Tech  /  News

Czy elektronika zdrożeje po opłacie reprograficznej? Są szanse na to, że... nie

Picture of the author
102 interakcji
dołącz do dyskusji

Opłata reprograficzna nazywana była „podatkiem od smartfonu”. To już nieaktualne, bo akurat telefony będą wyjęte z rekompensaty dla artystów. Za to ewentualne podwyżki mogą dotyczyć wielu innych popularnych sprzętów. Mogą, ale wcale nie muszą.

Sama opłata reprograficzna nie jest niczym nowym. Rząd po prostu postanowił ją uwspółcześnić. Wcześniej objęci byli nią choćby producenci i importerzy magnetofonów, magnetowidów czy kserokopiarek. Jak pisał Bezprawnik, opłata jest „próbą zrekompensowania twórcom ewentualnych korzyści, których nie uzyskali, ponieważ nabywca wspomnianych urządzeń technologicznych mógł legalnie we własnym zakresie dokonać kopii utworów”. Jako że „urządzeń technologicznych” przybywa, ich producenci i importerzy muszą także swoje zapłacić.

No właśnie – obowiązek spada w tym przypadku na producentów i importerów. Dlatego rząd tonuje nastroje i mówi: „spokojnie, podwyżek dla zwykłych Kowalskich nie będzie”. Wiceminister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Wanda Zwinogrodzka powołała się na przykład innych państw, gdzie opłatę wprowadzono, ale nie powodowało to skoku cen. „Opłata to drobny procent marży producenta” – podkreślała wiceminister.

To samo wybrzmiało w ocenie skutków regulacji.

Przewidywane w ramach regulacji podwyższenie opłaty reprograficznej nie powinno wpłynąć na ceny sprzętu elektronicznego. Ceny sprzętu elektronicznego w głównej mierze uzależnione są nie od podatku VAT czy też nałożonych opłat, ale od polityki cenowej producenta narzuconej przez niego dla konkretnego rynku.

Co więcej – nie dość, że nie będzie podwyżek, to ceny mogą… spaść

Autorzy projektu zakładają, że producenci sprzętu będą musieli obniżyć ceny, by utrzymać konkurencyjność oferowanych produktów.

Nieco inne zdanie mają przedstawiciele Media Markt. Wojciech Wieroński, członek zarządu Media Markt w Polsce, w programie "Money. To się liczy" stwierdził, że dla jego firmy opłata to 50 mln zł rocznie dodatkowego kosztu. Z tego powodu przeciwnicy jej rozszerzenia wątpią w to, że uda się uniknąć podwyżek.

Z projektu ustawy, który w tym tygodniu trafił do Sejmu, zniknęły smartfony. „Podatek od smartfonów”, jak nazywana była ustawa, dotknie więc nie telefony, a… niemalże wszystkie elektroniczne gadżety.

Opłata zazwyczaj pobierana jest od urządzeń służących do kopiowania i odtwarzania muzyki, filmów, obrazów i tekstów, m.in.: komputerów, tabletów, kopiarek, odtwarzaczy czy SmartTV, a także czystych nośników danych (płyt, dysków, pendrive’ów, kart pamięci etc.).

Na liście nie znajdziemy m.in. głośników bluetooth, bo jak zauważyli autorzy projektu, te służą jedynie do odtwarzania, a nie zapisywania, przenoszenia czy bezpośredniego kopiowania.

W przypadku większości urządzeń opłata wynosić będzie 4 proc. ceny brutto – czyli 4 zł przypadnie na 100 zł. Oznacza to, że jeśli dojdzie do podwyżek, to w przypadku sprzętów kosztujących dziś od 2,5 tys. do 3 tys. zł należy spodziewać się 100-120 zł podwyżki. Na przykład dwustuzłotowym wzrostem cen może być objęty telewizor, za który obecnie trzeba zapłacić 5 tys. zł. Z kolei opłatą w wysokości 2 proc. objęte zostaną czytniki e-booków czy cyfrowe aparaty fotograficzne z niewymienialnymi obiektywami.

Autorzy projektu powołują się na Niemcy, gdzie wpływy do budżetu są ogromne. W 2017 i 2018 było to ca. 330 mln euro, podczas gdy w Polsce raptem 2 mln – a użytkownicy podwyżek nie odczuli.

Stawki opłaty reprograficznej w Niemczej (wg raportu CISAC) są ryczałtowe i wynoszą dla analizowanych urządzeń (2019): smartfon - 6,25 euro, tablet 8,75 euro, laptop 13,19 euro, dysk 1 TB 4,44 euro, pendrive 1,56 euro.

Mało tego. W raporcie o ocenach skutków opłaty czytamy, że „cena wielu popularnych urządzeń elektronicznych jest o kilka do kilkunastu procent niższa niż w Polsce”. To pewnie przytyk w stronę działających w Polsce sklepów, ale dający do myślenia.

Netflix przykładem, że podwyżki nie muszą stać się faktem

Podobne głosy, co teraz, pojawiały się, gdy rząd wprowadził tzw. „podatek od Netfliksa”. Platformy VOD zostały objęte opłatą audiowizualną przy okazji Tarczy Antykryzysowej 3.0. Opłata weszła w życie 1 lipca 2020 roku. Czy ktoś płaci za Netfliksa więcej? No właśnie. A takie obawy były powszechne.

Ministerstwo kultury przypomina, że część wpływów z opłaty będzie przekazywana artystom za pośrednictwem Organizacji Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi, zaś część zasili – tworzony ustawą - Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych. Jego głównym celem jest finansowanie dopłat do ubezpieczeń społecznych artystów o najniższych dochodach.