Gry  / Artykuł

Trochę bezpiecznie, trochę po bandzie. Asus pokazał laptopy dla graczy z nowymi procesorami AMD

Picture of the author

Asus stawia na AMD. W najnowszych laptopach dla graczy z serii ROG bije czerwone serce.

Asus najwyraźniej wie, skąd wieje wiatr i czego oczekują po firmie konsumenci, dlatego każdy z laptopów Asus ROG, które zostały dziś zaprezentowane na wirtualnych targach CES 2021, napędza nowy procesor AMD Cezanne, czy też AMD Ryzen 5000 (w chwili pisania tego tekstu konkretne modele nie zostały jeszcze sprecyzowane), sparowany z GPU serii RTX 3XXX od Nvidii. Tym samym Asus jest bodajże pierwszym producentem, który oficjalnie zaprezentował maszyny napędzane nowymi mobilnymi układami AMD, które obiecują nawet o 23 proc. wyższą wydajność od poprzedniej generacji i - w przypadku energooszczędnych wariantów - nawet 21,5 godziny czasu pracy na jednym ładowaniu podczas oglądania wideo. Są to układy zbudowane w oparciu o 7-nanometrową architekturę Zen 3.

Jeśli zaś chodzi o całą resztę, Asus gra zupełnie w swoim stylu - trochę bezpiecznie, trochę totalnie po bandzie.

Asus ROG Strix Scar 15/17 to najbardziej „pospolity” z pokazanych dziś laptopów.

Dedykowana e-sportowcom maszyna doczekała się serii usprawnień. Strix Scar dostępny będzie w dwóch rozmiarach: 15” (G533) oraz 17” (G733) i to właśnie wyświetlacze, obok specyfikacji, są tu największą nowością.

Wśród dostępnych opcja mamy panel o rozdzielczości WQHD o częstotliwości odświeżania 165 Hz, z 3 ms czasem reakcji, funkcją Adaptive Sync i pełnym pokryciem przestrzeni barw DCI-P3. Ta opcja może zainteresować nie tylko graczy, ale także filmowców i grafików.

Dla najbardziej hardcore’owych e-sportowców przewidziano zaś dwa super-szybkie panele o rozdzielczości FullHD, które znajdziemy w modelu 17-calowym, o częstotliwości odświeżania 300 lub 360 Hz.

Aby zapewnić moc obliczeniową zdolną do napędzenia takich wyświetlaczy, Asus oferuje w nowych Strixach procesor AMD Ryzen 9 chłodzony ciekłym metalem (do Ryzen 9 5800 HX), połączony z kartami graficznymi aż do Nvidia GeForce RTX 3080. Możliwe będzie też wyposażenie laptopów w nawet 64 GB RAM-u i 1 TB SSD. Poza domem i biurem energii dostarczy zaś nowy, powiększony akumulator o pojemności 90 Whr ładowany przez USB-C, lub własnościową ładowarką z szybkim ładowaniem (60 proc. w 40 minut).

Asus ROG Zephyrus Duo 15 doczekał się mocniejszych podzespołów.

Zephyrus Duo 15 to bodajże najciekawszy i najmocniejszy laptop, jaki testowałem w 2020 r., który właśnie staje się jeszcze ciekawszy, i jeszcze mocniejszy.

Pod maską znajdziemy nowy procesor AMD Ryzen 5900 HX oraz grafikę Nvidia RTX 3080. Szkoda tylko, że nie pojawiła się opcja zwiększenia ilości RAM-u; w takiej maszynie 32 GB to jednak nieco mało. Na szczęście miejsca na dane możemy tu mieć nawet 2 TB.

Nieco zmieniły się też dostępne opcje wyświetlaczy. Obok super-szybkiego panelu 300 Hz o rozdzielczości FullHD, mamy teraz dostęp do panelu 4K odświeżanego w 120 Hz, z pełnym pokryciem przestrzeni barw Adobe RGB. Obydwa wyświetlacze są matowe i niedotykowe. Nie zmieniła się za to największa gwiazda tego laptopa, czyli drugi wyświetlacz, który naal ma rozdzielczość 3840 x 1100 px i przekątną 14”, i nadal wspiera dotyk oraz piórko.

Niestety nic nie wskazuje na to, by zmianie miała ulec cena, która nadal będzie tak wysoka, iż większość z nas Zephyrusa Duo 15 będzie mogła co najwyżej podziwiać na sklepowych wystawach.

Asus ROG Flow X13 to zupełnie odjechany koncept, z którym Asus… nieco się spóźnił?

Koncepcja ultra-lekkiego, małego laptopa, którego w domu możemy zadokować do zewnętrznego układu graficznego ma już kilka lat i co najmniej kilka pomysłów na wykonanie. Najpopularniejszym z nich jest oczywiście ten zapoczątkowany przez Razera - obudowa eGPU podłączana do ultrabooka przewodem Thunderbolt 3. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy ultrabook ma pod maską procesor od AMD, więc Thunderbolt nie wchodzi w grę? Stworzyć własne rozwiązanie. To właśnie zrobił Asus.

ROG Flow X13 sam w sobie jest dość potężną małą maszyną. Jej sercem jest procesor AMD Ryzen 9 5890 HS, wspierany przez grafikę Nvidia GTX 1650 Ti, do 32 GB RAM-u i do 1 TB SSD. To wszystko zaś w obudowie o wymiarach 29,8 x 22 x 16 cm i masie 1,35 kg. Ciekawostką jest tu ekran; dotykowy wyświetlacz o przekątnej 13,4” i proporcjach 16:10 będzie dostępny w dwóch wariantach - UHD 60 Hz oraz FHD do 120 Hz. W każdym wariancie będzie się zaś obracał, niczym testowany niedawno Asus ZenBook Flip S.

Jednak w pojedynkę ROG Flow X13 to po prostu kolejny laptop. Tym, co go wyróżnia, jest duet z dedykowaną zewnętrzną stacją dokującą, zawierającą w sobie karty graficzne do Nvidii RTX 3080. Stacja dokująca zasilana jest z mocą 280 W, zaś dedykowany port łączący ją z laptopem ma przepustowość dwukrotnie wyższą niż Thunderbolt 3, co pozwala, cytując Asusa, wykorzystać pełny potencjał zewnętrznej karty graficznej.

Jak widać na zdjęciach poglądowych stacja dokująca ma rozmiary ułamka tradycyjnych eGPU, a mimo to oferuje dodatkowe cztery porty USB, Display Port, HDMI oraz Ethernet. Stacja dokująca ma być opcjonalnym akcesorium do Asus ROG Flow X13, choć na niektórych rynkach mają się też pojawić połączone zestawy.

Asus ROG Flow X13 jest konceptem, który z jednej strony ekscytuje, a z drugiej budzi wątpliwości - wielu producentów przecież już próbowało sprzedać nam wizję małej i lekkiej maszyny, która w domu staje się potężnym desktopem. Ciężar sukcesu spada tu w największej mierze na wydajność i kulturę pracy nowego układu od AMD, gdyż słabym punktem dotychczasowych kombinacji ultrabooków z eGPU zawsze był niedostatecznie wydajny procesor, zwykle niskonapięciowy Intel.

Choć mam ogromne wątpliwości co do tego, czy Flow X13 w ogóle ma rację bytu na rynku w 2021 r., z niecierpliwością czekam na moment, w którym trafi na moje biurko. To zaś nastąpi niebawem - sklepowe premiery nowych laptopów Asusa mają bowiem mieć miejsce w nadchodzących tygodniach.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst