Kosmos  /  News

Wideo dnia: dwie supermasywne czarne dziury w śmiertelnym tańcu

Picture of the author

Z czarnymi dziurami to jest taki problem, że są czarne. Na tle czarnego nieba astronomowie mają nie lada problem, aby je w ogóle dostrzec. Z tego też powodu, chociaż od dziesięcioleci wiemy o ich istnieniu, to pierwsze (i jak dotąd jedyne) „zdjęcie” czarnej dziury udało się wykonać dopiero w 2019 roku.

Na szczęście w 2015 r. naukowcy otworzyli zupełnie nowe okno na wszechświat - zaczęliśmy obserwować wszechświat w zakresie fal grawitacyjnych, tzw. zmarszczek czasoprzestrzeni powstałych w najbardziej energetycznych zdarzeniach we wszechświecie. To dzięki nim udało się w ciągu zaledwie kilku lat zaobserwować kilkadziesiąt procesów łączenia czarnych dziur.

Jak dotąd naukowcom nie udało się zarejestrować jeszcze jednego typu zdarzenia: procesu łączenia dwóch supermasywnych czarnych dziur, jakie zazwyczaj znajdują się w centrach galaktyk.

Obiekty tego typu, których masa może sięgać milionów mas Słońca, rotując wokół wspólnego środka masy, tracą energię, emitując fale grawitacyjne. Jednocześnie tracąc masę, obie czarne dziury zbliżają się do siebie.

Bez wątpienia są to wciąż pierwsze kroki w badaniu zdarzeń tego typu. Naukowcy jednak bezustannie poprawiają modele i symulacje procesów zachodzących w otoczeniu tych niezwykle tajemniczych obiektów. Jakby nie patrzeć o czarnych dziurach możemy się zasadniczo dowiedzieć tylko kilku rzeczy, cała reszta znika, ukryta jest przed nami za horyzontem zdarzeń.

Symulacje tego typu oparte są na niezwykle skomplikowanych obliczeniach równań opisujących interakcje materii, zmiany gęstości i ciśnienia plazmy w otoczeniu supermasywnych czarnych dziur. W ten sposób naukowcy uzyskują informację o tym czego powinni się spodziewać kiedy uda się im zaobserwować obiekty tego typu.

Na powyższej symulacji możemy zobaczyć jasno świecący gaz otaczający dwie supermasywne czarne dziury, które za czterdzieści kolejnych okrążeń połączą się ze sobą w jedną większą supermasywna czarną dziurę.