1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Motoryzacja

Wydali 90 mln na nowe tory. Jest problem: nie pojadą po nich nowe pociągi

Kończy się bardzo ważna inwestycja, z której skorzystają podróżujący pomiędzy Lublinem a Warszawą. Sęk w tym, że pod względem połączeń mamy powrót do czasów sprzed remontu – a miało być inaczej.

pociąg

Po przebudowie odcinka linii kolejowej Lubartów – Parczew 12 grudnia pociągi wrócą na trasę pomiędzy miastami – informuje portal Rynek Kolejowy.

Fragment trasy reszcie kraju może niewiele zdradzać, więc dodajmy, że chodzi o istotną część podróży pomiędzy Warszawą a Lublinem.

Trasa jest ważna, bowiem pozwala dojechać do Warszawy lub Lublina mieszkańcom Lubartowa, Parczewa czy Łukowa. Obecnie pomiędzy stolicą a Lublinem pociągi kursują głównie przez Dęblin oraz Puławy, jadą więc innymi torami. Z kolei wspomniana trasa ze względu na remont zajmuje... ponad 4 godziny.

Pod tym względem remont i powrót pociągów okaże się zbawienny – przejazd skróci się o kilkanaście minut względem tego, co było przed inwestycją, i zajmie ok. 2 godziny i 20 minut. To jeszcze jeden dowód na to, że nie zawsze potrzebujemy pociągów sunących 300 km/h, żeby szybciej dojechać z miasta do miasta.

W ramach inwestycji powstały też nowe przystanki - w Berejowie i Laskach – przebudowano 13. przejazdów kolejowych czy wymieniono urządzenia sterowania ruchem. Czego ten 90 mln zł remont nie zmieni? Rynek Kolejowy podkreśla, że nie dojdą nowe połączenia, a to przecież także coś, na co czekają pasażerowie.

Nowe pociągi to nie wymysł

Sama spółka PLK zapowiadała, że remont „przełoży się na lepszą ofert kolejowych podroży”. Tymczasem w rzeczywistości sytuacja nie różni się od tej sprzed początków prac. Linie obsłuży TLK i Polregio, tak jak to było wcześniej.

Na razie realizujemy przewozy z Lublina, przez Lubartów do Parczewa. To jest dokładnie 6 par pociągów w ciągu dnia. Nas i pasażerów to nie satysfakcjonuje. Chcemy prosić pana marszałka, który jest organizatorem przewozów, o dołożenie 4 par pociągów i przedłużenie przejazdu do Łukowa. Chcemy doprowadzić do co najmniej 10 par pociągów z Lublina, przez Lubartów i Parczew aż do Łukowa. A stamtąd Koleje Mazowieckie zabierają pasażerów do Warszawy – tłumaczy cytowany przez Rynek Kolejowy Artur Martyniuk, prezes zarządu POLREGIO.

Oczywiście lepiej wyposażone perony, bezpieczniejsze linie to rzecz jasna ważne elementy wpływające na podróż. Pasażerowie czekają jednak przede wszystkim na nowe, częstsze połączenia.

Jeśli pociąg ma być alternatywą dla samochodów musi pozwalać na wygodny dojazd. Przez lata o tym zapominano i koleje w Polsce były marginalizowane, co świetnie (choć boleśnie) opisał Karol Trammer w książce „Ostre cięcie”.

To nie tylko efekt propagandy kolejnych ministrów, dyrektorów i prezesów spółek kolejowych, ale również skutek celowej polityki polskich rządów, niezależnie od opcji politycznej. Polscy decydenci - wbrew światowym trendom i eksperckiej wiedzy - przyjęli sobie za cel likwidację „nierentownej” infrastruktury, odbierając całym miastom i miasteczkom ich „okno na świat” – brzmi opis książki.

Dziś polskie koleje się zmieniają: mamy ładniejsze dworce, wygodniejsze i nowocześniejsze pociągi. Potrzebujemy teraz inwestycji w nowe linie. Pewnie czasami pasażerowie woleliby odjeżdżać z prostszych, mniejszych przystanków niż oglądać jedno połączenie z wypasionego dworca.

Można się cieszyć, że niebawem pociąg zabierze nas do miasta miłości czy na wakacje do Chorwacji. Ale musi być nie tylko wakacyjną przygodą, a czymś, co będzie stanowić codzienność.