Kosmos  /  News

7,5 mld km od Słońca. Sonda New Horizons dołącza do elitarnego klubu

Picture of the author
203 interakcji
dołącz do dyskusji

Już w nocy z soboty na niedzielę, o godzinie 2:42 polskiego czasu, sonda New Horizons osiągnie okrągłą symboliczną odległość od Słońca. Niewiele urządzeń stworzonych przez człowieka dotarło tak daleko.

Podstawowa misja sondy

19 stycznia 2006 r. z Przylądka Canaveral na Florydzie wystartowała rakieta Atlas V. Na jej szczycie znajdowała się sonda New Horizons, która właśnie tego dnia rozpoczęła podróż do najodleglejszej planety Układu Słonecznego. O ile wszystkie inne planety zostały już do tego czasu odwiedzone, to Pluton pozostawał jedną, której z bliska nigdy nie widzieliśmy.

Początek misji sondy New Horizons

Aby jak najszybciej dotrzeć do ostatniej planety, sonda została wystrzelona wprost na trajektorię transferową do Plutona. Zamiast bawić się w asysty grawitacyjne i przeraźliwie długi czas lotu, inżynierowie postanowili przyspieszyć „ile fabryka dała”, byleby jak najszybciej dotrzeć do Plutona. Dzięki temu tuż po starcie, oddalając się od Ziemi z prędkością ponad 58000 km/h, New Horizons pobiła rekord prędkości podczas ucieczki z Ziemi. Zaledwie 9 godzin po starcie sonda znalazła się już za Księżycem.

Mimo to podróż do Plutona zajęła sondzie aż 9 lat. Kiedy dotarła do celu swojej podróży 14 lipca 2015 r., leciała tak szybko, że nie było (ale nie było to też w planach) szans na wejście na orbitę wokół Plutona czy jego księżyca Charona. Sonda błyskawicznie przeleciała przez ten fascynujący układ, intensywnie wykonując zdjęcia planety i jej księżyców. To dzięki niej naukowcy dowiedzieli się, jak z bliska wygląda Pluton.

Ciekawostka

Choć sonda New Horizons wystartowała do ostatniej planety Układu Słonecznego, to nigdy do niej nie dotarła. Siedem miesięcy po starcie, 24 sierpnia 2006 r., Pluton został uznany przez Międzynarodową Unię Astronomiczną za niegodnego miana planety i został sklasyfikowany jako planeta karłowata. Tym samym miano „ostatniej planety Układu Słonecznego” otrzymał Neptun, a przecież do niego sonda nie leciała.

Misja po przelocie w pobliżu Plutona

Po wykonaniu swojej podstawowej misji New Horizons miała chwilę wolnego, a astronomowie rozpoczęli intensywne poszukiwania nowego celu dla sondy, której wszystkie instrumenty wciąż działały bez zarzutu.

1 stycznia 2019 r. New Horizons przeleciał w pobliżu nietypowego obiektu Pasa Kuipera, który później otrzymał nazwę Arrokoth. Obiekt ten znajduje się w odległości 43,4 AU od Słońca (1 AU = 1 jednostka astronomiczna = 150 mln km). Także i jemu udało się wykonać rewelacyjne zdjęcia.

Arrokoth. Źródło: NASA/JHU APL/SwRI/Roman Tkachenko

Oba przeloty nie zmieniają jednak faktu, że sonda bezustannie oddala się od Słońca, aby w odległej przyszłości całkowicie wylecieć z Układu Słonecznego.

7,35 miliarda kilometrów przebiegu. Panie, ledwo dotarty silnik

O godzinie 2:42 polskiego czasu w nocy z soboty na niedzielę sonda znajdzie się w odległości okrągłych 50 jednostek astronomicznych, czyli mówiąc ludzkim językiem - ok. 7,5 miliarda kilometrów od Słońca. Z takiej odległości sygnał na Ziemię leci z prędkością światła ponad 6 godzin i 30 minut. Można zatem stwierdzić, że sonda jest już 1/4 dnia świetlnego od Ziemi (to z kolei pokazuje, jak niewielkie w skali kosmosu są to odległości).

