Tech  /  News

Co poszło nie tak? 98 lat temu myślano, że w 2022 r. będziemy pracować dwie godziny dziennie

Picture of the author
131 interakcji
dołącz do dyskusji

Ciekawe, co ze współczesnej perspektywy bawi bardziej: wizja świata pełnego abstynentów czy jednak śmiesznie krótki dzień pracy. Niektóre przewidywania, o których w 1923 roku pisał krakowski „Ilustrowany Kuryer Codzienny” raczej się nie sprawdziły, ale znalazły się też takie będące strzałem w dziesiątkę.

Na okładce piątkowego wydania „IKC” z 9 lutego 1923 roku zamiast przyszłości, czytelnicy zobaczyli współczesne dokonania nauki. „Odkrycia w grobie Farona w Egipcie”, krzyczał nagłówek, a ręcznie rysowana ilustracja przedstawiała wnętrze grobu ze znajdującymi się w nim skarbami.

Na kolejnych stronach przeczytać można było też o niezwykłym urządzeniu, z którego korzystał angielski król. Sprzęt sprawiał, że władca mógł siedzieć w swoim gabinecie, a jego głos i tak słyszalny był w Hyde Parku. „Chcąc być słyszalnym, użyje długiej tuby zakończonej amplifikatorem, wzmacniającym głos niezliczoną ilość razy” – opisywał dziennikarz.

Dlaczego jednak o polskiej gazecie z XX wieku w ogóle piszemy? Jak zauważył na Twitterze Michał Kowalówka, to właśnie w tym numerze pojawiła próba przewidzenia tego, jak będzie wyglądał świat za 100 lat.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny” streścił jeden z artykułów „amerykańskiej gazety”, której dziennikarze przepytali kilka ważnych osobistości, jak może wyglądać świat w 2022 roku.

Równouprawnienie, degeneraci pijący po kątach i krótki dzień pracy

I tak „król kinematografu”, czyli niejaki „Pan Griffith” – najpewniej chodziło o Davida Warka Griffitha, uznawanego za ojca techniki filmowej – uważał, że książek i gazet nie będzie się drukować. Wyświetlane będą na ekranie kinematograficznym. Przy pomocy ekranu odbywać miała się też edukacja. W dobie pandemii, kiedy po miesiącach przerwy uczniowie wrócili do szkół, taka wizja wydaje się być przerażająco prorocza. Oby tylko Griffith nie został dziś zaliczony do grona tych, którzy już dużo wcześniej wiedzieli o koronawirusie…

Ale tak już poważnie mówiąc, to przewidywania okazały się całkiem trafione. Wprawdzie papierowe gazety i książki dalej się ukazują, ale mamy e-booki, czytniki czy e-prasę, a praca i nauka zdalna za pomocą internetu jest możliwa.

Inżynier Walter N. Polakow zapowiadał z kolei, że w ciągu najbliższych stu lat świat zrezygnuje z nafty i węgla. Cóż, w Polsce wciąż do tego daleka droga, ale nie tylko u nas to czarne złoto.

Postęp miał też wpłynąć na czas pracy, skracając go z ośmiu do raptem dwóch godzin dziennie

Taka wizja przyszłości nie była wówczas odosobniona. W podobne efekty wierzył choćby ekonomista John Maynard Keynes. W swoim eseju z 1928 roku wyobrażał sobie świat za 100 lat i maksymalnie trzy-godzinny dzień pracy. Problemem ludzi przyszłości miała być wszechogarniająca nuda, spowodowana tym, że nie trzeba będzie siedzieć w biurach i fabrykach.

A pamiętacie Jetsonów? Głowa rodziny narzekała w bajce, że pracowała aż dwie godziny! Oczywiście popularna kreskówka to już nieco nowsza rzecz niż przewidywania opisane przez „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, ale tak: mieliśmy pracować krócej. Coś poszło nie tak i np. Polacy są jednym z najbardziej przepracowanych narodów, spędzając w pracy 1792 godzin rocznie.

Innym specyficznym optymistą był Winifred G. Henderberg, który prorokował, że jeśli do 2022 nie dojdzie do wojny światowej, to świat będzie żył w zgodzie i pożegna się z ubóstwem. Te przewidywania do kosza można było wyrzucić już we wrześniu 1939 roku.

Alkohol tylko dla degeneratów

Przedstawicielka ligi antyalkoholowej, co wcale nie dziwi, szczerze wierzyła w to, że w 2022 r. „tylko kilku rzadkich degeneratów po kryjomu będzie spożywać to, co świat uważać będzie wówczas za truciznę”.

Z kolei kobiety udzielające się w ruchach na rzecz poprawy kobiet miały nadzieję, że te w przyszłości będą równe mężczyźnie, a obowiązki domowe wykonywane będą przez przeróżne wynalazki. Poniekąd tak się dzieje, ale akurat w temacie równouprawnienia ciągle jest wiele do zrobienia.

Dojść miało też do ekspansji języka angielskiego. To wszystko za sprawą „rozwiniętych środków transportu” – przekonywał były komendant jednej z amerykańskich dywizji.

Gdzie się podział ten optymizm?

Nawet jeśli naiwne, nawet jeśli się nie sprawdziły, to i tak tego typu przepowiednie są bardzo ciekawe. Pokazują, że społeczeństwa, które żyły w powojennym świecie zachłysnęły się technologiami i możliwościami, jakie te mogą dać. Cios przyszedł stosunkowo szybko, w postaci dwóch zbrodniczych systemów, które doprowadziły do kolejnej wojny światowej.

Pamiętamy też filmy science-fiction, pełne technologii, o których się marzyło. Dziś przed nowinkami technologicznymi raczej się ostrzega niż oczekuje. Brakuje śmiałych wizji jak latające samochody.

Niby Elon Musk czy Jeff Bezos zapowiadają loty w kosmos – a ten pierwszy nawet ludzką kolonię na Marsie – i chociaż startom ich rakiet towarzyszy duża ekscytacja, to gdzieś kryje się poczucie, że najpierw powinno zadbać się o problemy na Ziemi. A tych jest tak dużo i są tak poważne, że większość zdaje sobie sprawę, że technologia ich nie rozwiąże. Niestety.