RTV  /  Recenzja

Rewelacyjny telewizor dla całej rodziny. Samsung Neo QLED QN85A – recenzja

Picture of the author

Jako jeden z pierwszych w Polsce miałem przyjemność testować pierwszy telewizor z zupełnie nowej linii Neo QLED. To były bardzo przyjemne testy, nie tylko z uwagi na technologię Mini LED. Ten telewizor ma jednak również pewien problem. Na tyle istotny, że rozważyłbym zapłacenie Samsungowi dodatkowego tysiąca złotych.

W tym roku niemal wszyscy liczący się producenci na rynku poszli w ślady TCL-a i zastosowali podświetlenie Mini LED w swoich telewizorach LCD. Samsung wyraźnie uznał, że jest to na tyle duży przeskok w rozwoju telewizorów, że trzeba to podkreślić wydzieleniem go z linii Samsung QLED. Stąd dopisek Neo.

Rozwój procesów technologicznych pozwolił Samsungowi na istotne zmniejszenie rozmiaru diod doświetlających – mają aż 40-krotnie niższą wysokość w stosunku do tradycyjnych LED-ów. Nie trzeba tu wiele wyobraźni, by domyślić się korzyści wynikającej z tej miniaturyzacji. Mniejszy rozmiar diod oznacza, że inżynierowie Samsunga mogą wprowadzić do telewizora więcej stref wygaszania. Dużo, dużo więcej. To wpływa bardzo korzystnie na kontrast, czyli na największą słabość telewizorów LCD/LED.

Neo QLED to jednak nie tylko wyższy kontrast w porównaniu z zeszłorocznymi QLED-ami. Samsung już dawno odkrył, że równie ważna dla wymagającego klienta jest porządne i innowacyjne oprogramowanie. Nie chodzi tu tylko o platformę z aplikacjami – bo to mogą zapewnić przystawki typu Apple TV czy Xiaomi Mi Box – a o funkcje głęboko zintegrowane ze sprzętem.

Testowany model QN85A to ten najtańszy z linii Neo QLED. Wyróżnia się od droższych modeli pewną kontrowersyjną decyzją projektową. O co chodzi i co z tego wyniknęło? Spieszę z odpowiedziami.

W kwestii wyposażenia nic mu nie brakuje. No może poza większą liczbą złącz HDMI 2.1.

W kwestii wzornictwa QN85A wygląda dość zwyczajnie. Znaczy się, jest bardzo ładny, ale zarówno Samsung jak i jego konkurencja już jakiś czas temu dopracowali procesy technologiczne na tyle, by móc wprowadzać na rynek telewizory z bardzo cienkimi ramkami również i w tańszych modelach. Nie jest to imponujący infinity design, obecny w najdroższych QLED-ach – ale ramka wokół wyświetlacza ma mniej niż 1 cm grubości.

To najtańszy z linii Neo QLED egzemplarz, więc zabrakło w nim jednej z fajniejszych cech unikatowych dla sprzętów Samsunga. Mam na myśli One Connect – czyli patent na wyprowadzenie elektroniki telewizora poza jego obudowę, co znacząco ułatwia zapanowanie nad plątaniną przewodów. Tu mamy złącza umieszczone w tradycyjny sposób, z tyłu obudowy.

Znajdziemy tu wszystkie niezbędne porty. A konkretniej, jedno złącze HDMI 2.1 i trzy złącza HDMI 2.0b (z czego jedno obsługuje eARC). Tu tylko najbardziej wymagający mogą kręcić nosem – niektórzy korzystają zarówno z konsoli Xbox Series, jak i PlayStation 5. Drugiego złącza HDMI 2.1 ciut brakuje. Dodatkowo, mamy tu 2x USB 2.0, wejście kompozytowe, Ethernet, wejście RF i wyjście optyczne.

Wyposażenie uzupełnia bardzo wygodny pilot. W tym roku dodano do niego panel solarny, dzięki czemu ten na bieżąco uzupełnia zużywaną energię. Sympatyczny ekododatek, choć Samsung twierdzi, że i tak przy normalnym użytkowaniu tego pilota – nawet trzymanego w ciemności – ładować trzeba nie częściej niż raz na rok.

Tizen 6 jest świetny. Przykro mi, ale twoja przystawka telewizyjna tego nie potrafi.

Tizen to jeden z najbardziej rozpowszechnionych na rynku telewizyjnych systemów operacyjnych, co oznacza, że niemal wszyscy dostawcy usług muzycznych i wideo opracowują na niego aplikacje i te są wysokiej jakości. Samsungowy Tizen nie jest jednak pod tym względem unikatowy: tą samą cechą mogą się pochwalić webOS, tvOS i Android TV.

Z uwagi na dwa ostatnie przykłady panuje coraz powszechniejsze przekonanie, że na system w telewizorze nie ma co zwracać większej uwagi. Bo za bardzo małe pieniądze można kupić sobie przystaweczkę, która załatwia kwestię aplikacji. I to zapewne sprawniej niż jakikolwiek wbudowany w system telewizor – jeżeli komuś nie przeszkadza używanie więcej niż jednego pilota.

To półprawda. Trudno się nie zgodzić z radą kupna przystawki tego rodzaju w momencie, gdy użytkowany telewizor jest już staruszkiem (niestety producenci telewizorów zbyt wcześnie porzucają swoje produkty). Kupno nowego modelu nie ma sensu, skoro pudełeczko z Android TV bądź tvOS przywraca obsługę nowoczesnych aplikacji. Niektórych rzeczy taka przystawka jednak nie załatwi. Lub będzie dużo mniej wygodna. Pominę wygląd interfejsu, bo to rzecz gustu – choć bardzo go lubię z uwagi na minimalizm, dzięki czemu podczas obcowania z menu dalej widać oglądane treści na ekranie.

W tym roku Samsung znacząco rozwinął funkcję Multi View, czyli możliwość dzielenia ekranu na wiele źródeł. Już w zeszłym roku można było bardzo wygodnie podłączyć telefon pod QLED-a. Na przykład po to, by na głównym ekranie oglądać mecz, a z boku komentarze na Twitterze – czy do dowolnego innego celu. Niezmiennie, działa to bezbłędnie.

Bardzo ciekawą nowością, szczególnie w trudnych czasach pandemii COVID-19, jest tryb współpracy z PC. Neo QLED nie tylko potrafi bezprzewodowo łączyć się z pecetami przez Miracast bądź Airplay, to na dodatek oferuje kilka punktów integracji. Po pierwsze, może pełnić funkcję urządzenia odbiorczego dla pecetowych akcesoriów – można podłączyć myszkę i klawiaturę przez Bluetooth bezpośrednio do telewizora, dzięki czemu komputer nie musi być w pobliżu QLED-a. Przeglądarka telewizora jest też w pełni zgodna z usługami Microsoft 365 i pod nie zoptymalizowana – do pracy z Microsoft Office nie trzeba nawet komputera.

Niezmiennie też uwielbiam Ambient Mode, który staje się coraz bardziej praktyczny w kontekście rynkowych trendów. Polacy coraz częściej kupują duże telewizory – w tym momencie najlepiej sprzedają się modele o przekątnej 65 cali. To jednak oznacza, że gdy telewizor nie jest użytkowany na ścianie wisi ogromny, czarny prostokąt. Ambient Mode przełącza telewizor w tryb ultraenergooszczędny i wyświetla na nim różne grafiki – ruchome, bądź statyczne, do wyboru. W efekcie Neo QLED może służyć jako ozdoba salonu, jeżeli nie przeszkadza nam dopisanie kilkudziesięciu złotych do rocznego rachunku za prąd.

Entuzjaści docenią integrację oprogramowania Neo QLED na poziomie sprzętu.

Po raz kolejny QLED-y mogą pochwalić się rewelacyjnie działającym mechanizmem rekonstrukcji obrazu. Oprogramowanie w połączeniu z procesorem akcelerującym przeliczenia związane ze sztuczną inteligencją bardzo skutecznie – i, co ważne, bez artefaktów czy innych błędów – uzupełnia brakujące piksele w obrazie o niższej rozdzielczości.

Gdyby wierzyć reklamom, można by napisać, że wszystkie treści w tym telewizorze wyświetlane są w Ultra HD, nawet jeśli sygnał źródłowy to tylko HD. To oczywiście przesada i marketing. Nie zmienia to jednak faktu, że Netflix czy YouTube czy inne usługi nadające obraz poddany stratnej kompresji wyglądają zauważalnie lepiej. Działa to niesamowicie dobrze – jakość tego algorytmu mógłbym porównać do Nvidia DLSS 2.0, choć zasada działania jest oczywiście zupełnie inna.