Naukowcy z misji sondy New Horizons zauważają, że to pierwsza tego typu sonda dla ich pokolenia naukowców, a w ogóle dopiero piąta w historii.

Pierwszą sondą, która przekroczyła odległość 50 AU była sonda Pioneer 10 (22 wrześcnia 1990 r.), drugą - Pioneer 11 (1991 r.). Po nich te same odległości osiągnęły sondy Voyager 1 oraz Voyager 2. Dzisiaj te sondy znajdują się już dużo dalej - odpowiednio: 129, 105, 152 i 127 AU od Słońca. Jednak między Voyagerem 2 a New Horizons żadna sonda nie zaleciała tak daleko.

New Horizons nie sfotografowała planet jak Voyager, ale udało się zrobić coś jeszcze ciekawszego

Zapewne widzieliście kiedyś zdjęcie Układu Słonecznego wykonane przez sondę Voyager 1, na którym widać było słynną bladoniebieską kropkę (ang. Pale Blue Dot), czyli Ziemię zawieszoną w refleksie światła, widzianą przez sondę z odległości 40 AU.

Bladoniebieska kropka sfotografowana przez sondę Voyager 1

Sonda New Horizons nie może takiego samego zdjęcia zrobić nawet z odległości 50 AU. Jej kamery są zbyt czułe i przygotowane do obserwacji bardzo ciemnych obiektów. Gdyby taką kamerę skierować w stronę bardzo odległego już teraz Słońca, po prostu by się usmażyła.

Z tego też powodu, aby uczcić tę symboliczną odległość, sonda New Horizons zwróciła się w kierunku, w którym znajduje się sonda Voyager 1. Oczywiście samej sondy nie udało się dostrzec. Jakby nie patrzeć Voyager 1 jest oddalony od niej aż o 100 AU, ale na zdjęciu widać pole gwiazd widoczne w kierunku, w którym znajduje się wysłana w 1977 r. sonda.

Zdjęcie wykonane przez sondę New Horizons. Na zdjęciu zaznaczono położenie sondy Voyager 1...w odległości 100 AU od New Horizons.

To swoją drogą też fakt warty refleksji. Świętujemy fakt, że dopiero piąty obiekt wysłany z Ziemi osiągnął zawrotną odległość 7,5 mld km od Słońca, a ten obiekt spogląda w drugą stronę i stara się sfotografować inną sondę znajdującą się od niego jeszcze 15 mld km dalej. Od tych odległości może głowa rozboleć.

Co się teraz stanie z sondą?

Z jednej strony 50 AU to odległość, do jakiej certyfikowana była sonda New Horizons. Przekroczenie tego punktu w dobrej formie oznacza, że misja zakończyła się spektakularnym sukcesem. Z drugiej strony instrumenty sondy działają nad wyraz dobrze. W związku z tym astronomowie intensywnie przeczesują Pas Kuipera za pomocą teleskopu Subaru na Hawajach, mając nadzieję, że znajdą jeszcze jakiś ciekawy obiekt, który sonda będzie mogła zwiedzić z bliska. Byłby to automatycznie najodleglejszy obiekt kiedykolwiek odwiedzony przez sondę wysłaną z Ziemi. Póki co jednak paliwo w silnikach jest, zasilanie z generatora RTG - także jest, więc nawet jeżeli uda się znaleźć ciekawy obiekt do odwiedzenia w odległości 80 AU od Słońca, może to być jeszcze możliwe. Problemy powinny się pojawić gdy moc generatora spadnie poniżej wymaganego minimum gdzieś w połowie lat trzydziestych.

Pozostaje zatem mieć nadzieję, że sonda jeszcze nas czymś zaskoczy, wszak apetyt rośnie w miarę jedzenia.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst