Kosmos  /  News

Nie trzeba wysyłać teleskopów w kosmos. Wystarczy podczepić je do dużego balonu

zderzenie galaktyk

Wyobraźcie sobie coś pomiędzy teleskopem naziemnym a teleskopem kosmicznym. Taki obiekt już w kwietniu 2022 r. może rozpocząć obserwacje.

Zarówno teleskopy naziemne, jak i kosmiczne mają swoje plusy i minusy. Budując teleskop na Ziemi, można zbudować radioteleskop o średnicy 500 m (FAST, Chiny), można także zbudować pojedyncze zwierciadło teleskopu o średnicy 39 m (ELT, Chile). Taki teleskop można bez żadnego problemu bezustannie serwisować i modernizować, podłączać do niego różne odbiorniki i uzyskiwać nowe wyniki. Problem jednak w tym, że światło wpadające do teleskopu jest już przefiltrowane przez atmosferę ziemską, przez co teleskop nie jest w stanie zobaczyć wielu obiektów.

Teleskopy kosmiczne mają z kolei tę przewagę, że atmosfera nie stanowi dla nich absolutnie żadnego problemu. Mogą obserwować wszechświat w pełnym zakresie widmowym. Ich minusem z kolei jest fakt, że teleskop po wyniesieniu w kosmos zdany jest sam na siebie. Aktualnie nie dysponujemy żadnym statkiem, który pozwoliłby w razie czego dolecieć do teleskopu, wymienić wadliwy komponent i przywrócić do pracy. Najlepszym przykładem może być ostatnia usterka Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Gdyby nie udało się zdalnie przełączyć teleskopu na zapasowy komputer, moglibyśmy już mówić o zakończeniu misji kosmicznego obserwatorium. To samo dotyczy się Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, który po wyniesieniu w kosmos trafi do punktu oddalonego od Ziemi o 1,5 mln km. Jeżeli podczas otwierania jego zwierciadła dojdzie do jakiejś nieprawidłowości, ostatnie 25 lat prac rozwojowych obrócą się w pył. Nie ma tutaj miejsca na pomyłkę.

I wtedy wchodzi SuperBIT cały na biało

Podczas spotkania astronomów zorganizowanego przez Królewskie Towarzystwo Astronomiczne zaprezentowano projekt teleskopu SuperBIT, który miałby unosić się nad 99,5 proc. atmosfery ziemskiej i stamtąd obserwować wszechświat. Teleskop miałby utrzymywać się tam dzięki wypełnionemu helem balonowi o rozmiarach boiska do piłki nożnej.

Według projektu opracowywanego wspólnie przez NASA i Kanadyjską Agencję Kosmiczną teleskop mógłby precyzją zdjęć przewyższać nawet Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Co więcej, ewidentnie prace nad teleskopem są już zaawansowane, bowiem miałby on rozpocząć obserwacje już w kwietniu 2022 r.

Teleskop SuperBIT przed wyniesieniem w górne warstwy atmosfery. Źródło: University of Toronto

Teleskop ma charakteryzować się zwierciadłem o średnicy 50 cm i prowadzić obserwacje z wysokości 40 km nad powierzchnią Ziemi. Choć może się to wydawać kontrintuicyjne, testy przeprowadzone w 2019 r. wykazały, że SuperBIT potrafi niezwykle precyzyjnie utrzymywać orientację w przestrzeni, uzyskując precyzję na poziomie 1/36000 stopnia przez ponad godzinę.

Inżynierowie odpowiedzialni za projekt teleskopu przekonują, że dzięki wykorzystaniu nowatorskich balonów helowych, teleskop będzie w stanie utrzymywać się w górnych warstwach atmosfery przez wiele miesięcy, obserwując bezustannie nocne niebo nad nocną stroną wirującej pod nim planety. Pierwszym jego zadaniem będzie obserwowanie procesów łączenia się galaktyk.

To brzmi zbyt dobrze, aby było prawdziwe. SuperBIT stanowi fascynującą opcję dla przyszłych pokoleń astronomów. Jak zauważają pomysłodawcy, wysłanie teleskopu w górne warstwy atmosfery jest niemal tysiąc razy tańsze od wysłania teleskopu kosmicznego, balony nie emitują podczas startu szkodliwych związków chemicznych, a w razie czego można go po prostu ściągnąć na Ziemię w celu modernizacji czy serwisowania. Czyste złoto.