REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Bezpieczeństwo

Dezinformacja po rosyjsku. Wymyślą brednię na każdą okazję

Śledzenie trolli, propagandzistów i pożytecznych idiotów oraz głupot wylęgających się w ich przepranych mózgach chwilami bywa wręcz zabawne. Nowe kłamliwe narracje w polskiej sieci ukazują szlachetne cechy polskojęzycznych internautów: empatię, wiedzę ekonomiczną oraz umiejętność wymyślenia bzdury na każdy temat.

Dezinformacja po rosyjsku
REKLAMA

To już 70. dzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W polskiej sieci trwa też wojna informacyjna, którą prowadzi kremlowska propaganda wraz ze sprzyjającymi jej internautami, trollami i botami. W ostatnich dniach pojawiły się nowe tematy, które poruszyły polską infosferę. Obserwowanie tych wątków pozwala na zrozumienie, co ludzi rusza, jakie haczyki łapią i jak bardzo czasem brakuje im prawdziwych informacji na temat sytuacji.

REKLAMA

Michał Dworczyk autorytetem, a polskie służby pokraką (RACZEJ FAŁSZ)

Jedną ze spraw, która ostatnio wzbudziła zainteresowanie sieci, jest wywiad Roberta Mazurka z szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michałem Dworczykiem. Dziennikarz zapytał go o liczbę uchodźców ukraińskich w Polsce.  - Można szacować, że wojennych uchodźców jest w Polsce między 1,5 a 2 mln. Pozostałe osoby wyjechały dalej na zachód albo cześć wróciła na Ukrainę, bo zaczęliśmy mieć do czynienia z powrotami Ukraińców do kraju - stwierdził polityk, co szybko wzbudziło wątpliwości internautów.

Według danych Straży Granicznej liczba ta jest bowiem wyższa i obecnie wynosi ok. 3,13 mln osób. To dość wyraźna różnica wobec liczb podanych przez Dworczyka, co niektórzy zinterpretowali jako brak kontroli nad sytuacją wewnętrzną w Polsce. Przytaczano argumenty, że jedyną ewidencją uchodźców była liczba logowań ukraińskich kart SIM do polskich sieci komórkowych. Komentujący uwierzyli w słowa Dworczyka, ale zapomnieli, że wypowiada je człowiek, który nie jest w stanie utrzymać kontroli nad własną skrzynką mailową...

Obrazu nieudolnego kraju dodała bzdura znaleziona na Telegramie, która przeniosła się na inne media społecznościowe. Chodziło o zawartość transportu wojskowego z Polski na Ukrainę. Na rosyjskim Telegramie rzekomo znalazły się treści ze szczegółami dotyczącymi tych transportów, co miało wskazywać na nieudolność polskich służb wywiadowczych, które nie potrafiły tych informacji utrzymać w tajemnicy. I gdy już wylano na polskie służby pomyje, okazało się, że rzekome zdjęcia transportów broni pochodzą z Ukrainy i zostały wykonane jeszcze przed wybuchem wojny.

"Polacy głodują, a Ukraińcy jedzą za nasze" (FAŁSZ)

Nie milkną narracje dotyczące tego, jak to Ukraińcy zabierają Polakom chleb, pracę, pieniądze i różne dobra materialne. Ostatnio popularny był wpis dotyczący jadłodajni dla Ukraińców na Dworcu Głównym w Szczecinie.

Dwa tygodnie temu przestała ona działać, bo skończyło się zapotrzebowanie na nią. Po dwóch miesiącach wojny do Szczecina nie przyjeżdża już tak wielu uchodźców. Jak mówi Jacek Janiak, który prowadził jadłodajnię, obecnie do miasta przyjeżdża dziennie ok. 60-65 osób z Ukrainy i nie jest to liczba, dla której trzeba prowadzić całą stołówkę. Została więc ona zamieniona w punkt informacyjny.

I o ile do tej pory wszystko brzmi logicznie, o tyle Jacek Janiak opowiedział o jeszcze jednym zjawisku, które pojawiło się w ostatnich tygodniach działania jadłodajni. Otóż zaczęli do niej przychodzić także Polacy, którzy udawali Ukraińców tylko po to, by zjeść za darmo. Ten wątek podchwyciły (pro)rosyjskie trolle i przeniosły go na Twittera z satysfakcjonującym dla siebie wnioskiem: Polacy głodują i muszą udawać Ukraińców, bo tamci jedzą za nasze. Oczywiście do dezinformacji użyto wyciągniętego z kontekstu jednego fragmentu wypowiedzi.

Ale polskojęzyczni internauci są czujni i wychwycili też jeszcze inną "niesprawiedliwość", a mianowicie zwolnienie Ukraińców z podatku od osób fizycznych (PIT). Skoro są zwolnieni, to pomoc dla Ukraińców będzie się opierała na podatkach od Polaków - proste, prawda? Dla kogoś bez elementarnej wiedzy gospodarczej być może tak. Jeśli jednak ktoś kojarzy cokolwiek z podstaw przedsiębiorczości, to wie, że największe wpływy budżetowe pochodzą z podatku od towarów i usług (VAT), a z niego żaden Ukrainiec... nie został zwolniony.

Internaucie nie dogodzisz (PRAWDA)

Polska infosfera wzięła też na warsztat rzekomą hipokryzję rządu. Krytykował on bowiem Zachód za partnerstwo gospodarcze z Rosją, podczas gdy sam wciąż importował rosyjski gaz. I faktycznie nie brzmi dobrze, ale...

Te same trolle zaczęły jęczeć, gdy pojawiła się informacja o rezygnacji z rosyjskiego gazu. Tu też internauci nie byli zadowolenie z obrotu spraw, bo uznali, że polskie władze nie były gotowe na tę rezygnację, ale z drugiej strony... powinny ogłosić ją jako pierwsze. A więc niegotowi, a i tak za długo się szykowali.

No, nie dogodzisz. Tak samo jak w opinii na temat statusu materialnego. W sieci pojawiły się głosy, jakoby były to osoby mało zamożne, za to mocno roszczeniowe. Jednak równolegle rozlewająca się po sieci druga narracja mówiła o tym, że są to osoby co najmniej o takim statusie jak przeciętny Polak, a mimo to mają się charakteryzować przebiegłością, bo chcą wyłudzać świadczenia socjalne.

Aż dziw bierze, że nie pojawiła się jeszcze jedna narracja - o najbogatszych Ukraińcach. Tu też na pewno jakieś bzdury dałoby się wymyślić zgodnie z rosyjską szkołą propagandy. Nie chodzi w niej bowiem o to, by puścić w sieć informację sprzeczną od prawdy. Najlepiej jest, kiedy puści się kilka różnych narracji na ten sam temat tak, by internauta zgubił się i zgłupiał w tym chaosie informacyjnym. Gdy to się dzieje, ten sam internauta zaczyna czuć niepokój, a gdy go już czuje, może go przemienić w niechęć do Ukraińców.

"Polska stoi za zamachem w Tyraspolu" (FAŁSZ)

Wyjątkowo niepokojące wydają się wpisy o tym, że Rosja oskarża Polskę o zamach w Tyraspolu. Chodzi o serię wybuchów, która miała miejsce w tamtejszym Ministerstwie Bezpieczeństwa. We wpisie zamieszczony został również link do artykułu, który powołuje się na rosyjski serwis Regnum. Artykuł w nagłówku oskarża o zamach "służby Rumunii, Ukrainy, Mołdawii i Polski". W dalszej części artykułu oskarżenia te już się nie pojawiają, lecz zastępuje je zwrot o "zainteresowanych zamachem".

Jednak sam fakt, że pojawił się taki artykuł, może być istotny. W ostatnim czasie w mediach  pojawiały się informacje o tym, że Naddniestrze (graniczące z Mołdawią) jest możliwym  kolejnym  celem  rosyjskiej  agresji. Jak przekonują eksperci z NASK, możliwe, że rosyjskie służby przygotowują się do akcji dezinformującej mającej na celu próbę przerzucenia odpowiedzialności na Polskę lub kraje sojuszu NATO. Może być też próbą włączenia Polski w konflikt zbrojny, kreowania zagrożeń, a więc tym samym budzenia w Polakach lęku i niepokoju.

REKLAMA

Artykuł powstał na podstawie raportu NASK dot. dezinformacji w minionym tygodniu w polskiej sieci.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA