1. SPIDER'S WEB
  2. Tech
  3. Technologie
  4. Zakupy

Jak zaparzyć dobrą kawę? Przykro mi, ale większość z nas pije ją źle

parzenie kawy

Jak zaparzyć dobrą kawę? Jakie błędy najczęściej popełniamy podczas tego procesu? Na co zwrócić szczególną uwagę? Dziś Międzynarodowy Dzień Kawy i z tej okazji podpowiadamy, co zrobić, żeby kawa była dobra.

Jeśli smakuje, to nie ma w tym niczego złego, ale… parafrazując pewnego piwnego blogera, życie jest zbyt krótkie, by pić niedobrze zaparzoną kawę – a także, by nie zdawać sobie z tego sprawy. Podpowiadam, co zrobić, w sposobie parzenia kawy, żeby to zmienić, ponieważ sam popełniałem przez lata podstawowy błąd.

Co jest najważniejsze w kawie? Niektórzy odpowiedzą, że sama kawa, najlepiej z Włoch i nietania. Odpowiedź niby dobra, ale nie do końca. Po pierwsze włoskie espresso wcale nie jest najlepsze (tylko dobrze się kojarzy, bo z wakacjami), a po drugie cena nie zawsze gra główną rolę. Dlatego popularna tu i ówdzie kawa Luwak to zwykłe oszustwo, na dodatek męczenie biednych zwierząt. Więcej wrażeń zapewni Geisha, ale tak naprawdę nie trzeba szukać egzotycznie brzmiących nazw. Polskie palarnie mają w ofercie świetne ziarna.   

No właśnie: ziarna. Dobra kawa to świeża kawa, dlatego najlepiej mielić ją samemu przed zaparzeniem. Z tego też powodu niektórzy powiedzą, że kluczem do dobrej kawy w domu jest młynek. Kiedy wchodziłem w świat alternatywnych metod parzenia, naczytałem i nasłuchałem się, że młynek jest ostatnią rzeczą, na której się oszczędza.

Oczywiście nie posłuchałem dobrych rad i kupiłem jeden z tych tańszych

Na początku nie żałowałem. Kawa smakowała inaczej – lepiej! Była kwaśna, dawało wyczuć się aromaty, które wymieniła palarnia na opakowaniu. Ale wraz z każdymi kolejnymi parzeniami odczuwałem, że coś jest nie tak. Czasami napar był zbyt gorzki, innym razem bez smaku.

Alternatywne metody parzenia kawy

Nic dziwnego. Tanie młynki mielą kawę nierówno, przez co proces parzenia bywał loterią. Kawa rzecz jasna smakowała mi lepiej niż pita wcześniej „zalewajka” albo, co gorsza, rozpuszczalka, ale nie było to, co dostowałem w kawiarni.

Nie miałem oporów z wydaniem większej sumy na porządny młynek, bo już byłem wkręcony w świat kawy speciality.  Zalety smakowe szły w parze z gadżeciarstwem. A to nowe urządzenie do parzenia, a to inne filtry, wagi, a to specjalny czajnik nie tylko z odpowiednią szyjką, ale też regulacją temperatury. To niesamowite, że tak samo zmielone ziarna mogą smakować inaczej zalewane wrzątkiem, a inaczej, gdy woda ma 86 stopni!

Straciłem głowę dla kawowych gadżetów, a zapomniałem o najważniejszym

O wodzie. To właśnie odpowiedź na zadane na początku tekstu pytanie. Woda jest najważniejsza, bo to ona stanowi największą zawartość kawy. Niby logiczne, ale jednocześnie wcale nie tak oczywiste.

Oczywiście byłem świadomy, że woda musi być przefiltrowana. Zwykły dzbanek nie zawsze jednak robił robotę. Te same ziarna w kawiarni smakowały inaczej niż u mnie. Kwestia umiejętności, sekretów baristy? Pewnie też, ale nie przez przypadek kawiarnie albo montują zaawansowane wodne systemy, albo np. kupują zgrzewki odpowiedniej wody źródlanej. Chodzi o powtarzalność, ale też skład wody, który pozwala na wydobycie wszystkich walorów smakowych ze zmielonych ziaren.

Robiąc kawę w ten sam sposób u siebie w domu i u rodziców uzyskiwałem dwa zupełnie inne napary. Jedyną różnicą była woda, która w znaczący sposób potrafiła zmienić kawę. Czasami zaskakując, uwypuklając niewyczuwalne wcześniej aromaty, ale przy innych ziarnach całkowicie je przykrywając, przez co napar wychodził nijaki.

Kombinowałem z filtrami, próbując znaleźć idealny pod moją wodę w kranie. Efekty jednak były niezbyt zadowalające. W końcu jednak stwierdziłem, że kawowe gadżeciarstwo cieszy oko, a z każdą kolejną ceramiczną filiżanką kawa faktycznie smakuje lepiej, ale trzeba wrócić do źródeł i zadbać o najważniejszą kwestię.

Na rynku jest mnóstwo sposobów na filtrowanie wody, ale światek kawowych entuzjastów postawił na Peak Water, finansując powstanie projektu na Kickstarterze. Na pierwszy rzut oka to jeszcze jeden dzbanek filtrujący, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Peak Water

W tym przypadku jest to dwukomorowy filtr. Jak pisze dystrybutor dzbanka:

W głównej komorze zastosowano wysokiej jakości żywice jonowymienne, które mają zdolność całkowitego usuwania minerałów z wody. Druga komora obejściowa zawiera tylko węgiel, który zwalcza wszelkie niepożądane związki organiczne, ale pozwala na przejście pożądanej ilości minerałów pozytywnie wpływających na proces parzenia kawy (takich jak wapń oraz magnez) i ponowne połączenie świeżo zmiękczonej wody z komory głównej.

Najważniejsze jest jednak to, że dzbanek Peak Water pozwala samemu ustawić, czy chcemy pić wodę twardą, czy miękką. W zestawie znajduje się pasek testowy do pomiaru pH, który pozwala ustalić, jaka jest nasza kranówa.

Dostosowanie wody to największa zaleta Peak Water

Zrobiłem pomiar, przefiltrowałem wodę, zaparzyłem kawę i… byłem zachwycony

To zupełnie inny napar! Bardzo trudno pisać o smaku, ale najważniejszą cechą kawy było to, że była ona… czysta. Dokładnie takie same wrażenia mam pijąc dobrą kawę w dobrej palarni – że czuć to, co powinno być, bez żadnych niepożądanych zakłóceń.

Zresztą samo wypicie wody prowadziło właśnie do takich wniosków – jakbym pił wodę źródlaną z butelki. Lubiłem swoją wcześniejszą filtrowaną wodę, ale ta smakuje mi jeszcze bardziej.

Co ważne, fakt, że mogę ustawić, jaka powinna być woda (bardziej twarda czy miękka) sprawia, że otwiera się pole do nowych kawowych eksperymentów. Czyli czegoś, co w kawie lubię najbardziej. Jest… naturalna. Tak, to najlepiej pasujące słowo.

Wielu może zadać pytanie: po co mi dzbanek za 250 zł, skoro piję zalewajkę albo zwykłą herbatę?

Może właśnie po to, żeby odkryć, że to, co znajduje się w kubku, nie musi być tylko zwykłym „pobudzaczem”. Jakość wody ma znaczenie i pewnie wielu widzi to codziennie: ciemna plama unosząca się na powierzchni herbaty to właśnie znak, że wasza woda jest zbyt twarda.

Uwierzcie mi, że kawa potrafi zaskoczyć na tysiące różnych sposobów. Można ją łączyć z innymi płynami – na pewno słyszeliście o espresso tonic – można ją leżakować w beczkach po mocnych alkoholach, można poddawać ją przeróżnym obróbkom. Na jej smak wpływa nie tylko kraj pochodzenia czy wysokość upraw, ale znacznie więcej czynników, które warto odkrywać.

Z okazji Międzynarodowego Dnia Kawy zachęcam właśnie do eksperymentów. Nie od razu trzeba rzucać się na kwaśne dripy z Kenii. Czasami wystarczy kawiarka, świeżo zmielone ziarna, by dostrzec, że kawa może smakować inaczej. A potem świat stoi przed wami otworem: metody alternatywne, różne sposoby parzenia, gadżety i tak dalej, i tak dalej. Tylko nie zapomnijcie o wodzie – ona też może smakować inaczej. Lepiej.