Jeżeli do QN85A dokupimy soundbar Samsunga, oprogramowanie Neo QLED-a potrafi się z nim zintegrować w unikalny sposób. Za sprawą funkcji Q Symphony możliwe jest wówczas wykorzystanie zarówno wbudowanego w telewizor systemu audio, jak i zewnętrznego nagłośnienia, dzięki czemu cały zestaw zyskuje delikatnie na mocy i mocno na precyzji pozycjonowania dźwięku w przestrzeni – choć warto mieć na uwadze, że wówczas nie są obsługiwane ścieżki w Dolby Atmos bądź DTS:X. Dodatkowo, telewizor dopasowuje dźwięk do panujących w otoczeniu warunków – na przykład gdy ktoś włączy czajnik w kuchni, algorytm na ten czas tak skoryguje dźwięk, by ten nie był zagłuszany przez hałas z otoczenia. Rewelacja!

Przejdźmy do obrazu i dźwięku. Bo, jakby nie patrzeć, jednak to jest kluczowe. Neo QLED QN85A to dziwny twór. Łączy podświetlenie Mini LED… z matrycą ADS.

Testowany QN85A jako jedyny z linii Neo QLED wykorzystuje matrycę ADS (odmiana IPS) zamiast VA. Matryce IPS mają unikalną zaletę – ich konstrukcja sprawia, że dużo łatwiej osiągnąć jest szerokie kąty widzenia. Nieważne z jakiej pozycji na kanapie bądź w salonie ktoś ogląda treści na telewizorze – kolory i obraz nie zmieniają się nawet pod mocnym kątem. W matrycach VA ten sam efekt jest trudniejszy do osiągnięcia ze strony producenta. Ale za w przypadku VA dużo łatwiej osiągnąć wysoki kontrast.

W efekcie mamy tu bardzo dziwny mezalians rozwiązań. Podświetlenie Mini LED mające zapewnić bardzo wysoki kontrast. Powłokę z nanokryształów (QLED), za sprawą której telewizor jest zdolny do wyświetlenia pełnej palety barwnej. I wspomniana matryca ADS.

Matryca pracuje w rozdzielczości 4K z odświeżaniem 120 HZ i 10-bitowym kolorem. Jej elektronika obsługuje mechanizm VRR w formie Freesync Premium Pro, a wbudowana elektronika obsługuje tryby HDR10, HDR10+ i HLG. Dźwięk Dolby Atmos jest dekodowany tylko na potrzeby podania go dalej do zewnętrznego nagłośnienia zgodnego z tym formatem.

Jak co roku, również i tym razem telewizor Samsunga imponuje jasnością – ważnym parametrem dla efektu HDR, nasycenia kolorów czy bardziej prozaicznych spraw, jak oglądanie filmów w bardzo jasno oświetlonym pokoju. Nawet w trybie filmowym – czyli bez sztucznego podbijania – w materiałach SDR szczytowa jasność (10 proc. ekranu) wynosi powyżej 1100 nitów, a w HDR powyżej 1200. Wartości te spadają tylko po włączeniu Trybu Gry – nadal jest jednak bardzo dobrze.

Również jak zawsze, powłoka QLED robi robotę. Odwzorowanie kolorów w QN85A jest nieodległe perfekcji. Telewizor zapewnia 96-procentowe pokrycie palety barwnej DCI-P3 w trybie HDR. W tej cenie to świetny wynik. Znakomite jest również to, w czym Samsung bryluje od dawna, a więc odzworowanie ruchu.

A co z tym kontrastem? Mini LED kontra IPS.

I tu docieramy do momentu, w którym musiałem bardzo długo zastanowić się jak właściwie interpretować dane z testów. Bo jest zarówno bardzo dobrze, jak i tak sobie. Natywny kontrast matrycy wynosi 1370:1, ale za sprawą Mini LED-ów udało się go podkręcić do 2000:1 bez wpływu na przekłamania w obrazie. Biorąc pod uwagę, że to mniej więcej dwukrotnie lepszy kontrast od typowej matrycy IPS, jest to co najmniej imponujące.

Da się lepiej – droższe Neo QLED-y mają więcej Mini LED-ów, co zapewne da im jeszcze lepsze rezultaty, jednak to i tak bardzo dobry wynik – choć zdarza się, że w najciemniejszych elementach giną szczegóły (tzw. crushing blacks). To efekt zaoszczędzenia na liczbie diod doświetlających, ale trudno mieć o to żal – to najtańszy model z linii. Zwłaszcza że efekt końcowy i tak jest bardzo dobry.

Niestety, matryce typu IPS mają jeszcze jeden problem. A jest nią tak zwana świecąca czerń. W efekcie model QN85A, mimo precyzyjnego doświetlenia i teoretycznie wysokiego kontrastu, nie umie wyświetlić naturalnej czerni. Matryca rozprasza światło z LED-ów, przez co czarne elementy mają niebieskawo-szarawy odcień. Widać to niestety gołym okiem. W większości scen i sytuacji to raczej nie będzie problemem. Jednak gdy na ekranie dominują czernie, nie wygląda to świetnie. Widać wówczas efekt halo i blooming wokół jasnych elementów, co nie jest winą ułomności techniki Mini LED, a właśnie zastosowanej matrycy. Kontrast wysoki, ale niski. Dość niebywałe.

Gracze będą mieli niewiele powodów do narzekań w Neo QLED QN85A.

Telewizor jest w pełni gotowy na konsole nowej generacji. Co prawda, jak wyżej wspomniałem, przydałoby się dodatkowe złącze HDMI 2.1, ale większość graczy raczej nie używa wielu konsol do gier. Mniejszość musi mieć powyższe na uwadze. Obsługiwany jest oczywiście automatyczny tryb gry i mechanizm VRR, a także HGiG. Pierwszy odpowiada za korekcję wyświetlania obrazu, gdy gra nie trzyma się stałego klatkażu. Drugi gwarantuje dobre zestrojenie trybu HDR pod zgodne z HGiG gry.

Fajnym dodatkiem jest samsungowy Pasek gry. Można go wywołać by sprawdzić aktualne parametry obrazu – w tym tryb HDR, mechanizm VRR czy liczbę klatek na sekundę – oraz by wywołać najważniejsze ustawienia telewizora dla graczy.

Opóźnienia w sterowaniu? Jakie opóźnienia. Input lag w QLED-ach już dawno jest na granicy błędu pomiaru. W QN85A wynosi on około 5 ms w trybie 4K HDR 120 Hz. Po wyłączeniu Trybu gry wzrasta on do 70 ms. Tu jednak jest pewien haczyk. QN85A to bardzo szybki telewizor – bez opóźnień w sterowaniu, z niemal doskonałym odwzorowaniem ruchu.

Tryb gry zmienia jednak sposób, w jaki działa doświetlenie – co pomaga uzyskać tak wysoką responsywność. A tu… ponownie odzywa się matryca ADS. Problemy z kontrastem w Trybie gry stają się momentami dość poważne, na czym cierpi jakość obrazu. Zdecydowanie daleko od dramatu – obraz i tak jest ładny i czytelny. Różnicę widać jednak gołym okiem.

Samsung Neo QLED QN85A to telewizor uniwersalny. Wszyscy członkowie rodziny docenią jego jakość i funkcje. Ja bym jednak dopłacił do droższego modelu, to samo radzę i wam.

55-calowa wersja QN85A to wydatek 5300 zł. 65-calowa kosztuje 7255 zł. 75-calowa 11 000. zł, zaś 85-calowa 15 000. zł. To dobra cena dla kogoś, kto szuka inteligentnego, uniwersalnego telewizora – choć z pewnością nie jest to cenowa okazja roku. Biorąc pod uwagę multum inteligentnych funkcji i nadal wysoką jakość obrazu i dźwięku kwota ta wydaje się bardzo stosowna. To telewizor, który świetnie sprawdzi się i do długotrwałego oglądania kanałów informacyjnych (bez obaw o uszkodzenie matrycy przez paski informacyjne) i do filmów. A jak ktoś przełknie problemy z kontrastem w grach, również i do Xboxa i PlayStation.

Tyle że 55- i 65-calowy QN91A kosztuje, odpowiednio, 6300 zł i 8800 zł. To model o oczko wyższy. Biorąc wszystkie powyższe wnioski pod uwagę, zdecydowanie poleciłbym oszczędzenie dodatkowej kwoty – nawet jeśli w efekcie oszczędzać trzeba będzie kilkanaście dodatkowych tygodni na zakup telewizora. QN91A oferuje wszystkie zalety QN85A – a tych nie brakuje – a dodatkowo ma więcej diod doświetlających i matrycę VA. A to oznacza, że niweluje problem święcącej czerni w modelu QN81A. Jeżeli budżet tylko na to pozwoli, zdecydowanie warto.  

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst