Kosmos  /  News

Szef NASA ciśnie Chińczykom. Elon Musk uważa, że to głupoty

Szef NASA ciśnie Chińczykom. Elon Musk uważa, że to głupoty

Rzadko zgadzam się z Elonem Muskiem, ale tym razem muszę przyznać mu rację. W środę podczas wystąpienia w Kongresie Bill Nelson przekonywał, że powinno się na stałe wprowadzić zakaz współpracy naukowców ze Stanów Zjednoczonych z naukowcami zajmującymi się kosmosem w Chinach. To chyba objaw jakiejś paranoi.

Bill Nelson jako nowy administrator NASA po raz kolejny - jak to robi od początku swojej kadencji - skupiał się na zagrożeniu ze strony chińskiego programu kosmicznego. Wbrew temu jednak na co nieśmiało wskazują naukowcy, jest on przekonany, że obowiązująca od 2011 r. ustawa Wolfa (Wolf Amendment), która zabrania jakiejkolwiek współpracy NASA z przedstawicielami chińskiego sektora kosmicznego, powinna stać się stale obowiązującym prawem.

Wyjątkiem od tej reguły są dla Billa Nelsona dwa aspekty: usuwanie śmieci kosmicznych z orbity okołoziemskiej oraz wymiana informacji o danych orbitalnych wysyłanych rakiet i sond kosmicznych, która miałaby na celu unikanie zagrożenia zderzenia z innymi obiektami w przestrzeni kosmicznej. Poza tym jednak pełne zamknięcie i zero współpracy.

Podejście nowego administratora NASA wydaje się jednak mocno przesadzone. Ustawa Wolfa miała dekadę temu uniemożliwić chińskim astronautom wstęp na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Ale nie oszukujmy się. Chiny doskonale wiedzą o stacji wszystko, czego kiedykolwiek chciały się o niej dowiedzieć. Dopuszczenie ich do współpracy nie wiązałoby się zatem z żadnym przesadnym ryzykiem, a jednocześnie mogłoby wprowadzić do projektu znaczącego partnera, którego wkrótce może zabraknąć, gdy Rosja zrezygnuje z utrzymywania ISS.

Elon Musk zirytowany

Wystąpienie Nelsona na Twitterze skomentował Elon Musk, szef SpaceX. W swoim krótkim wpisie napisał, że konkurencja na rynku kosmicznym jest akurat czymś dobrym, ale wpisywanie Ustawy Wolfa na stałe wydaje się przesadzoną reakcją. Dlaczego? Jak pisze Musk, fajnie byłoby, gdyby statki kosmiczne mogły przemieszczać się z jednej stacji (ISS) do drugiej (Tiangong).

Jednocześnie od razu zaznaczył, że loty między stacjami znajdującymi się na orbicie są dużo trudniejsze do realizacji niż może się wydawać. Faktycznie, wbrew powszechnej opinii, wytworzonej przez filmy sci-fi, mechanika orbitalna w żaden sposób nie przypomina swobodnego przemieszczania się w przestrzeni kosmicznej w trzech wymiarach. Przyspiesz statkiem znajdującym się na orbicie, a zwiększysz jego wysokość, przyhamuj - a zaczniesz go obniżać. Nie zmienia to jednak faktu, że faktycznie loty między stacjami byłyby czymś fenomenalnym.

Pozostaje mieć nadzieję, że jednak oprócz Tiangonga na orbicie zaczną powstawać także inne stacje kosmiczne, takie jak chociażby stacja Voyager Space Station. W takiej sytuacji ostatecznie Starshipy Elona Muska będą mogły latać między VSS a ISS.

Warto jednak spojrzeć na szerszy kontekst. O ile na Ziemi poszczególne kraje, a szczególnie poszczególne potęgi finansowe, ze sobą konkurują i ścierają się poważnie na arenie ekonomicznej i politycznej, w przestrzeni kosmicznej powinna zawsze trwać możliwie najszersza współpraca. Jakby nie patrzeć, w przestrzeni kosmicznej wszyscy jesteśmy przedstawicielami jednej cywilizacji ziemskiej i im dłużej trwa współpraca, tym szybciej osiąga się postęp, opracowuje nowe rozwiązania. Przenoszenie animozji politycznych do świata nauki i rozwoju raczej dobrze się nie skończy. Osobiście uważam, że Ustawa Wolfa powinna zniknąć w całości i powinna ją zastąpić umowa o wzajemnej współpracy na rzecz poznawania przestrzeni kosmicznej. Wszystkim wyszłoby to na zdrowie.