Sprzęt  /  Felieton

Nowy iMac nie okazał się spełnieniem marzeń. iPad Pro z M1 zniechęcił mnie do zakupu

Picture of the author

Byłem już gotów zamawiać nowego 24-calowego iMaka, ale iPad Pro (2021) z procesorem M1 sprawił, że zrezygnowałem z zakupu. Liczę na to, że tablet zastąpi mi wreszcie nie tylko laptopa, ale również stacjonarkę.

Historia zatacza koło. Desktopowy procesor Apple M1 z komputerów Mac, który powstał na bazie układów ARM z urządzeń mobilnych, trafił właśnie do tabletu iPad Pro (2021). Oznacza to, że system iPadOS oraz macOS działają na dokładnie tym samym krzemie! Przekonało mnie to, by wstrzymać się… ze zmianą komputera.

iMac (2021) nie okazał się spełnieniem marzeń

Ponad rok temu zrezygnowałem z laptopa. Od tego czasu pracuję na komputerze Mac mini z zewnętrznym monitorem — wymieniłem jedynie w międzyczasie model z Intelem na taki z chipem M1. Od lat marzy mi się jednak przesiadka na typowego all-in-one’a, a do dzisiaj byłem niemalże pewien, iż kupię nowego iMaka, gdy tylko ten trafi do oferty Apple’a. Po tym, jak prezentacja Apple’a dobiegła końca, zrzedła mi jednak mina — nie na to czekałem.

Firma uznała, iż odświeży dzisiaj wyłącznie mniejszy i tańszy z komputerów, w którym urósł wyświetlacz z 21,5-cala do dokładnie 23,5-cala. W dodatku iMac 24 oferuje rozdzielczość 4,5K, czyli 4480 na 2520 pikseli, co daje obszar roboczy 2240 na 1260 punktów. Dziś pracuję na 27-calowym ekranie 4K, na którym wyświetlam interfejs w przeskalowanym 1440p (5K 2@), co oznacza, że zmiana na Maka mini oznaczałaby… mniejszy natywny obszar roboczy, na mniejszej powierzchni.

Oczywiście mógłbym pobawić się pewnie w jakieś skalowanie interfejsu, ale właśnie tego skalowania po przesiadce na iMaka chciałem uniknąć! Nie wiadomo też, kiedy pojawi się odświeżony duży iMac (a spodziewam się po nim 32-calowego ekranu 6K o rozdzielczości 6016 na 3384, bo takie parametry ma monitor Apple Display XDR). Na dokładkę w nowym iMaku zamontowany jest dokładnie ten sam układ, jaki mam już w swoim obecnym Maku mini.

Od zakupu odwiódł mnie jednak dopiero fakt, iż iMac dostał dokładnie ten sam procesor, który trafił do… nowego iPada Pro.

Oczywiście nie chodzi o to, że obawiam się, iż komputerowi mogłoby zabraknąć mocy. M1 od Apple’a jest bardziej niż wystarczający do pracy biurowej. Możliwe, że mimo obiekcji, skusiłbym się na ten 24-calowy model (i potem na niego strasznie narzekał), z racji braku dużego iMaka. Odwiódł mnie od tego pomysłu właśnie nowy tablet, bo jak się nad tym zastanowić, to już mało stoi na przeszkodzie, by iPad Pro (2021) dostał… macOS-a.

Oprócz tego w tablecie dostępne jest gniazdo Thunderbolt 4, do którego można byłoby podpiąć naraz dock, zasilanie i monitor, a wszystko inne też jest na miejscu. iPad Pro (2021) ma do 16 GB RAM-u, dysk o pojemności do 2 TB, moduł Bluetooth do podpięcia Magic Keyboard i Magic Mouse’a, Wi-Fi do łączenia się z internetem… Jestem nawet w stanie oczyma wyobraźni zobaczyć funkcję Dual Boot, która pozwalałaby się płynnie przełączać z macOS-a na iPadOS-a.

Jeśli tylko Apple umożliwiłby instalację macOS-a na iPadzie Pro z 2021 r. i tonawet z zastrzeżeniem, że nie da się go obsługiwać na dotykowym ekranie, to byłbym gotów zrezygnować z komputera typu all-in-one na rzecz jednego sprzętu, który mógłbym używać wszędzie. Oczywiście nie zdziwię się, jeśli Apple na coś takiego nigdy nie pozwoli — pamiętajmy, że mówimy o firmie, która do dzisiaj nie dodała obsługi profili użytkownika na iPadach…

Mam jednak nadzieję, że iPady Pro i tak dostaną od Apple’a nieco miłości podczas WWDC 2021.

Wiemy w końcu, że iPadOS 14.5, który zadebiutuje za tydzień po dwóch miesiącach betatestów, nie wprowadzi żadnych gruntownych zmian. Jest jedynie ewolucją, podczas gdy tabletom Apple’a przydałaby się rewolucja w kwestii oprogramowania — zwłaszcza w kwestii zarządzania pracą na wielu aplikacjach naraz. To kolejne dzisiejsze rozczarowanie, gdyż w iPadOS 13.4 wprowadził wiosną ubiegłego roku obsługę gładzików oraz myszy na tabletach Apple’a.

Warto przy tym nadmienić, że obsługa kursora to był tzw. gamechanger, który przekonał mnie do pożegnania się na dobre z laptopem i przesiadki na stacjonarkę. Tablet z klawiaturą i gładzikiem stał się wreszcie, tak z dnia na dzień, wystarczającym narzędziem do pracy poza domem i po raz pierwszy potrafi zastąpić w mojej pracy MacBooka w zadowalającym stopniu. Jeśli w tym roku zastąpiłby również komputer w domu, to mój portfel by się naprawdę ucieszył.

Niestety okazało się, iż obsługa gładzika w iPadOS 13.4 to nie był zwiastun zmian w podejściu Apple’a do tabletów.

Nadal traktowane są one jak sprzęty drugiej kategorii, a już po kilku miesiącach od premiery Magic Keyboard okazało się, że iPadOS-a 14 wykastrowano z funkcji dostępnych w iOS 14, takich jak szufladka na aplikacje czy mieszanie widżetów z ikonami. Aż do dziś miałem jednak nadzieję, iż wejdziemy w cykl wydawniczy tik-tok, a Apple będzie skupiał się w kwestii oprogramowania jesienią na iPhone’ach, a wiosną na iPadach i w ramach iOS 14.5 pojawi się jakaś niespodzianka…

Tak się niestety nie stało, a nowa wersja systemu Apple’a do tabletów skupia się na łataniu bugów i wsparciu nowych akcesoriów takich jak AirTagi, a teraz cała nadzieja w WWDC 2021 i systemie iPadOS 15. Możliwe, że firma z Cupertino szykuje jakąś niespodziankę na czerwiec i podczas konferencji dla programistów dowiemy się, w jaki sposób Apple planuje wykorzystać możliwości, jakie daje mu chip Apple M1 zamknięty w obudowie tabletu względem układów z rodziny Apple A.

Nie przeczę też, że cały czas tli się we mnie ten promyczek nadziei, że Tim Cook i spółka nas jeszcze zaskoczą, wprowadzając tego macOS-a na tablety z chipami M1 np. w ramach trybu Dual Boot. Jeśli nie, to dalej będę korzystał ze swojego iPada Pro z 2018 r., odłożone pieniądze wydam na iMaka, ale takiego dla dorosłych. Ten nowy mały model, dostępny we wszystkich kolorach tęczy, jak zauważył słusznie Mateusz Nowak, nadaje się do pracy — ale w przedszkolu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst