. Za zwłokę przewidziano kary - co najmniej 50 euro za każdą transakcję handlową.

Z kolei w kwietniu br. Bizblog informował, że w 2023 r. UOKiK nałożył na firmy niepłacące na czas zobowiązań kary w wysokości ponad 41 mln zł, aż czterokrotnie więcej niż rok wcześniej.

  • Płacisz podatek dopiero po otrzymaniu zapłaty za sprzedany towar lub usługę, a nie po samym wystawieniu faktury. Taka jest idea kasowego PIT-u, który obiecało Ministerstwo Finansów - pisaliśmy na Bizblogu 26 kwietnia.

Takie rozwiązanie proponował rząd. Ma chronić firmy przed niesolidnymi kontrahentami, którzy spóźniają się z płatnościami. Niestety nas to dotyczyć się będzie, gdyż podstawowym ograniczeniem jest maksymalny poziom przychodów na poziomie ćwierć miliona euro, czyli niecałych 1,1 mln zł rocznie osiągniętych w poprzednim roku. My mamy znacznie wyższe.

My więc będziemy kolejny rok żebrać o zapłatę naszych faktur, kredytujące je ochoczo urzędom skarbowym i ZUS-owi. Aaa, przy okazji poczytamy sobie twitterowych lewicowych aktywistów, którzy ochoczo będą dowodzić, jakie to niskie podatki płacimy i jak to trzeba nam dowalić.

REKLAMA

Więcej o zatorach płatniczych przeczytasz na Bizblogu:

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA