Tech  / Artykuł

Czy smartfon za 650 zł może robić dobre zdjęcia? Test aparatu Xiaomi POCO M3

Picture of the author

Xiaomi POCO M3 kosztuje 649 zł w podstawowym wariancie, a momentami można go kupić za mniej. Czy tak tani telefon może przy tym robić dobre zdjęcia?

Gdy przyjrzeć się krajobrazowi rynku, POCO M3 nie jest aż tak świetną okazją, jaką może się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie brakuje zarówno nowych, jak i ubiegłorocznych urządzeń w podobnej cenie, które mogą z nim rywalizować pod kątem specyfikacji technicznej i możliwości.

Fani marki twierdzą jednak, że największym wyróżnikiem POCO M3 na tle innych smartfonów w tej cenie jest jego aparat. Postanowiłem to sprawić.

Co potrafi aparat w POCO M3?

Główny sensor w Xiaomi POCO M3 ma 48 Mpix i połączony jest z obiektywem szerokokątnym o jasności f/1.79.

Nie znajdziemy tu jednak dodatkowego obiektywu ultrawide ani telefoto, jak w droższych smartfonach. Zamiast tego znajdziemy dwa sensory o rozdzielczości 2 Mpix - jeden to czujnik głębi o jasności f/2.4, zaś drugi połączono z obiektywem macro o jasności f/2.4.

Aparat przedni ma zaś 8 Mpix i obiektyw o jasności f/2.05.

Żaden z sensorów nie jest stabilizowany, czy to optycznie, czy cyfrowo. Z bajerów w oprogramowaniu znajdziemy tu wyłącznie tryb nocny i tryb portretowy. Czy sprzęt o takich możliwościach może produkować satysfakcjonujące zdjęcia i wideo?

Wideo z POCO M3 nie nadaje się do niczego.

Zacznijmy od wideo i tu powiem wprost - tego smartfona nie ma co nawet wyciągać w celu nagrywania wideo. Obraz jest dramatycznie rozedrgany, aparat nie potrafi utrzymać stałej ekspozycji dłużej niż przez 3 sekundy, zaś jakość nagrania przypomina nagrania wykonane pierwszymi aparatami w starych Nokiach.

Maksymalna dostępna rozdzielczość nagrywania to FullHD w 30 FPS, jest też tryb slow-motion, którego niestety nie mogłem przetestować, gdyż z jakiegoś powodu aplikacja aparatu zawieszała się po jego wybraniu. Choćbym bardzo chciał, nie mogę powiedzieć ani jednego dobrego słowa o nagrywaniu wideo przy użyciu POCO M3.

Zdjęcia z POCO M3 są zaskakująco dobre - za dnia.

Mogę za to powiedzieć sporo dobrego o jakości zdjęć. A w każdym razie - więcej dobrego, niż się spodziewałem po telefonie za 649 zł.

Zdjęcia robione za dnia naprawdę się bronią, jeśli tylko nie próbujemy uchwycić nimi ruchu. Można zapomnieć o fotografowaniu tym telefonem biegnącego psa czy bawiących się dzieci, to się po prostu nie uda. W przypadku statycznych scen czy ładnych widoczków jest jednak zaskakująco dobrze, jeśli tylko zapewnimy smartfonowi dostateczną ilość światła.

Największym niedostatkiem POCO M3 w ciągu dnia jest bardzo powolny autofocus, który łatwo się gubi. Najlepiej jest wybrać punkt ostrości ręcznie, bo jeśli zostawimy aparat samemu sobie, będzie „skakał” między różnymi obiektami w kadrze. Jeśli jednak chodzi o takie kwestie jak szczegółowość, odwzorowanie kolorów, kontrast czy dynamikę, jest przyzwoicie. Nie wybitnie w żadnym wypadku, ale na tyle dobrze, by bez wstydu podzielić się zdjęciem w mediach społecznościowych.

Dużym zaskoczeniem jest tryb portretowy, który radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Rozmycie tła nie wygląda naturalnie, na to nie ma co liczyć w tej klasie sprzętu, ale odcięcie obiektu od tła jest więcej niż przyzwoite. Dotyczy to zarówno głównego aparatu, który jest wspierany przez sensor głębi, jak i kamerki przedniej, która realizuje rozmycie tła wyłącznie cyfrowo.

Zdjęcia nocne nie są mocną stroną POCO M3.

Gdy światła zaczyna brakować, zdjęcia prezentują się coraz gorzej. Kiepsko zaczyna być nie tyle po zmroku, co nawet w słabiej oświetlonym pomieszczeniu. Zdjęcia momentalnie tracą na szczegółowości, a telefon bardzo agresywnie odszumia obraz, co skutkuje zmiękczeniem krawędzi i nienaturalnym, „pastelowym” charakterem zdjęć.

Nocą jest bardzo przeciętnie. Zdjęcia bardziej przypominają obrazy na płótnie niż cyfrowe ujęcia (i wcale nie jest to komplement). Autofocus ma zaś jeszcze większe problemy niż za dnia i trzeba być gotowym na to, że ustawienie ostrości zajmie dłuższą chwilę, nawet w przypadku nieruchomych obiektów.

Tryb nocny niestety niewiele zmienia. W przeciwieństwie do wielu telefonów z wyższej półki raczej nie rozjaśnia on sceny, lecz co najwyżej próbuje ją zrównoważyć, opanowując prześwietlenia. Zdjęcia mogą się wydawać ciemniejsze niż zrobione bez trybu nocnego, ale wynika to właśnie z faktu, iż oprogramowanie próbuje wyrównać oświetlenie całej sceny.

Niestety przez relatywnie słaby procesor (Snapdragon 662) zrobienie i przetworzenie zdjęcia nocnego trwa kilka, czasem nawet kilkanaście sekund. A ze względu na brak stabilizacji głównego aparatu bardzo łatwo jest w ten sposób zrobić poruszone, rozmyte zdjęcie.

Mocną stroną POCO M3 nie są też selfie.

Nie licząc bardzo przyzwoitego trybu portretowego, 8-megapikselowa kamerka przednia raczej nikogo nie zachwyci. Robionym przez nią zdjęciom przede wszystkim brak szczegółowości. Polecam też od razu wyłączyć tryb upiększania, bo nawet na najniższym poziomie oprogramowanie nie tylko wygładza zmarszczki, ale też niweluje cienie pod oczami a nawet goli dwudniowy zarost. I nie jest to zaleta.

Nawet bez trybu upiększającego zdjęcia są „miękkie”, zaś sensor ma bardzo mizerny zakres dynamiczny. Jeśli spróbujemy sobie zrobić zdjęcie w ciągu dnia, a w tle mamy niebo, zwykle nie ma co liczyć na pięknie wyeksponowane chmury, lecz na białą plamę za plecami.

Podobnie jak w przypadku głównego aparatu, selfie po zmroku to zły pomysł. Szczegółowości w nich tyle, co nic, zaś przez wzgląd na wspomniany słaby zakres dynamiczny zdjęcia wykonane przednim aparatem są szczególnie podatne na prześwietlenia.

W przypadku aparatu macro w POCO M3 naprawdę trzeba zadać pytanie „po co?”.

Aparaty macro w smartfonach to niezrozumiały fenomen ostatnich lat. Owszem, pozwalają zrobić zdjęcie z bardzo bliska, ale oferują bardzo niską rozdzielczość i zwykle mizerną jakość zdjęć. W przypadku POCO M3 ta jakość jest wybitnie kiepska, zwłaszcza że sensor z obiektywem macro ma tylko 2 Mpix.

Tak wygląda zdjęcie zrobione aparatem macro:

A tak głównym aparatem:

Oczywiście, główny aparat nie jest w stanie zrobić zdjęcia z równie bliskiej odległości co aparat macro. Tak wygląda najbliższy możliwy dystans ostrzenia aparatu macro:

A tak najbliższy możliwy dystans ostrzenia głównego aparatu:

Pozornie wydaje się, że aparat macro ma tutaj przewagę, bo można nim zbliżyć się o wiele bardziej do obiektu, niż ma to miejsce w przypadku głównego aparatu. W praktyce jednak, jeśli weźmiemy to samo zdjęcie, zrobione aparatem 48 Mpix i przytniemy je, uzyskując mniej więcej taki sam kadr, jak z aparatu macro, okaże się, że przycięte zdjęcie z głównego sensora ma o wiele lepszą jakość.

Co więcej - nawet po tak ostrym przycięciu końcowe zdjęcie okazało się większe: oryginalny plik po przycięciu miał ponad 1900 px na szerokość, podczas gdy zdjęcie z aparatu macro miało 1600 px na szerokość.

Aparat macro w POCO M3 nie ma racji bytu. Jest gorszy pod każdym względem od głównego sensora, a argument bliskiego ostrzenia można rozwiązać błyskawicznym zabiegiem w każdej aplikacji do edycji zdjęć. Mam wrażenie, że jego zastosowanie służyło wyłącznie temu, by mieć jakieś argumenty reklamowe i móc napisać, że POCO M3 oferuje trzy aparaty. Niestety, w praktyce POCO M3 oferuje jeden aparat. Reszta to zbyteczne dodatki.

Czy warto kupić POCO M3 ze względu na aparat?

Słowem: nie. Aparat w POCO M3 wypada dobrze na tle innych urządzeń w podobnej cenie, ale sam w sobie nie jest moim zdaniem dostatecznie dobry, by stanowić argument przeważający za zakupem tego smartfona.

A sam smartfon, niestety, również trudno uznać za wart zakupu. Jego jedyną obiektywną mocną stroną jest fenomenalny akumulator, wystarczający na trzy dni pracy. Subiektywnie podoba mi się też jego design, zwłaszcza w kanarkowo-żółtym kolorze, innym od wszystkiego, co znajdziemy na rynku. Drobny plusik mogę też dać za obecność głośników stereo.

W codziennym użytkowaniu POCO M3 nie jest jednak dobrym sprzętem. Oprogramowanie notorycznie się zacina, nawet przy najprostszych czynnościach. Ekran wykonany w technologii TFT jest poniżej przeciętnej, a do tego ma ogromne problemy z automatycznym ustawianiem jasności i w efekcie albo musimy to ciągle robić ręcznie, albo smartfon z reguły ustawi jasność na bardzo niski poziom.

Pomimo tego, że aparat w dobrych warunkach się broni, to POCO M3 jako całość nie jest sprzętem, którego zakup mogę polecić. Niska cena to nie wszystko.

*Za wypożyczenie sprzętu do testów dziękuję sklepowi x-kom.pl

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst