Social media  / News

Facebook będzie miał tydzień na cofnięcie bana dla Polaka. Inaczej będzie go ścigać Rada Wolności Słowa

Picture of the author

Zbanowanie przez zachodnie serwisy społecznościowe Donalda Trumpa było dla polskich polityków jak kubeł zimnej wody. Zaczęli naprędce szykować przepisy, które mają utrudnić usługom takim jak Facebook blokowanie użytkowników i usuwanie umieszczanych przez nich treści. Nad tym wszystkim ma czuwać Rada Wolności Słowa.

Chociaż wedle słownikowej definicji cenzurą określa się utrudnianie dostępności do wybranych treści przez aparat państwa, w potocznym rozumieniu pojęcie cenzury rozciąga się często na usuwanie treści przez twórców serwisów internetowych, w tym przede wszystkim usług z kategorii social media. Osoby, których posty z jakiegoś powodu usunięto, krzyczą często wtedy, że ich się cenzuruje, knebluje się im usta, szykanuje za poglądy, zabiera wolność słowa itp.

Sprawa oczywiście nie jest taka zero-jedynkowa i tak jak zdarzają się sytuacje, w których serwisy arbitralnie nadużywają swojej pozycji, tak w wielu sytuacjach usuwanie treści użytkowników jest zasadne. Kwestią interpretacji pozostaje jednak to, kiedy taka konieczność zachodzi. Polski rząd chciałby tę kwestię teraz uściślić i w odpowiedzi na zbanowanie Donalda Trumpa przez pół internetu planuje przymusić Facebooka, Twittera i spółkę do tego, by respektowały jego życzenia.

Czym jest Rada Wolności Słowa?

Z przedstawionych przez Zbigniewa Ziobro informacji wynika, że nowy organ w polskim prawie będzie liczył pięciu członków, których ma wskazywać Sejm większością 3/5 głosów na sześcioletnie kadencje. Ma on gwarantować „podstawowe prawa” polskim obywatelom w internecie.

Minister Sprawiedliwości wyjaśnia, że nowe ramy prawne mają to wymusić na globalnych graczach pokroju Facebooka i Twittera respektowanie polskiego prawa. Te serwisy są dostępne w Polsce, ale często ich polskie oddziały to wydmuszki i od decyzji moderatorów nie ma się jak odwołać.

Rada Wolności Słowa ma stać po stronie obywateli w walce z Facebookiem, Twitterem i innymi serwisami social media

Jak można przeczytać w serwisie PAP, wiceszef Ministerstwa Sprawiedliwości, czyli Sebastian Kaleta poinformował, że projekt ustawy, która trafi do sejmu za kilka dni, był obiektem konsultacji społecznych. Niewykluczone, że będzie w wyniku kolejnych dodatkowo modyfikowany, ale jego ogólny kształt jest już znany.

Rada ta będzie stała na straży przestrzegania przez wszelkie media społecznościowe działające na terenie Rzeczypospolitej konstytucyjnego prawa do korzystania z wolności słowa — wyjaśnia dalej Sebastian Kaleta

Obywatele, którzy będą mieli zastrzeżenia co do nałożenia na nich blokady lub usunięcia ich wpisu, będą mogli zgłosić reklamację. Serwis społecznościowy będzie miał jedynie tydzień na rozpatrzenie ich wniosku. Jeśli post zostanie przywrócony, sprawa zostaje zamknięta.

Jeśli nie, to wtedy cała na biało ma wejść właśnie Rada Wolności Słowa.

Dopiero po nierozpatrzeniu reklamacji w terminie siedmiu dni polscy internauci będą mogli wystosować wniosek do Rady Wolności Słowa. Wtedy ta w ich imieniu ma kontaktować się z platformą oskarżoną o bezpodstawne usuwanie wpisów lub blokowanie dostępu do usługi.

Jeśli zostanie udowodnione, że serwis usunął wpis lub dał użytkownikowi bana, chociaż nie miał ku temu podstaw prawnych, to Rada Wolności Słowa będzie mogła na niego nałożyć karę. Ta może być naprawdę wysoka - od 50 tys. zł aż do 50 mln zł.

Oczywiście otwartym pozostaje pytanie, czy intencje rządzących są faktycznie czyste i czy chodzi im o wolność i poszanowanie prawa przez obywateli, czy też o to, by pod pretekstem walki o wolność słowa ograniczać głos przeciwnikom politycznym, pozwalając jednocześnie na dużo więcej swoim zwolennikom.

Wiele osób przypomina dzisiaj, że to w Telewizji Publicznej kontrolowanej przez partię rządzącą nie ma pluralizmu. TVP stało się w ciągu ostatnich lat tubą propagandową rządu i to tam stosowano faktyczną cenzurę, która przejawiała się np. zamazywaniem serduszek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Warto też nadmienić, że Ministerstwo Sprawiedliwości, które ma się zajmować stworzeniem Rady Wolności Słowa, zamieszane było w aferę hejterską. To właśnie z nim miały być powiązane profile internetowe, które hejtowały w sieci sędziów.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst