REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. technologie
  3. Technologie
  4. Biznes

Praca od 9 do 17 bardziej motywuje. Są na to badania

Tradycyjny 8-godzinny dzień pracy w wielu firmach wyleciał przez okno, gdy rozhulała się pandemia. Normowane godziny, czyli pokłosie rewolucji przemysłowej i konieczności regulacji czasu pracy w fabrykach, nijak mają się do nowoczesnego społeczeństwa, pracującego cyfrowo i – coraz częściej – zdalnie. Badania dowodzą jednak, że elastyczne godziny pracy mają negatywny wpływ na naszą motywację.

Jaki laptop dla fotografa? Microsoft Surface Book 2 15"
REKLAMA

Pracuję z domu od 7 lat i przez większość tego czasu moje godziny pracy były kompletnie nienormowane. I choć obecnie w strukturze Spider’s Web mamy w miarę regularne godziny celem lepszej organizacji pracy, tak gros mojej (oraz moich kolegów i koleżanek) pracy obydwa się w godzinach nie takich, jak zarządza jakiś arbitralny system, lecz takich, które najlepiej odpowiadają mojemu rytmowi dnia i poziomom energii.

REKLAMA

Po wybuchu pandemii wiele przedsiębiorstw przeszło na model zdalny, a gdy okazało się, że pracując zdalnie nie sposób utrzymać sztywnych ram godzinowych, bo ustawicznie wtrąca się proza życia, niektóre firmy pozwoliły swoim pracownikom działać w nieco bardziej elastyczny sposób. Mówiąc inaczej, dla wielu pracodawców przestało się liczyć to, żeby pracownik przesiedział 8 godzin ciurkiem przy biurku, ale żeby rozłożył sobie pracę tak, jak mu pasuje – byleby na koniec dnia norma godzinowa, stanowiąca podstawę do wypłaty, się zgadzała. Nie mówię tu oczywiście o przedsiębiorcach i przedstawicielach wolnych zawodów, bo oni tak czy inaczej mają nienormowany czas pracy, ale to temat na zupełnie odrębny tekst.

Osobiście preferuję pełną swobodę godzinową. Pozwala mi to dostosować pracę nie tylko do życia, ale też do wolnych zasobów w mózgu. Dla przykładu – z rana najlepiej mi się pisze, bo mam wtedy jeszcze względnie czysty umysł, niezasnuty mgłą codzienności. Żona śpi, zwierzęta śpią, nikt mi nie przeszkadza w pracy. Po południu z kolei bardzo trudno wykrzesać z siebie jakąś kreatywność, więc jeśli tylko mogę, wolę poświęcić ten czas na pracę raczej mechaniczną, np. obróbkę zdjęć, która nie wymaga ode mnie przesadnego wytężania mózgu. Wieczorem z kolei pokłady energii wracają, więc mogę przeznaczyć ten czas albo na dalsze pisanie, albo na obróbkę wideo. Takie „sprinty” są dla mnie o wiele bardziej efektywne niż maraton ośmiogodzinnego wysiadywania dupogodzin przed komputerem, z czego połowa to próba zebrania myśli. Co więcej, lubię też czasami pracować w weekendy i dni wolne. Nie dlatego, że nasłuchałem się Gary’ego Vee i innych guru produktywności, którzy od lat wbijają nam do głów, że jeśli nie wstajesz o 6:00 w niedzielę, to jesteś przegrywem i nic w życiu nie osiągniesz, ale dlatego, że w weekend jest się po prostu łatwiej na pracy skupić – choćby dlatego, że na skrzynkę mailową nie wpada pięćdziesiąt wiadomości na godzinę.

Okazuje się jednak, że nie każdy pracuje lepiej mając swobodę godzin. Tradycyjny, liniowy system pracy ma też swoje korzyści.

Praca 8 godzin dziennie jest bardziej motywująca niż praca hybrydowa. Są na to badania.

Badania przeprowadzone przez naukowców z instytutu nauk behawioralnych Uniwersytetu Corell dowiodły, że elastyczne godziny pracy i praca w dni, kiedy wszyscy inni mają wolne, negatywnie wpływa na naszą motywację do pracy.

Badacze przeprowadzili szereg eksperymentów społecznych na grupach studentów i pracowników. Dla przykładu, podchodzili do studentów uczących się w dzień wolny i jednej grupie przypominali o tym, że jest święto, a drugiej nie. Potem przeprowadzali wywiad odnośnie do motywacji do pracy i zadowolenia z efektów. Okazało się, że ci, którym przypomniano o tym, że uczą się w dzień wolny, byli o 15 proc. mniej zadowoleni ze swojej pracy.

Sprawdzili również, czy proste przypomnienie o święcie narodowym, wyświetlone w kalendarzu, wpłynie jakoś na zadowolenie z pracy. Okazuje się, że wystarczy taki drobiazg, by wpłynąć na percepcję 9 proc. badanych odnośnie ich zadowolenia z pracy. Badano również zaangażowanie i motywację do pracy w dzień roboczy i w dzień wolny. Ponownie, w dzień wolny od pracy zaangażowanie było niższe, pomimo tego, iż grupa badanych wykonywała z grubsza te same czynności.

Autorzy badania upatrują przyczyny tego stanu rzeczy w koncepcji wspólnego czasu wolnego; nie chodzi bowiem o to, że trzeba pracować w jakiś konkretny dzień i o konkretnych godzinach, ale o to, żeby nie pracować wtedy, kiedy nie pracują nasi bliscy i znajomi. Kiedy pracujemy, podczas gdy inni odpoczywają lub spędzają czas na dobrej zabawie, nasza motywacja do pracy spada. I odwrotnie, gdy pracujemy w godzinach, w których pracują też inni, zadowolenie z pracy jest wyższe. Z tego względu autorzy badania sugerują np., aby tworzyć wspólne „dyżury weekendowe” w firmach, zamiast zlecać zadania pojedynczym pracownikom. Badacze z Uniwersytetu Corell ponownie przypominają też o tym, jak ważne jest oddzielenie życia od pracy, czyli osiągnięcie work-life balace i zwracają uwagę na to, by menedżerowie starali się zapewnić takie środowisko pracy swoim podwładnym, by można go było osiągnąć. To szczególnie istotne w środowisku pracy cyfrowej, gdzie ciągle jesteśmy online i na wyciągnięcie ręki. Nic dziwnego, iż decydenci pracują nad przepisami, które umożliwią pracownikom odcięcie się od swojego miejsca pracy po godzinach, tak, aby szef nie mógł zasypywać ich mailami w weekendy i na wakacjach.

Work-life balance w pracy hybrydowej? Próbuję, ale dotąd się nie udało.

REKLAMA

Znalezienie równowagi między życiem zawodowym i prywatnym jest wyzwaniem, z którym zmaga się chyba każdy, kto angażuje się w swoją pracę nieco bardziej niż w minimalnym stopniu. Osobiście od blisko 7 lat próbuję i wciąż moje starania to raczej work-work balance, niż work-life balance (choć od pewnego czasu zacząłem dawać sobie bezwzględnie wolne soboty, co uważam za mały prywatny sukces).

Uważam również, że brak motywacji do pracy w nienormowanych godzinach to nie kwestia elastyczności godzin samych w sobie, ale właśnie trudności z oddzieleniem pracy od życia, gdy ram zawodowych nie wyznacza twardy plan siedzenia w biurze od 9 do 17. Łatwo też popaść w pracoholizm, gdy nikt nie mówi nam, kiedy powinniśmy skończyć. Nie pytajcie, skąd wiem.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA