REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Foto

Canon wchodzi w nowy segment aparatów. Oto Canon EOS R7 i R10

Seria Canon EOS R doczekała się kilku genialnych aparatów pełnoklatkowych, a teraz nadszedł czas na coś z niższej półki. Nowy EOS R7 i R10 to dobrze znana bezlusterkowa konstrukcja z nową matrycą formatu APS-C.

Canon EOS R7 i R10. Nowe aparaty
REKLAMA

Canon właśnie robi prawdziwą roszadę w swoim portfolio. Czy pamiętacie jeszcze aparaty bezlusterkowe z linii EOS M? Myślę, że tak, bo kilka z nich było naprawdę świetnymi urządzeniami, które na dodatek były dobrze wycenione. System M całkiem nieźle sprawdzał się też w roli kamer do nagrywania, ale jego piętą achillesową była optyka. Choć obiektywy dostępne w tym systemie były naprawdę ciekawe, to ich liczba pozostawiała dużo do życzenia.

REKLAMA

Następnie historia potoczyła się zupełnie innym torem. Po ogromnym sukcesie aparatów Sony z serii A7 Canon też postanowił wejść w segment profesjonalnych aparatów bez luster. Tak narodziła się seria EOS R, a kolejne modele (na czele z EOS R3, R5 i R6) były bardzo zaawansowanymi konstrukcjami, które lada moment wyślą lustrzanki na zasłużoną emeryturę. System EOS R bazuje na osobnym bagnecie Canon RF, więc powstał dysonans pomiędzy linią M, a R.

Teraz idzie nowe. Canon EOS R7 i R10 zapowiadają nowy kierunek rozwoju.

Nowe bezlusterkowce Canon EOS R7 i R10 wyglądają jak mniejsi bracia modeli R5, czy R6. Pod kątem wyglądu i obsługi są to bardzo zbliżone konstrukcje, ale modele R7 i R10 są wyposażone w matryce formatu APS-C i jednocześnie bagnet RF. To oznacza, że można do nich podpiąć pełnoklatkowe obiektywy Canon RF, a od teraz w ofercie będą się też pojawiać obiektywy RF przeznaczone do matryc APS-C. Bardzo podobny system stosuje obecnie Sony oraz Nikon w swoich bezlusterkowcach.

Tym samym można się spodziewać, że linia EOS M była ślepą uliczką i odejdzie na emeryturę. Canon oczywiście nie przyzna tego wprost, ale trudno zakładać, by firma rozwijała dwie linie bezlusterkowców APS-C, które na dodatek mają inny bagnet, a więc wymagają zupełnie różnych obiektywów.

Canon EOS R7 to bezlusterkowy odpowiednik Canona EOS 7D.

EOS-a 7D nie trzeba przedstawiać osobom, które choć trochę orientują się w portfolio aparatów Canona. Jest to najlepszy korpus z matrycą APS-C, a model EOS R7 jest jego bezlusterkowym odpowiednikiem. Mamy tu stabilizowaną w pięciu osiach matrycę CMOS o rozdzielczości 34,4 MP (efektywnie 32,5 MP), procesor obrazu Digic X i system Dual Pixel CMOS AF II z 651 punktami ostrości pokrywających 100% kadru w pionie i poziomie.

Przy manualnym wyborze z maksymalnym ograniczeniem rozmiaru punktu ostrości mamy do wyboru aż 5915 pól AF. Istne szaleństwo. Nie zabrakło oczywiście trybu śledzenia obiektów, w tym pojazdów, zwierząt i ludzi (głowa, twarz lub oko). Punkt AF wybieramy joystickiem, wokół którego znalazło się kółko nastaw. Aparat potrafi zrobić 15 zdjęć na sekundę przy migawce mechanicznej i 30 przy elektronicznej.

Kadrować możemy w wizjerze EVF o rozdzielczości 2,36 mln punktów, lub na odchylanym na przegubie dotykowym ekranie LCD. Sprzęt oczywiście oferuje też zapis wideo w rozdzielczości 4K przy 60 kl./s lub w Full HD przy 120 kl./s. Całość waży 612 g, a materiały zapisujemy na dwóch kartach SD.

Canon EOS R10 to aparat znacznie prostszy i tańszy.

EOS R10 jest podstawowym modelem w ofercie. Kluczowe punkty specyfikacji to matryca APS-C o rozdzielczości 24,2 MP, system Dual Pixel CMOS AF II, procesor Digic X, wizjer EVF z rozdzielczością 1,04 mln punktów, dotykowy ekran LCD i wideo 4K/60fps (z cropem) oraz 1080p/120fps.

Gdzie w takim razie znajdują się różnice względem EOS-a R7 (poza matrycą)? Przede wszystkim, sensor nie jest stabilizowany mechanicznie, a do dyspozycji mamy tylko stabilizację cyfrową. Do tego cała konstrukcja jest mniejsza i ogołocona z części przycisków, a także z najbardziej zaawansowanych rozwiązań. Aparat potrafi zrobić 15 zdjęć na sekundę przy migawce mechanicznej i 23 przy elektronicznej. Jest tu również tylko jeden slot kart SD. Aparat waży 429 g.

Pojawiają się dwa pierwsze obiektywy EOS RF do matryc APS-C. Niestety nie zachwycają.

Podczas premiery systemu Canon EOS R producent poszedł w absolutnie szalone, bezkompromisowe obiektywy o ogromnej jasności. Mieliśmy 50 mm f/1.2 jak i niezwykły zoom 28-70 mm ze stałym światłem f/2.0. Był to wręcz szokujący pokaz inżynierii optycznej.

W przypadku nowych konstrukcji z półki APS-C zabrakło takiego mocnego uderzenia. Na start dostajemy tylko dwa obiektywy, a obe to zoomy o bardzo lichej jasności. Są to:

  • RF-S 18–45 mm F4.5–6.3 IS STM,
  • RF-S 18–150 mm F3.5–6.3 IS STM

Jak widać, obiektywy do aparatów APS-C będą nosić oznaczenie RF-S. Możemy jednak podłączyć do nowych korpusów również obiektywy pełnoklatkowe (RF), choć wówczas trzeba pamiętać o tym, że zapewnią one sporo mniejszy kąt widzenia niż na aparatach pełnoklatkowych.

Ceny są wyższe, niż sądziłeś.

Korpus Canon EOS R7 będzie kosztował 7000 zł. To naprawdę sporo jak na aparat klasy APS-C, nawet jeśli mówimy o topowej konstrukcji tej klasy. Pojawi się też zestaw EOS R7 + RF-S 18–150 mm F3.5–6.3 IS STM w cenie 9000 zł. Sprzęt trafi na polskie półki sklepowe w czerwcu.

Cena Canona EOS R10 wypada znacznie lepiej. Korpus wyceniono na 4600 zł. Do tego pojawią się dwa zestawy z obiektywami:

  • EOS R10 + RF-S 18–150 mm F3.5–6.3 IS STM: 6600 zł
  • EOS R10 + RF-S 18–45 mm F4.5–6.3 IS STM: 5200 zł

Sprzęt trafi na polskie półki sklepowe w lipcu. Z kolei obiektywy wyceniono następująco:

REKLAMA
  • RF-S 18–45 mm F4.5–6.3 IS STM: 1650 zł
  • RF-S 18–150 mm F3.5–6.3 IS STM: 2600 zł

Tym samym Canon EOS R10 staje się najtańszym aparatem linii EOS R, ale pamiętajmy, że podstawowy pełnoklatkowy model EOS RP kupimy za niewiele więcej, bo za 4900 zł.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA